piątek, 29 sierpnia 2014

Rozdział 27

Sorry za błędy i mam nadzieje że się podobało. Niewierze że już tyle ludzi czytało mojego bloga, i za to dziękuje. Następny rozdział będzie kiedy dobijecie 5 komentarzy. Pozdrawiam :)

Nataly obudziła się wisząc na łańcucha przed ścianą. Była ledwie przytomna jeszcze czuła ból po środku który wstrzykną jej Valentain. Usłyszała kroki z nią, powoli odwruciła głowę i ujrzała Sebastiana. Patrzył na nią i nic nie robił, stał i tylko patrzył. 
-Sebastian... pomóż błagam-Nataly ledwo się w powiedziała.  Sebastian podszedł bliżej. I powiedział.:
-Ból ustanie jak powiesz o swoim darze prawdę. 
-Prawda jest taka że niewiem o czym mówicie. 
-Dobrze wiesz co mamy na myśli, widzieliśmy jak stworzyłaś nowy znak.
-Kłamiesz, bo nigdy nie robiłam żadnego znaku nawet iratze. Zawsze robili mi przyjaciele.
-Kłamiesz! Powiedz prawdę! 
-Mówię prawdę! Proszę wypuście mnie! Nikt nie dowie się co mi robiliście prosze.-Nie wytrzymała zaczęła płakać z bólu.
-Na łzy mnie nie weźmiesz na litość. 
-Nie chcę, wiesz jaki to ból? 
-Wiem...
-Ciebie też torturował, to wiesz jaki to ból. 
-Zamknij się!-Szybko podszedł do stolika i wzioł... bicz. Zaczoł bić Nataly o plecach, jej krzyk dudnił Sebastianowi w głowie. Bił ją aż krew zaczęła cieknąć z ran na plecach.  Skończył ją bić kiedy stracila przytomność przez wykrwawienie.
~~~Will
Obudził się, umył i zszedł na śniadanie. W kuchni był Valentain. 
-Dzień dobry. 
-Dzień dobry. 
-Will muszę ci powiedzieć że Nataly już tu nie mieszka.
-Jak to?
-Jej trener Alec ją stąd zabrał z nakazem Clave. 
-Ale jak ją znalazł? 
-Cisi Bracia mu pomogli.
-Szkoda że się nie pożegnała. 
-Tak, wielka szkoda. 
-Wiesz może gdzie jest moja stara zbroja. 
-Pewnie w piwnicy...-Wymskneło mu się chciał powiedzieć w zbrojowni.
-Dzięki. 
-Masz teraz chyba trening. -Valentain zaczął się denerwować, Will to zauważył. 
-Idę sie przygotuje na trening.-Wzioł jabłko. I poszed na górę. Spotkał Sebastiana. 
-Cześć.
-Hej
-Po życzysz mi telefon? 
-A co z twoim.
-Rozladował się, a musze pilnie zadzwonić. -Podał mu telefon. 
-Za niedługo ci go oddam .
-Spoko.-Sebastian odszedł od niego. Will poszedł do swojego pokoju. Zadzwonił na numer który Nataly dzwoniła. 
-Halo?
/-Kto mówi? 
-Will 
/-Jestem Jace. 
-Chodzi o Nataly. 
/-Co się dzieje,  jeśli coś jej zrobiłeś...
-Ja nic ale podobno jej trener Alec ją zabrał. 
/-Alec?  On nigdzie nie poszedł cały czas jest zemną. 
-Valentain chyba coś ukrywa. 
/-Co z Nataly? 
-Niewiem musze ją znaleźć ale nie mam pojęcia gdzie ją szukać. 
/-Powiedz gdzie jesteście teraz. 
-W Idysie. W starej rezydencji Mongerstern'ów. 
/-Okey zapisz sobie mój numer telefonu. 
-Na razie tu nikogo nie przysyłaj, za trzy dni tu przyjdź, jeżeli wczesniej ją znajdę to zadzwonię. 
/-Dobra. 
Will się rozłączył i zapisał sobie numer telefonu, a potem usuną połączenie z komurki Sebastiana. 
Will poszedł na trening.  

czwartek, 28 sierpnia 2014

Rozdział 26


-O czym chciałaś porozmawiać?
-O tym wyjściu dzisiaj. 
-A ja też chciałem O tym z tobą porozmawiać. 
-Ty pierwszy. 
-Jeżeli spróbujesz uciekać i tak cie znajdziemy. 
-A ja miałam ci powiedzieć ze nie będę uciekać od was. 
-A po co był ci potrzebny telefon Sebastiana? 
-To już nie twoja sprawa. 
-Jeżeli ktoś po ciebie przyjdzie jest przegrany. 
-Nikt po mnie nie przyjdzie,  a skąd wiesz tyle że tu się nieda wejść? 
-Bo wiem, i niepotrzebnie się tym interesujesz. 
-Jeszcze jedno pytanie. 
-Gdzie jest pokuj Jema?
-Nie powiem gdzie on ma pokój bo nie może teraz nikogo przyjmować.
-Dlaczego on nie może z nami być na imprezie? Dlaczego nie mogę go poznać? 
-Poznaszgo w swoim czasie, on jest chory i nie możemy go odwiedzać. 
-Na co jest chory?
-Ja ci nie powiem tego ale jak on będzie chciał to ci powie. 
-Dobrze, szykuj sie na wieczór, do zobaczenia. -Nataly kierowała się do drzwi. 
-Ty też. -Nataly kierowała się do swojego pokoju . Poczuła jakiś materiał na jej tworzy i zapadła w ciemność. 
~~~~Will
Po wyjściu Nataly rozległo się pukanie do drzwi. 
-Nataly jeśli to ty nie chce mi sie kłócić! 
-To ja Sebastian. 
-Wejdź!-Sebastian wszedł do środka i zamkną za sobą drzwi. 
-Słyszę że dogadujesz się z moją siostrą. 
-Ona nie jest twoją siostrą. 
-Przybraną.
-Wcale się nie znacie. 
-W wy?-Popatrzył na niego pytająco. A Will'owi nie przychodzi żadna odpowiedz.-Tak myślałem - Sebastian sie uśmiechną. 
-Dzisiejsze wyjście odwołane. 
-Dzięki Bogu, nie chciałem tam iść. A mogę wiedzieć dla czego? 
-Valentain zmienił zdanie. 
-Rozumiem. 
-Ja już pójdę. Pa
-Pa
~~~Nataly
Obudziła się przypięta do stołu. Była w miejscu wyglądającym jak więzienie, torturownia, psychiatryk.
Rozejrzała sie przerażona. Zobaczyła obok siebie "ojca".
-Co jest do cholery. -Ledwie się wypowiedziała. 
-Wiesz że masz dar?- O nie kolejny pomyślała Nataly. 
-Nie wiem oczym mówisz. 
-Dobrze wiesz. 
-Naprawdę jesteś stuknięty ja nie mam żadnego daru. 
-Kłamiesz! 
-Oszalałeś, wypóść mnie! 
-Nie musisz pokazać jak używasz swojego daru.
-Nie mam żadnego daru, ile razy mam ci mówić 
-Kłamiesz! -Wzioł coś ze stołu który stał za mim. 
-Co to? Co zamierzasz zrobić? 
-Zobaczysz. -To była strzykawka z wielką igłą. Nataly próbowała się wyrwać ale nic z tego. Valentain wstrzykną jej zawartość strzykawki. Nataly przeszedł ból po całym ciele. Krzyczała, bardzo cierpiała, ból trwał dla miej wieczność. Valentain cały czas ja pytał o jej darze, ale zaprzeczała. Ból ustał kiedy stracila przytomność. 

środa, 27 sierpnia 2014

Rozdział 25

Kiedy Sebastian wyszedł z pokoju Nataly Ona od razu wykręciła numer do Jace. Połączenie nie trwało zbyt długo. Nataly usłyszała głos swojego ukochanego.
/-Halo?
-Jace to ja.
/-Nataly, nie wież jak dobrze cię słyszeć.
-Ciebie też jak tam u ciebie?
/-Zdrowieje ale nie wiem kiedy do ciebie przyjdę.
-Nie denerwuj się o mnie traktują mnie tu dobrze.
/-Tak myślę.
-Czemu musisz zdrowieć?
/-Miałem mały wypadek kiedy cię próbowałem ratować.
-Jak mały?
/-Cały brzuch na pół.
-Jaja sobie robisz? Za miesiąc pomożesz mi się stąd wydostać?
/-Za miesiąc zabiorę cię za tydzień, tylko...
-Nie-przerwała mu- Ty musisz wyzdrowieć a ja coś obiecywałam i muszę dotrzymać słowa.
/-Jak by coś się działo uciekaj.
-Wiem, tak za tobą tęsknie.
/-Ja bardziej, boje się o ciebie.
-Nie bój się omie wiesz jaka jestem, ktoś mi podskoczy a wszystkich zabiję.-Jace wybuchł śmiechem. -Posłuchaj ja już kończę, nie mogę się z nikim komunikować
/-Nie powinienem cię zostawiać.
-To nie twoja wina dam radę. Próbowałeś mnie ratować.
/-Ja też kończę cisi bracia przyszli do mnie.
-Będę dzwonić kiedy będę mogła.
/-Pa
-Pa.
Nataly rozłączyła się. Wstała z łóżka i wyszła z swojego pokoju.  Kierowała się do Will'a, kiedy doszła do drzwi jego pokoju usłyszała jak Will rozmawia z Sebastian'em:
-Już się poznaliście? -Zapytał go Sebastian.
-Tak, opowiedziała mi o sobie, ale nic o swoim darze.
-Ukrywa go, jest sprytna po ojcu.
-A może ona o tym nie wie, przecież niedawno się dowiedziała że jest Nocnym Łowcą.
-Co ty chwila i mogła odkryć, przecież jej facet jest Nocnym łowcą, mogła wziąć jego Stella i już wie co potrafi.
-Nie sądzę, ona nie kombinuje a poza tym wiedziała że to by ją zabiło.
-Czy ty ją chronisz?
-Nie po co miał bym to robić?
-Bo ją pokochałeś, widzę że jesteś inny po rozmowie z nią.
-Nie wygłupiaj się.
Nataly niechcący otworzyła drzwi,  przez chwilę stała cicho potem się odezwała.
-Przepraszam że bez pukania chciałam z Will'em porozmawiać,  a przy okazji mogę oddać ci telefon-wyciągnęła telefon i podała mu go.
-Dziękuję ci,  to ja was zostawię samych. - i Sebastian wyszedł z pokoju nie wyglądał na to żeby coś podejrzewał.


Sorki za błę

poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Rozdział 23

Will i Nataly siedzieli na łóżku i patrzyli na siebie. Will  złamał tą ciszę.
-Nasz piękne niespotykane oczy.
-One są zwykłe.
-Nie widziałem nigdy takich.
-Ty masz piękne niebieskie, jak morze.
-Dziękuję.
-Jesteś taki przystoiny.
-A ty tak piękna.
-Trochę dziwne bo ja nigdy nie byłam taka otwarta nigdy nawet do faceta bym się nie odezwała.
-Ja też tak mam przy tobie dobrze się czuję.
-Przepraszam Cię.
-Za co?
-Nie chce cię  zranić
-Nie zranisz, ja to wiem.
-Przepraszam ale musze iść porozmawiać z Valentian'em, zaprowadzisz mnie tam?
-Oczywiscie ale nie uciekaj.
-Zostanę miesiąc, a potem uciekniemy.
-Dobrze, chodźmy. -Will wstał i otworzył drzwi, Nataly była zanim. Kiedy doszli do schodów Will zszedł i patrzył na Nataly czy idzie. Nataly przy ostatnich schodkach podknełą się a Will ją złapał ich usta był dość blisko siebie, w końcu ich usta się spotkały. Całowali się namiętnie,  ale przerwał im w tym Valentian. Odsuneli się od siebie Valentian patrzył na Nataly jakby dokonała się zdrady.
-Dziękuję Will że się nią zajołeś.
-To wyszło przypadkiem. -Wybrania się Will-Do niczego nie doszło.
-Nataly zapraszam cię do mojego gabinetu-Spojrzał na dziewczynę,  a potem znowu na chłopaka-Will za piętnaście minut ją odbierz i zaprowadź do jej pokoju.
-Dobrze- Will sobie poszedł.
-Zapraszam-pokazał ręką na drzwi koło schodów. Weszli do środka i usiedli przy wielkim stole na przeciwko siebie.
-Oczym chciałeś porozmawiać? -Pierwsza  odezwała się Nataly.
-Wierz że zdrada jest karana u nocnych łowców?- Nataly zrobiła zdziwioną minę niewiedziała o co mu chodzi.
-O tobie i o Will'u.
-To był tylko pocałunek.
-Tym pocałunkiem zdradziłaś Jace.
-Kogo przecież Jace znikną jakieś dwa lata temu. I go wogule nie widziałam. -Na te słowa Valentian się zdziwił.
-Nie pamiętasz ostatniego tygodnia przecież ty z Jace byliście parą.
-Tylko pamiętam twoją i moją rozmowę w parku.
-Tylko?-przytaknęła głową
-Jeszcze jakieś pytania?
-Nie, możesz iść.
Nataly wyszła a Will czekał siedząc na schodach.
-Zaprowadzisz mnie do pokoju?
-A nie wolisz pogadać u mnie?
-Możemy pogadać.
-A więc chodźmy.
Doszli do pokój, Nataly usiadła na łóżku, Will się na nim położył.
-o czym chciałeś porozmawiać?
-O tym co się wydarzyło na schodach.
-To był przypadek.
-A dla mnie przeznaczenie.
-Jak zwał, tak zawał.
-I co teraz zrobimy?
-Możemy być przyjaciółmi.
-Może więcej niż przyjaciele.
-Dla mnie obiecująco.-On się podniósł i ją pocałował  w usta.
-Dobrze całujesz.
-Ty też.
-Co będę tu robić?
-Trenować, będziesz miała osobiste zajęcia z Valentian'em.
-Serio... nie tylko on
-Dlaczego?
-Nieważne nie chce się złościć.
-Masz jakieś plany na przyszłość?
-Mieć dziecko i wyprowadzić się z instytutu. -Powiedziała nawet nie zastawając. Zrobiła przerażoną minę. -Coś jest nie, tak.
-Co jest? -złapała się za głowę,  Will nie wiedział co się dzieje.
-Boli mnie głowa-Zaczęła krzyczeć. Potem na Nataly spadła ciemność. Zobaczyła Jace i każdą chwilę spędzoną z nim. Otworzyła oczy i zobaczyła przed sobą Will a był przerażony.
-Nataly obudź się.
-Jestem cała, tylko zemdlałam.
-Już lepiej?
-Tak, ból ustał. I jest jeszcze coś wszystko pamiętam.
-To chyba dobrze.
-Dla mnie tak, ale nie wiem jak dla twoich uczuć.
-A co jest?
-Mam chłopaka.
-No zeczywiscie zabolało.
-Przepraszam, przez pewien czas możemy być przyjaciółmi.
-Okej.
-Ja pójdę do pokoju.
-Jak chcesz, u mnie zawsze jest mile widziana.
-Dzięki-Pocałowała go w policzek i zeszła z łóżka,  podeszła do drzwi a wtedy usłyszała Will'a.
-Skąd rozpoznasz swój pokoju?-odwróciła się i odpowiedziała:
-Po zwłokach.-Will wybuch śmiechem, a Nataly wyszła z jego pokoju.

Rozdział 24

Kiedy Nataly doszła do swojego pokoju i zamknęła się w nim. Położyła się na łóżku i rozejrzała się po pokoju. Był czarno-biały. Meble były czarne, a ściany białe jak śnieg. Zaczęła rozmyślać o tym że tu zamieszka, była też zła na siebie że całowała się z Will'em a była z Jace'm. Przypomniała sobie że niema przy sobie telefonu. Zaklęła pod nosem. Wstała z łóżka i podeszła do szafy, otworzyła ją i zobaczyła nowe ubrania, otworzyła szafkę powyżej, była pełna książek, zamknęła obydwie szafy i podeszła do biurka leżał tam czysty szkicownik i ołówki. Pomyślała sobie: Źle aż tak nie będzie. Rozległo się pukanie do drzwi. Nataly podeszła do nich i je otworzyła. Stał w nich wysoki, muskularny mężczyzna. Miał jasne włosy podobne do Jace i czarne oczy.  Uśmiechał się i był promienny na twarzy.
-Cześć, ty na pewno jesteś Nataly.
-Tak, w czym mogę pomóc...- Przerwał jej.
-Sebastian, mam na imię Sebastian.
-Więc...
-Chciałem poznać moją siostrę.
-Siostrę?
-Jesteśmy przybranym rodzeństwem.
-Valentian nie wspominał o synu.
-A mi że ma córkę, muszę powiedzieć że mam bardzo piękną siostrę.
-Zawsze jesteś taki śmiały?
-Odkąd pamiętam-uśmiechnął się łobuzersko.
-Jak chcesz to wejdź nie musimy się poznawać w progu.
-Z wielką chęcią.-Wszedł do środka.
-Usiądź. -powiedziała Nataly pokazując na łóżku. A on bez słowa to zrobił. Popatrzyli na siebie aż zrobiło się niezręcznie. Nataly przerwała to i powiedziała:
-Co chcesz o mnie wiedzieć?
-Twoje hobby?
-Nikt o to mnie nigdy nie pytał,  nie wiem może sztuka, książki mam bardzo szeroki zakres zainteresowań.
-Czyli nie lubisz nudy.
-O tuż to.
-Nie sądziłem że taka jesteś.
-A jak.
-Spokojna.
-Ja jestem spokojna.
-Ulubiony kolor?
-Niebieski.
-Mój też. Ulubiona muzyka?
-Niepotrafie tego ująć, lubię wszystkie gatunki ale najbardziej to muzyka klasyczna.
-Okej. Chcesz iść do klubu?
-Jasne, a mogę kogoś tam zabrać?
-Jasne kogo?
-Will'a- trochę zdziwiła go ta odpowiedź.
-Jasne bież kogo chcesz.
-Ktoś jeszcze tu mieszka?
-Tak ma na imię Jem
-To on też niech przyjdzie, będzie milej.
-On jest teraz niedyspozycyjny.
-Jak to?
-Miał małe spotkanie z demonem...
-Rozumiem, to o której idziemy?
-O dwudziestej po ciebie przyjdę.
-Okej, mam do ciebie mała prośbę.
-Jasne mów.
-Pożyczysz mi telefon na trzydzieści minut?
-Tak-wyją z tylnej kiszeni spodni i dał go Nataly.-Klub nazywa się ''Pandemonium"
-To akurat nie było mi potrzebne ale dzięki.
-Ja już pójdę powiem Will'owi o klubie.
-Dobrze dzięki.

sobota, 23 sierpnia 2014

Rozdział 22

Jace dogonił ciężarówkę i wskoczył na nią wbijając noże w ściankę pojazdu i podciągną się na dach, ale tam długo nie pobył. Demon wskoczył na dach i zepchną chlopaka na ulicę. Jace ledwo przytomny patrzył jak ciężarówkaAV z jego ukochaną odjeżdża. Przed tym zanim zapadł w ciemność zadzwonił do Alceta.
/-Jace gdzie ty jesteś?
-Przy naszej kawiarni pomóż.
-Jace, Jace....- Jace już zemdlał - Cholera.
Jace obudził się w izbie chorych.  Próbował wstać ale ból brzucha nie pozwolił na to. Potem zobaczył Aceta i Iz . Odrazu odezwał się Alcet.
-Jace co się stało? 
-Nataly....muszę ją znaleźć. 
-Nie ty musisz siedzieć w łóżku. - odezwała się Isabel. 
-Ale ona jest w niebezpieczeństwie. 
-Nie jest trochę poszperaliśmy i po pytaliśmy,  wychodzi na to że Valentian ją porwał. -Wyjaśnił Alec. 
-Ale Valentino to wariat. 
-Valentain to ojciec Nataly, myślałeś że się nie dowiem? 
-Miałem wam powiedzieć, ale ja tak nie mogę siedzieć. 
-Możesz, jeszcze parę tygodni przed tobą. 
-Co!? Chyba żartujesz. 
-Nie Twój brzuch jest przeciętny w pół. 
-Jak to?
-Znaleźliśmy cie w takim stanie.
-Ja tylko pamiętam jak porwali Nataly. 
-Nie denerwuj się o nią, Valentian jej nie skrzywdzi.
-Obyś miała rację. 
~~~Nataly
Obudziła się w jakimś pokoju. Był czarno-biały, nic wielkiego w tym pokoju szafa, stolik, fotel i szafka nocna. Wstała z łóżka i próbowała się wykonać. Otworzyła delikatnie drzwi i popatrzyła za mi stał jakiś strażnik, otworzyła delikatnie drzwi, podeszła do strażnika i skręciła mu kark, martwy upadł na ziemię. Pobiegła w stronę schodów i kiedy miała zejść na dół usłyszała czyjś głos i bez myślenia weszła do czyjegoś pokoju. Zamknęła za sobą drzwi i w pomieszczeniu był chłopak w jej wieku. Miał czarne włosy i był ubrany cały na czarno. Pomyślała sobie. Ale się w kopałam.
Była pewna że odrazu mnie wyda.
-Jesteś Nataly tak?
-Skąd znasz moje imię? 
-Valentian wszystkim powiedział. 
-Valentain mnie porwał? 
-Ja bym bardziej to ujął przyprowadził.
-A ty masz na imię...
-Will 
-Ładnie, bardzo rzadkie
-Dziękuję
-Jesteś za tym żebym została tu czy pomożesz mi stąd uciec?
-Nie radzę Ci uciekać, tu jest masa strażników. 
-Jest o jednego mniej. -powiedziała z uśmiechem. 
-Co takiego?
-Nic za niedługo się dowiesz, a wyjaśnisz mi gdzie jest wyjście? 
-Kiedy zejdzie po schodach to prosto i jest wyjście.
-Dziękuję. -Otworzyła drzwi. 
-Mam nadzieje że się jeszcze spotkamy.
-Ja też. 
Wyszła z pokoju i się rozejrzał, nikogo nie było.  Pobiegła do schodów i zobaczyła że po nich wchodzi Valentian. 
-Ku*wa....
-Nataly tak nie wypada mówić kobiecie. 
-A podobno ojcowie nie porywają córek. 
-Ja tylko sprowadziłem cie do domu.
-Ja nawet nie wiem gdzie jestem. 
-Jak udało ci się wydostać z pokoju?
-Muszę odpowiadać ?- pokiwał głową- Skręciłam facetowi kark. 
-Nataly tak nie wypada robić pomocnikom.
-Pomocnikom?! Chcę ci przy pamięć że mnie porwał i nie wiem co mi by zrobili.
-To był mój błąd on powinien siedzieć w środku. 
-Mogę już iść? 
-Co ty robisz?
-Wymykam się.
-Nigdzie nie idziesz to jest twój nowy dom.
-Japier...
-Natalia!-Przerwał jej "ojciec".
-Co nie znasz mnie i nie wiesz jak ja się zachowuje. 
-Wiem o tobie wszystko. 
-Co naprzykrzyła?
-Wiem że nie przeklinasz,  wiem że opłakiwałaś przybrać rodzinę,  wiem....-Teraz ona mu przerwała
-Opłakiwałam prawdziwą rodzinę, ty nie jesteś moim ojcem- Była pod presją i weszła do pokoju Will'a on siedział na łóżku i czytał książkę. Zatrzasnąwszy za sobą drzwi i oparła się o nie. Próbowała nie płakać ale uczucia wzięły w górę. Powoli osiem na podłogę i usiadła Will do niej szybko podszedł i klekną. 
-Co się dzieje?-po tym usłyszeli pukanie do drzwi. 
-Nataly, Nataly. ...-Valentian zaczynał ją coraz ostrzej wołać. 
-Panie Valentian ją się nią zajmę. 
-Dobrze Williamie zajmij się nią i wszystko jej wytłumacz. -Słyszeli jak Valentian odchodzi od drzwi. Dziewczyna nie daje sobie  rady z tym wszystkim. Will usiadł obok niej i ją przytulił.
-Co się stało? 
-Mam wszystkiego dość, to mnie przerasta.
-Dasz radę wyglądasz za na twardą dziewczynę.
-Dlaczego tu jesteś? W tym wariatkowie.
-Nie mam gdzie się podziać.
-Też jesteś nocnym łowcą?
-Tak
-To ucieknij zemną.
-A może ty zostań zemną. Przez pewien czas może miesiąc. 
-Tak długo? 
-Zleci szybko, może lepiej się poznamy. 
-Co chcesz o mnie wiedzieć? 
-Skąd jesteś? 
-Z Polski.
-Tak samo jak ja.
-Jaki zbieg okoliczności. 
-Ile masz lat?
-18
-Ja też.
-Jak tu się znalazłeś?
-Byłem bezdomny i Valentian mnie znalazł i mnie tu zaprowadził. 
-A jak jest twoja historia?
-Moi rodzice umarli kiedy byłem mały przez większość życia mieszałem na ulicy,  a twoja?
-Jestem z zdrady, moja matka na mnie się wyżywała, zeszłym roku zabiła całą rodziną, Valentian ją zabił bo wiedział że jest chora psychicznie,  a mnie wtedy w domu nie było, powinam tam zginąć, było by łatwiej. 
-Pomysł o tym że Bóg nie chciał żebyś umierała.
-Wierzysz w Boga? 
-Tak, a ty w co wierzysz.
-Ja wieże w siebie.- Will się zaśmiał.-Z czego się śmiejesz? 
-Z tego że znam cie tak krótko a ty jesteś moją idealną dziewczną.
-Ty też jesteś niezły.
-Dziękuję.
-Mieszkają tutaj inni w naszym wieku?
-Nie tylko ty i ja.
-Trochę dziwne, nic nie pamiętam z ostatniech trzech miesięcy pamiętam tylko jak wróciłam do domu z urodzin tylko to.
-Może sobie przypomnisz. 

piątek, 22 sierpnia 2014

Rozdział 21

Jace wyjął telefon i zadzwonił do Diany.
/-Halo Jace musisz mnie budzić?
-Ale ty spotykasz się z Nataly.
/-O  tej porze mnie nie z musisz żebym ją prze prosiła.
-Przepraszam że cie obudziłem. -rozłączył się. Zarzucił na siebie kurtkę miał już wychodzić kiedy do pokoju weszła Nataly.
-Co się stało? -Zobaczył że płakała
-Okłamałam cie znów nie zasługujesz na mnie. -Zaczęła płakać.
-Uspokój się, ja cie kocham i nie opuszczę cie za to że kłamiesz bo inni też kłamią.-podszedł do niej i ją mocno przytulił.
-Ale ja spotkałam się z Valentain'em
-Co? Nic ci nie zrobił?
-Fizycznie nie, ale z psychiką gorzej.
-Opowiedz wszystko, może usiądziemy?
Pokiwała głową
-Zacznij od początku.
-Wysłał mi wiadomość że kogoś zranię bez wiedzy, zadzwoniłam na ten numer i powiedział mi że moja matka zdradziła mojego ojca i ja jestem córka Valentain'a
Moja matka zabiła ich wszystkich...
-Kogo?
-Całą moją rodzinę. I dowiedziałam się że jestem od zawsze Nocnym Łowcą i twój ojciec mnie szkolił tak żeby się o tym nie dowiedziała,  i o mnie troszczył dlatego że Valentain był jego przyjacielem i go oto poprosił.
-Nie miałem pojęcia.  Jak się czujesz po tym spotkaniu?
-Że komuś na mnie zależało.
-Najlepsze jest to że wiedział że się kochamy.
-Ale nie jesteś pewna?
-A dlaczego miała bym  nie być?
-Bo to  nie możesz być tego pewna na sto procent.
-Masz rację jestem zbyt ufna.
-Może on kłamie bo przecież on robił takie straszne rzeczy przed laty.
-Masz rację,  a on może wie o ty moim darze.
-Nie mam pojęcia.
-Już wiem dlaczego byłam tak traktowana przez matkę.
-Ciiii nie płacz. To było dawno.
-On nie jest moim ojcem. Mój ojciec to Rafał i on mnie wychował a nie ten pomyleniec
-Chodź coś ci pokaże. Wstał i wyciągną do niej rękę
-Dobrze - złapała go za rękę a drugą otarła łzy.
Szli korytarzem trzymając się za rękę. Nagle Jace się zatrzymał i powiedział:
-Zamknij oczy.-Zrobiła to bez żadnych sprzeciwu.- I ich nie otwieraj. -Po ciągną ją chyba do pokoju i usłyszała zamykające się drzwi. Jace puścił jej rękę i odszedł od niej. Ona nie wiedziała co się dzieje.
-Jace mogę wiedzieć co się dzieje?
-Możesz otworzyć oczy. -Nataly otworzyła oczy i zobaczyła pusty pokój a na ścianach były zdjęcia, z dzieciństwa. Łzy szczęścia pociekły jej po policzkach Nataly w oczy, rozejrzała się po pokoju i kiedy wzrokiem natrafiła na Jace podbiegła i go przytuliła.
-Dziękuje Ci za wszystko.
-To nic takiego.
-Nic takiego?  To jest niesamowite. Skąd masz tyle zdjęć?
-Trochę mi się na zbierało i wziąłem parę z twojego mieszkania.
-O mój Boże jesteś kochany.
-Wiem
-Ah ta twoja skromności.
-Chcesz popatrzeć na zdjęcia?
-No pewnie.
Zdjęcia przypomniały Nataly parę szczęśliwych chwil spędzone z przyjaciółmi.  Znalazła zdjęcie na którym matka trzymała ją na rękach kiedy miała jeden dzień.
-Wiesz co nie mam ochoty oglądać dalej możemy wrócić do pokoju?
-Oczywiście, a nie wolisz pójść na spacer.
-To chodźmy
Wyszli z Instytutu i skierowali się w stronę parku i naglę Nataly sobie przypomniała że zapomniała swojego telefonu i też chciała wziąć swoją kurtkę bo zrobiło się zimno na dworze.
-Poczekaj tu na mnie zapomniałam kurtki wziąć.
-Dobrze ale pospiesz się.
Kiedy Nataly przechodziła przez pasy czarna furgonetka zatrzymała się przednią. Ludzie w czarnych strojach założyli jej na głowę worek i wciągnęli do furgonetki. Nataly cały czas spróbowała walczyć ale wstrzyknęli jej jakiś środek nasenny i jej powieki stawały się coraz cięższe i słyszała krzyk swojego imienia.

czwartek, 21 sierpnia 2014

Zapraszam:)

Zapraszam na mojego drugiego bloga o Akademii Wampirów ;) http://dimitr-i-rose.blogspot.com/ Zapraszam mam nadzieje że wam się spodoba :)

Rozdział 20

Ta sytuacja znęcania się nad dzieckiem została wymyślona.
Zadzwoniła pod ten numer :
-Halo
/-Witaj Nataly miałem nadzieję że zadzwonisz. Coś chcesz?
-Chce wiedzieć skąd wiesz kim jestem ja cie nigdy nie widziałam.
/-Matka ci nie powiedziała a no tak bo ją zabiłem. -Nataly poczuła jakby świata się zawalił.
-Odpowiedz na pytanie.
/-Twoja matka była sprzedajną dziwką, wiedz że ja jestem twoim ojcem.
-Kłamiesz! Jestem podobna do mojej siostry. -Nataly pociekły oczy o łez
/-Obydwie w dałyście się w matkę.
-Ty nie możesz być moim ojcem.
/-Jestem i chciałem się dowiedzieć jak u mojej małej Nataly -po ciekły łzy.
-Ty nie jesteś moim ojcem mój ojciec to Rafał , a ja jestem jego córką.
/-Spotkajmy się w parku za pół godziny.
-Do zobaczenia.-I odłożyła słuchawkę. Do pokoju wszedł Jace z tacką na której była herbata. Zobaczył jej napuchnięte oczy.
-Co się stało? -Zapytał i położył tackę na stoliku.
-Nic rozmawiałam z Dianą.
-A co się wydarzyło że płaczesz ?
-Pokłóciłyśmy się.
-Wszystko jest dobrze zaraz się pogodzicie.
-Jest jeszcze coś idę się z nią spotkać.
-Gdzie?
-W parku.
-Jest 3 w nocy i musicie się teraz spotkać?
-Co mi szkodzi? I tak nie mogę spać.
-Dobrze ale za chwile wracaj.-Podeszła do niego i dała mu causa w policzek.
-Okej papa.
Park był na przeciwko Instytutu ale drzewa zasłaniały pole widzenia.
Szła powoli i za krzaków wyłoniła się czarna postać.
-Witaj Natalko.
-Valentain.
-Czy zechcesz się ze mną przejść?
-A skąd mam pewności że mnie nie porwiesz?
-Przysięgam na Anioła że cie nie porwę.
-Wiec chodźmy. Zacznij mówić ciąg dalszy swoich kłamstw.
-Twoja matka zdradziła twojego ojca ze mną i tak powstałaś, na jej szczęście w dałaś się podobieństwem w nią a nie we mnie potem musiałem ją opuścić miałem problemy  z Clave.
-To ty dałeś mi to imię?
-Tak uwielbiam język łaciński i dlatego ci je dałem ono oznacza:"tak która czeka na ponowne narodzenie. "
-Czyli że jestem od narodzin Nocnym Łowcą?
-Tak.
-Dlaczego mi o ty Nie powiedziała?
-Miała ci powiedzieć ale nie wiem dlaczego. Ale prze widziałem taką sytuację.
-Jak to?
-Mój przyjaciel cie trenował ale ty nie miałaś o tym pojęcia.
-Kto?
-Henry Walyand.
-Pan Henry?
-Tak miał cie w opiece.
-Czemu nasyłasz na mnie demony, które prawie zabiły znowu.
-Miały cie do mnie przyprowadzić, ale jak widać nie słuchają.
-Ostatnie najważniejsze pytanie. Dlaczego zabiłeś całą moją rodzinę?-Od tych słów Nataly pękło serce na pół była pewna że nie miała broni żeby go zabić.
-Ja nie zabiłem twojej rodziny. Ja zabiłem twoja matkę która zabiła pozostałych - Coś uciekało Nataly żołądek.
-Ona by tego nie zrobiła.
-Była chora psychicznie.
-Ja wiem ale nie spodziewałam się do takiego stopnia.
-Skąd wiesz?
-Kiedy mój ojciec którego nie znałam był gdzie indziej to jego miłość mściła się na ich córce. -Nataly nie wytrzymała i poleciał jej łza. -Biła, naćpała, wyżywała się psychicznie.  Tylko na mnie a nie na moim rodzeństwie, właśnie zastanawiałam się dlaczego.
-Tak mi przykro, Nie miałem pojęcia.
-Twój przyjaciel ci nie powiedział ? On mnie opatrzył, zabierał do lekarza i pozwalał nocować u niego kiedy nie mogłam wracać.
-O tym mi nie mówił mówił mi jak patrzcie na siebie.
-Na kogo?
-Ty i Jace.
-Ja tego nie zauważyłam.
-Inni tego nie widzą ale inni w wokół tak.
-Ostatnie pytanie i ide sobie.
-Oczywiście ale ja też mam jedno.
-Dlaczego mnie nie wziąłeś ze sobą?
-Po pierwsze byłaś za mała,  po drugie była byś bardziej bezpieczna o tu niż zemną.
-Rozumiem twoja kolej.
-Dlaczego nie boli cie zdrada twojej matki?
-Bo nigdy jej nie kochałam. -I odeszła, od niego szybkim krokiem,  płacząc.

środa, 20 sierpnia 2014

Rozdział 19

JACE podszedł wziął prysznic i po czym się położył na łóżku. I zaczął czytać książkę po jakieś godzinie zobaczył na telefon i nikt nie dzwonił do niego. Zaczoł sie martwić o Nataly i ubrał się i wyszedł z pokoju, poszedł do Nataly bloku i wszedł na piętro, drzwi od mieszkania były otwarte. Zobaczył zdemolowane mieszkanie i wielkiego demona nieprzytomnego i z Jaca nożem który dał Nataly wbitym w brzuch dobił Demona ciosem w serce.  Zaczął rozglądać się po mieszkaniu. Zobaczył lezącą na roztłuczonym szkle Nataly. Podbiegł do niej i zobaczył że ledwo oddycha. Narysował jej izydre. Odzyskała przytomność ale jeszcze była oszołomiona Nie wiedziała kto to jest.
-Proszę nie zabijaj mnie.-Wyszeptała.
-Nie bój się to ja.-Skłonił się i wziął ją na ręce,  a ona oplatała ręce wokół jego szyi.
-On... on...
-Ciii jesteś już bezpieczna.
- To coś mówiło że Valentain chce mnie żywą.
-Już spokojnie jesteś bezpieczna nie dam nikomu cie skrzywdzić.
-Zabierz mnie stąd.
-Tylko zabiorę twoje rzecz. -Położył ją na krześle. Podszedł do torby która była przy sofie. Zarzucił ją sobie przez ramię i podszedł do Nataly i wziął ją na ręce. I wyszli z budynku. Kierowali się do Instytutu. Kiedy już doszli Jace kopnął główne drzwi i się otworzyły, weszli do środka Jace zamkną kopniakiem drzwi. Zorientował się że Nataly zasnęła. Nie dziwił się jej bo miła dzień pełen wrażeń. Wszedł do windy i ruszyła. Jace był dumny z niej bo była na początku szkolenia a oszołomiła wielkiego demona. Ale bał się jej daru, jak by Clave się dowiedział że ma go to by chcieli ją wykorzystać  do własnych celów albo by była wysłana na wojnę demonów i Nefilim. Będzie musiał z nią porozmawiać ale teraz miech śpi. Zaniósł ją do swojego pokoju i położył na łóżku i przykrył kołdrą. Poszedł od myć ręce i twarz, po chwili poszedł do łóżka i położył się obok niej objął ją w pasie i zasnął chowając twarz w jej brązowych włosach. Sen Jaca nie potrwał długo. Obudziła go Nataly, która strasznie się wierciła i mówiła przez sen "Valentain". Jace usiadł obok i próbował obudzić Nataly.
-Nataly, Nataly.-Szturchał ją w ramię i ona szybko oddychając usiadła. Rozejrzała się po pokoju, kiedy zobaczyła Jace od razu się do  niego przytuliła.
-To był zły sen tylko zły sen.-Powiedział Jace i zaczął głaskać ją po włosach. -Nic ci nie grozi.
-Do cholery kto to jest Valentain.
-Valentain to Nocny Łowca który zbuntował się Clave ale on nie żyje od 18 lat.
-A co to jest Clave?
-Clave to prawo Nocnych Łowców.
-Dzięki że mi powiedziałeś.
-Możemy o czymś pogadać?
-Pewnie, o czym?
-O tym co umiesz robić.
-No wiem.
-Chodzi o to jak Clave się dowie to mogą cię wykorzystać przeciwko demonom.
-Nie bój się nie będę tego używać.
-Dziękuję. -Pocałował ją w głowę. -Cały czas się boisz,  prawda?
-Tak.
-Będziesz spać?
-Raczej nie, ale ty śpij dalej.
-Nie ja nie jestem zmęczony możemy poleżeć. -Jace położył się a Nataly oparła głowę o jego klatkę piersiową, on wplótł palce w jej włosy. Nataly przerwała ciszę.
-Zastanawiałeś się co będzie dalej w naszym związku?
-Tak, myślałem żebyśmy się ożenili, mieli dziecko, przeprowadzić się do Idysu.
-Co to Idys?
-Stolica kraju dla nocnych łowców,  można tam się tylko dostać portalem, jest tam przepięknie spodobało by ci się tam.
-Kiedy tam byłeś?
-W każde wakacje z ojcem tam jeździłem.
-Zastanawiam się co chce ode mnie Valentain.
-Nie wiem ale nie dam mu się do ciebie zbliżyć.
-Dziękuję ci bardzo ale też będą takie sytuacje że ciebie przy mnie nie będzie.
-Wiem i to mi nie odpowiada.
-jest drugie ale skąd Valentain wiedział gdzie mieszkam skoro nikomu nie mówiłam, tylko ty ,Diana, Alec i Iz.
-Nie zaprzątaj sobie tym głowy. Jak się czujesz?
-Taka bezradna, słaba.
-Jesteś najodważniejszą dziewczyną jaką znam,już to wiem od dzieciństwa. Zawsze robiłaś rzeczy jaki inni nie potrafili zrobić.
-Chcesz coś do picia?
-Pójdę z tobą.
-Nie ma potrzeby dam rade.
-Dlaczego mam wrażenie że specjalnie nie chcesz żebym poszedł?
-Ja tylko pytam czy chcesz coś do picia - usiadła i popatrzyła na niego.
-Na kompromis ja pójdę po wodę dla siebie a dla ciebie herbatę.
-Skąd wiesz?
-Za długo cie znam.-Jace wstał i wyszedł z pokoju. Nataly wstała i podeszła do swojej torby i wyjęła telefon. Zobaczyła ze ma wiadomość napisano:
Witaj Nataly jak chcesz żeby twoi przyjaciele byli bezpieczni? To przyjdź do swojego mieszkania sama inaczej będę cie śledził a twoi przyjaciele ratując ciebie za ryzykują swoje życie. Valentain.
~~~~
Witam :) przepraszam za błędy ale nie miałam siły poprawiać, wczoraj wróciłam więc posty będą często :) Mam nadzieje że się spodobało.  

wtorek, 19 sierpnia 2014

Rozdział 18

-Przepraszam. -położył ręce na jej plikach.
-Jestem idiotką, że za bardzo cie kocham.- I podeszła bliżej i go pocałowała. Poczuła jego uśmiech na jej ustach. Wtuliła się w niego tak aby nie było żadnej szczeliny między nimi. Całowaliśmy się coraz namiętniej. Jace przygwoździł Nataly do ściany i położył ręce na ścianie obok głowy i zaczął całować ją po szyi.  Nataly zmyśliła się, miała w słowie jakiś symbol. Jace zauważył to i przestał.
-Co się dzieje?
-Mam jakiś symbol w głowie.
-I co z tego?
-Muszę go narysować.
-Nie mam długopisów ani kartek.
-Daj mi stelle. -Podał jej swoją stelle. I narysowała sobie symbol na nadgarstku. I nagle Nataly zniknęła.
-Nataly co ty zrobiłaś?
-Nic narysowałam znak.
-Ale wiesz że ja cie nie widzę.
-Przecież tu stoję.
-Ty chyba narysowałaś sobie Rune. Ale nigdy takiej nie widziałem.
-Ale to nie pierwszy raz, w szkicowniku mam pełno znaków.Ten co jest to myślałam o tym żeby nikt nie zauważył.
-Wiesz że masz dar, on zdążył się dwa tysiące lat temu. Dzięki temu powstały runy których dziś używamy.
-Zmienię temat. Musimy trochę zwolnić. Musze się skopić na treningach.
-Możemy zwolnić.
-Jutro rano przyjdę na trening z tobą, pa - pocałowała go w policzek i próbowała szybko wyjść.
-Chyba nie pamiętasz ze tu mieszkasz.
-Nie ja mam własne mieszkanie w którym będę spała.
-Wiesz jak ja o tym myślę kiedy nie jesteś obok mnie.
-Ja chce być samodzielna zrozum.
-A ja chce cię chronić.
-Ale ja już umiem się bronić.
-Nataly proszę cię.
-Co chce iść do domu.
-Ja mam też swoje życie w którym jestem samodzielna.
-A obiecujesz że będziesz dzwonić że doszłaś.
-Obiecuje, pa.-On wziął ręce z ściany a ona go przytuliła na pożegnanie i wyszła. Nataly szybko dotarła do bloku weszła na piętro i zobaczyła otwarte drzwi wyjęła nóż który miała w bucie. I weszła powoli do domu. W kuchni był jakiś demon i zauważył ją i rzucił się na nią. Wbiła nóż w jego brzuch a on odepchną ją na szklany stół.  Usłyszała co demon mówi
-Valentain chce cię żywą.- Nataly spłonęła ciemność.

~~~
Mam nadzieje że sie spodobało :) Nie miałam pomysłu jak wcisnąć dar tworzenia Run. Ten rozdział słabo jest napisany więc przepraszam.

poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Rozdział 17

Jace popatrzył na dziewczynę i pomyślał tylko nie ona.
-Kim jesteś?-Zapytała dziewczynę Nataly.
-Dziewczyną Jace. -Nataly popatrzyła na chłopaka z niedowierzaniem.
-Jak to przecież Jace przeprowadził się.
-Kiedy Jace się z stąd przeprowadził byliśmy w kontakcie.
-Przecież on mieszkał w Polsce.
-No jesteśmy teraz w Polsce.
Popatrzyła na Jace i z nienawiścią. I poszła sobie z tamtąd.
-Nataly poczekaj! A propo zrywam z tobą.
-Wcześniej to zrozumiałam kiedy ją całowałeś.
-Nataly!-Popatrzyłem ale juz jej nigdzie nie dostrzegłem- Cholera
***Chwile później
-Możemy wracać... Gdzie Nataly? -Przyszedł Alec trzymając nawaloną Isabel.
-Spotkaliśmy moją dziewczynę z którą zapomniałem zerwać i po tym Nataly poszła z stąd a niewiem gdzie jest.
-Zadzwoń do niej.
-Zostawiła telefon w Nowym Jorku.
-No pięknie ja zostawię Isabel w Instytucie a potem pomogę ci jej szukać.
-Dam radę,  ogarnij swoją siostrę.
-Jak by co dzwoń.
-Spoko. -Alec odszedł z Isabel. Jace zaczoł od ulubionego miejsca Nataly. Przy osiedlowych stawach ale jej tam niebyło.  Pomyslał o jej mieszkaniu pobiegł tam ale jej niebyło potem przypomniał sobie że jak będzie w Polsce musi ogarnąć grób rodzinny. Więc skierował się na najbliszy cmentarz. Znalazł grób siedziała przy nim Nataly płakała. Kiedy zauważyła że się zbliża wstała i odeszła.
-Nataly prosze porozmawiamy.
-Nie ma oczym rozmawiać, okłamałeś mnie.
-Wiem zachowałem sie jak dupek. Nataly prosze porozmawiamy.
-Zostaw mnie w spokoju.-Na te słowa Jace się zatrzymał ale nie dał za wygraną,  pobiegł do niej.
-Chociaż wrócimy do Nowego Jorku wtedy dam ci spokój.
-Dobrze. -Całą drogę przeszli w ciszy i przeszli przez portal i znaleźli się w pokoju Jace. Nataly miała już wychodzić kiedy Jace zablokował drzwi.
-Daj mi to wytłumaczyć.
-Jace nie ma co wytłumaczać. Zachowałeś się karygodnie.
-Wiem przepraszam że ci o niej nie powiedziałem ale zapomniałem o niej bo nie kochałem jej tak mocno jak ciebie.
-Okłamałeś mnie że jesteśmy w Inrandli.
-Wiem nie chciałem żeby zrobiło ci się przykro.
-A to że z nią się kontaktowałeś a nie ze mną.
-Ja...
-Przyznaj że ją bardziej kochasz niż mnie ja jestem tylko zabawką.
-Jak byś była dla mnie zabawką to po co miałbym ratować ci życie.
-Żeby nadal się mna bawić.
-Nataly ja cie kocham.  Nie mógł bym sie bawić twoimi uczuciami.
-Wiesz jak ja sie czuej, wiesz jak to jest być zdradzonym.  Jak ja cierpiałam.
-Wiem jak cierpiałaś mówiłaś mi nie chciałem żeby mnie zostawiła.
-Najgorzej że byłam pewna że nie zrobisz nic głupiego i obiecałam że Cię nie zostawię.
~~~
Przepraszam za błędy. Mam nadzieje że się spodobało, piszcie komentarze. Następny rozdział już jutro.

niedziela, 10 sierpnia 2014

Rozdział 16

-Co ty wyprawiasz?
-Jezu możesz mnie nie straszyć?
-Wracaj do środka.
-Czemu Nie mogę wyjść.?
-Bo nigdy nie byłaś w Polsce.
-No i?
-No i to trzeba wyrobić sobie opinię. Bo inaczej po tobie.
-Jace daj spokój dam radę.
-Musisz iść z Alecem
-Okej Alec !
-Co jest?
-Idziemy na imprezę.
-Okej to chodźmy.
Oboje wyszli a Jace położył się na kanapie. I zasnął.
Był w jakimś pomieszczeniu z Nataly popatrzył na nią i powiedział.
-Już wyzdrowiałaś?
-Jace nie wyzdrowiałam chciałam ci powiedzieć że nie da się mnie wyleczyć.
-Napewno jest jakiś sposób.
-Jest ale nie można go zdobyć.
-Dlaczego?  Co to jest?
-Roślina która była dostępna sto lat temu.
-Załatwię ją.
-Jest za późno.
Obudził się cały się tsząsł wstał i szybko wybiegł z mieszkania.
Pobiegł do sprzedawcy który ma wszystko do obchniecia.
-Siema masz noże jakieś rośliny?
-A o jakie ci konkretnie chodzi?
-O nasiona białego dębu.
-Mam ale nie są tanie.
-A ile chcesz?
-250 złotych.
-Masz dawaj nasiona.
-Interesy z tobą to przyjemność.
Jace pobiegł do domu lekarza i zaczął odbijać się do drzwi.
-Jace mam złe wieści.
-Nataly będzie zdrowa. Znalazłem nasiona.
-Skąd wiesz że są potrzebne nasiona?
-Nie umiem wyjaśnić.
-Prosze wejdź.
Jace wszedł i skierował się do pokoju w którym leżała Nataly.
Była cała blad, strasznie wyglądała.
-Co trzeba zrobić?
-Ja już się tym zajmę. Jak chcesz mozesz tu siedzieć.
-Dziekuje.
Lekarz wyszedł z pokoju i Nataly i Jace zostali sami. Jace złapał Nataly za rękę. Ona powoli otworzyła oczy.
-Jace....
-Nataly moja Nataly.
-Ja umrę.
-Nie mamy lekarstwo.
-Ale... tak mi słabo.
-Zaraz poczujesz się lepiej. -Przyszedł lekarz do pokoju.
-Nataly musisz się tego napić. -Lekarz podał dziewczynie kubek. Dziewczyna wypiła cały kubek z lekarstwem.
-I jak się czujesz?
-O wiele lepiej.
-Za cztery godziny będziesz mogła wrócić do domu.
-A gdzie my jesteśmy. -Zwróciła się do Jace.
-Jesteśmy w innym kraju.
-W jakim?
-W Irlandii.
-Możemy już stąd iść?  Już czuje się dobrze.
-No dobrze, tylko zadzwonię do Alceta. -Wyjął telefon i wybrał numer.
/-Halo?
-Alec wracaj cie do lekarza wracamy do domu.
-Będziemy za piętnaście minut, Ostrzegam Isabel jest....
-Rozumiem. Pa
-Pa.
-Będą tu za piętnaście minut.
-Wyjdź my z stąd.
-Okej poczekamy na dworze.
Podziękowali lekarzowi i wyszli z jego domu, popatrzyli na siebie, a Nataly podeszła do Jace i przytuliła się do niego a on ją objął.
-Tak się o ciebie nartwiłem - powiedział Jace.
-Miałam straszne halucynacje,  w jednej było że cie zabiłam- Łza popłyneła jej po policzku .
-To tylko były halucynacje.
-Ale to było straszne.
-Cii... Wiesz jak ja ciebie Kocham
-Ja ciebie bardzej. -I go pocałowała. Całowali się namiętnie.
-Jace...- Podeszła do nich jakaś dziewczyna.

Rozdział 15

Zabrali Nataly do Instytutu była wciąż nie przytomna. Nataly nie mogła lecieć samolotem, wiec przeszli przez portal. Znaleźli się przed domem lekarza. Alce szybko podszedł do drzwi i zapukał.  Otworzył wysoki mężczyzna w białym kitlu.
-W czym mogę pomoc?
-Nasza przyjaciółka jest chora i nie wiemy na co.
-Wprowadźcie ją.
Jace wszedł z Nataly do domu i położył na łóżku.
-Coś się ostatnio  działo?
-Jej były chciał ją porwać i wstrzykną jej uspokajający miała halucynacje.
-Przebadam ją.
-Wyleczy ją pan?- wtrącił się Jace.
-Niczego nie obiecuje. -Wtedy Alec podszedł do Jace i położył rękę na jego ramieniu.
-Wyjdzie z tego,  jest silna.
-Wiem. Dobra chodźmy pokaże wam gdzie będziemy mieszkać.
-Mieszkać? -Wtrąciła się Isabele.
-Do puki Nataly nie jest zdrowa będziemy mieszkać w Polsce.- Wytłumaczył jej Alec.
-Chodź cię.- wyszli na zewnątrz i Jace skierował się do swojego domu. Mieszkał w bloku na ulicy Czechowa. W jechali windą na samą górę.
Jace wszedł do środka mieszkania wszystko było na swoim miejscu. Tak jak zostawił.
-Tam będzie spała Isabel.-Pokazał palcem pokój obok łazienki. -A ty tu.-Zwrócił się do Alceta i pokazał palcem pokoju.
-A ty gdzie będziesz spał?
-Tam gdzie zawsze na kanapie. Rozgoście się. Ja ide pod prysznic.
-Okej.
Jace zamkną się w łazience i zaczął płakać. Cały czas miał w głowie myśli.
Czemu jej nie obroniłem? Nie powinienem jej zostawiać. Wyszedł z łazienki i poszedł do salonu. Przypomniał sobie że ma zapasowe klucze do mieszkania Nataly.
Zaczął ubierać buty.  I krzyknął:
-Zaraz wracam.
Wyszedł z mieszkania i poszedł do mieszkania na przeciwko. Było tak jak pamiętał. Poszedł do pokoju Nataly. W pokoju dominowały jej dwa ulubione kolory biały i niebieski. Na komodzie były ich wspólne zdjęcia z dzieciństwa.
-Byliśmy nie rozłączni. -Powiedział sam do siebie po czym wyszedł z pokoju Nataly. I wyszedł z jej mieszkania. Zobaczył jak Isabel próbuję się wymknąć.

sobota, 9 sierpnia 2014

Rozdział 14

***Jace
Diana weszła do pokoju i zamknęła za sobą drzwi.
-Źle się zachowała.
-Czyżby, bo ja nie płacze z byle jakiej kłótni .
-Co zmierzasz zrobić?
-Nie mam pojęcia.
-A jej halucynacje ustały?
-Co z tym przestało mi na niej zależeć
-Jace ja nie urodziłam się wczoraj wiem że ci na niej zależy. -Wtedy do pokoju wpadł Alec. Pokazał na Jesa palcem
-Nie trać czasu, zapomnij o Nataly - pokazał teraz na Dianą-Ona wie że jest zdzirą.
-Alec gdzie ona jest?- zapytała się go Diana
-Mówiła że jedzie na lotnisko.
-Po cholerę się kłóci cie? -Diana zwróciła się do Jace.
-my zerwaliśmy
-Obydwoje jesteście się warci.
-Zadzwoń do niej i porozmawiaj
-Nie już sobie to wyjaśniliśmy.
-Obydwoje byliście źli pod presją.  To niebyła rozmowa.
-Ale ja nie mam zamiaru z nią rozmawiać.
-Porozmawiacie na spokojnie. Inaczej nie dam ci spokoju.
-Już zadzwonię.
****Nataly
Wyszłam z Instytutu i skierowałam się do mojego mieszkania. Poczułam wibracje telefonu. I odebrała.
-Halo?
-Nataly Przepraszam Cię możesz przyjść porozmawiamy  na spokojnie.
-Możemy pogadać przez telefon, nie mam wiele do powiedzenia.
-Chciałem cię przeprosić za wszystko. Za to że jestem nad opiekuńczy, i że wtrącam nie w swoje sprawy.
-Nie musisz przepraszać nie żałuj. Ja chce tylko powiedzieć żebyś zapomniał.
-Nataly ja nie zapomnę.
-Musisz bo będziesz tylko cierpiał.
-Nataly ja cie kocham. -jak to usłyszała łzy jej poleciały.
-Ja..-Głos jej się złamał- też Cię kocham.
-Pogadajmy na spokojnie.
-Przyjdź do mojego mieszkania. Pa -Rozłączyła się.
Niedługo po tym zaczął ktoś pukać do drzwi. Nataly otworzyła drzwi. Stał w nich Jace. Wszedł do środka a Nataly rzuciła się na jego szyję.
-Przepraszam cie że to powiedziałam.
-Nic się nie stało ja cie przepraszam ze na ciebie nawrzeszczałem.
-Zasłużyłam. Kocham Cię
-Ja ciebie bardziej - popatrzyli sobie w oczy. Potem Jace pochylił się i pocałował Nataly ona odwzajemniła pocałunek. Ona oplatała nogi na jego tali a on zaniósł ją do jej sypialni cały czas się całując. Nataly zeszła szybo z Jace i Upadła na podłogę i trzymała się za głowę.
-Aaaa... jaki ból.
-Nataly co jest? - złapał ją za ręce.
-Ból ustał, Jace coraz ciemniej.
-Nataly nie zamykaj oczu. -Wziął telefon i powiedział - Wejdźcie na górę ona mdleje.
Po krótkiej chwili wszedł Alec.
-Zrób jej Rune. -Alec wyjął stelle .
-Co się stało ?.
-Nagle upadła na podłogę i złapała się za głowę potem przestało i to się dzieje.
-Nie wiem co się z nią dzieje ale zabijesz my ją do lekarza.
-Ale On jest w Polsce.  Ten lekarz.
-To jedziemy do Polski.

piątek, 8 sierpnia 2014

Ogłoszenie, przeprosiny, podziękowania

Wyjeżdżam na tydzień i nie wiem czy tamten internet mi pozwoli publikować posty. Przepraszam bardzo za to. Dziękuje za to że ktoś wogulę wchodzi na mojego bloga, byłam pewna że nikt nie będzie go czytał, i mam nadzieję że wam się wszystko spodobało i spodoba.

Rozdział 13

Wyszedł z łazienki i patrząc w telefon powiedział:
-Diana powiedziała że zaraz tu będzie. -popatrzył na łóżko a potem po pokoju.-Nataly? Cholera Jasna.-Wybiegł z pokoju pobiegł do windy.
-Natalia!- Zadzwonił telefon Jaca.
-Halo?
-Jace nie musisz mnie szukać.
-Nataly dlaczego wysłać z pokoju.
-Zadzwoniłam do Stefana ale nie odebrał.
-Gdzie jesteś?
-W twoim pokoju.  -Jace rozłączył się i szybkim krokiem poszedł do swojego pokoju.
-Czemu cały czas kłamiesz, oszukujesz ?
-Nie mogę wszystkiego mówić ci zrozum to.
-A gdzie zaufanie w związku?
-A kto pierwszy osłabił zaufanie?
-To...
-To co? Ty pierwszy zrobiłeś,a potem moje urodziny.
-Przepraszałem cie już.
-Ale wiesz co mam dość tego że mnie kontrolujesz .
-W jakim sensie?
-Nie możesz tego zrobić, nie wychodzi z pokoju jak mój ojciec
-Ale ty tego nie wiesz że ja robię to dla ciebie.
-Kontrola to jest dla mnie. Wow lepszego prezentu nie mogłam dostać.
-Ja mam dosyć radzi sobie sama.
-Żałuję ze cie spotkałam.-Jace'owi na te słowa poleciały łzy. Poczuł jak ktoś wbił mu nóż w plecy.
-Wynosi się stąd!  -Ona też zaczęła płakać. -Nie chcę cię tu widzieć!  -Nataly zabrała swoje życzy i wyszła z pokoju.  Przed drzwiami stała Diana.
-Idź pociesz twojego przyjaciela a ja pójdę pociesze się u Alce'ta.
-Ale jesteś zdzirą .
-Ludzie się zmieniają.
Poszła od niej i kierowała się do pokoju Alce'ta. Zaczęła pukać. Otworzył jej drzwi. Zobaczył płaczą i powiedział:
-Wejdź. Usiądź .Co się stało?
- Stefan wstrzykną mi jakiś środek po którym mam halucynacje a Jace się mną zajął i potem poszedł zadzwonił po Dianę a ja wymknęłam się z pokoju.
Potem zadzwoniłam do niego i powiedziałam mu że jestem w jego pokoju.
-Dlaczego wymknęłaś się?
-Bo chciałam pogadać ze Stefanem ale Nie odbierał. Zrobił mi awanturę że go okłamuje . Potem powiedziałam takie słowa że żałuję że zgodziłam się z nim chodzić. Nie chce żeby marnował ze mną czas.
-Ale co takiego powiedziałaś?
-Że żałuję że cie spotkałam.
-Tak dobrze się wam układało.  Czemu to się zmieniło?
-Bo moje kłamstwa wyszły na jaw i moje bolesne tajemnice.
-Jak chcesz to z nim pogadam .
-Nie chcę żebym zapomniał o mnie i powiedz Dianie że wiem że jestem zdzirą .
-Przekażę.
Wstała i go przytuliła.
-Żegnaj.
-Żegnaj.- I nagle rozległo się pukanie do drzwi. -Kto tam?
-Iz.
-wejdź.
-Cześć Nataly.
-Cześć.
-Co tam?
-Wyjeżdżam. -podeszła i ją przytuliła
-Jak dlaczego?
-Alec ci wytłumaczy. Żegnaj
-Smutno będzie tu bez ciebie.
-Musze wyjechać.
-Pa - I Nataly wyszła z pokoju.
-Co się stało ? - Isabel zwróciła się do Alec'a
-Zerwali ze sobą ale oni potrafią się kłócić.
-Ty pogadasz z Jacem czy ja?
-Ja z nim pogadam.

wtorek, 5 sierpnia 2014

Rozdział 12

-Wywar skończony.
-Chodźmy do niej może już się obudziła.
-To sprawdź słuchem.
-Obudziła pyta się kogoś o jej rodzeństwo.
-Ma halucynacje- Szybko dobiegli do pokoju Jace i wparowali do niego i zobaczyli ze Nataly siedzi na parapecie.
-Nataly zejdź zabijesz się. -Powiedział Jace.
-Nie idę odwiedzić rodzinę.
-Twoja rodzina nie żyje a jak skoczysz to mnie nie zobaczysz.
Diana szybo podeszła do Nataly i złapała ja i wciągnęła do środka.
-Głupia jesteś.
-Jace pomożesz?
-Nataly napij się tego to wtedy pójdziesz do rodziny
-Zgoda.
Wypiła była jakby nie obecna.
-Co się ze mną dzieje! ?
-Masz halucynacje.
-Widziałam ojca rozmawiałam z nim po polsku.
-Ciii już uspokój się
-Dlaczego pamiętam to ?
- Bo to są halucynacje a nie sen.
-Chodź połóż się.
-Diana wracaj tam do nich do domu po plotkujemy innym razem.
-Zostawiam cię w dobrych rękach.
I wyszła z pokoju. Jace objął mnie i pomógł wstać i zaniósł do łóżka.
-Czy będę musiała jeszcze pić te paskustwo ?
-Może dwa dni tak na wszelki wypadek. Jak się czujesz.
-Źle.- zaczęły mi płynąć łzy.
-Co się stało? -popatrzył na nią i podszedł i ją przytulił.
-Ty nie rozumiesz jak ja tęsknie za ojcem za bratem a najbardziej za siostrą. Myślałam że zapomnę że ból będzie coraz mniejszy ale jak teraz widziałam ojca i kazał mi się zabić to bym teraz skoczyła.
-To czemu nie skaczesz. -Jace poleciała łza której Nataly nie widziała.
-Bo obiecałam ci ze cię nie zostawię.
Jace brodę oparł o jej głowę.  I uśmiechną się z ulgą.
-Ja też Cię nie zostawię.
-Naprawdę wiesz dlaczego trenuje z wami?
-No chyba dlatego że ci kazałem.
-Nie dlatego że wiem kto zabił moją rodzinę i chce ich pomścić.
-Grunt że powiedziałaś prawdę, ale zemsta nie pomoże tylko jeszcze bardziej będziesz cierpiała. Poczucie winy cie zabije.
Nagle Nataly osunęłam się z rąk i Upadła na podłogę i zaczęła krzyczeć z bólu i złapała się za głowę.
-Nataly.
-Moja głowa boli.
-Już spokojnie dam ci aspirynę.
-Ja nie potrzebuje leków już mi lepiej.
-Nie wygląda na to.
-Dam radę... Karolina?
-Nataly masz halucynacje
-Karolina.
-Wypij to.-I Jace podstawił miskę pod twarz. Napiła się z skwaszoną miną
-Znowu to samo?
-Tak halucynacje.
- Pomóż mi wstać.
-Już połóż się.
-Potrzebujesz czegoś?
-Możesz mnie przytulić?
-Tak -podszedł do niej i ją przytulił z całej siły.
Nataly zaczęła krzyczeć i złapała się za głowę. Jace chwycił miskę z wywarem i chciał żeby się tego napiła ale kiedy się odwrócił ona stała za nim i zaczęła go całować.
-Nataly ?
-Co kochanie?
-Napij się tego.
Wzięła małego łyka.
-Co się stało? Znów.
-Tak czeka nas ciekawa noc .A kogo tym razem widziałaś?
-Ciebie widziałam.
-Zadzwonię do Diany.
-I niech Stefan też przyjdzie muszę z nim pogadać.
-On już tu się nie pokazuje.
-Jace Proszę
-Możesz mnie błagać ale on niema prawa już tu przychodzić.
-Wielki dzięki -on wyszedł do łazienki ,a ja wymknęłam się z pokoju.

Rozdział 11

(Imiona w tym rozdziale są wymyślone)
We dwójkę zanieśli ją do pokoju Jace  i położyli na łóżku.
-Przepraszam że ich przyprowadziłam .
-To nie twoja wina ale nie rozumiem dlaczego ja uspał.
-Nataly prosiła mnie żebym ci nie mówiła ale ona wcześniej wiedziała że Stefan i Damon są wampirami.
-Ona wszystko wiedziała. Ale skąd?
-Bo chodziła z Stefanem kiedy ty wyjechałeś.
-Czemu ona mi tego powiedziała?
-Bała się że ją zostawisz bo ty ich nienawidzisz .
-Po co się mnie boicie?
-Nie rozumiesz tego.
-Faktycznie nie rozumiem może mi wytłumaczy .
-Bo o to chodzi że znamy się dość długo. I wiemy co może cię zranić.
-Zmieniłem się.
-Teraz jesteś bez uczuć samolubnym chujem?
-Nie tak się nie zmieniłem, u mnie się zmieniło ze się wszystko wzmocniło jak rozumienie innych i tak dalej.
-Czego się spodziewasz dwa lat się nie widziałyśmy.
-Spodziewam się szczerej rozmowy.
-Potem będziemy mieli czas pogadać szczerze.
-Dobra, jak u ciebie i Damona?
-Dobrze ale mam dość jego brata.
-Dlaczego?
-Ma obsesję na temat Nataly.
-Serio aż tak?
-Jak wracam po spotkaniu z wami to pyta się jak się czuła i jak się zachowywała
-Skończymy ten temat bo mnie szlak trafia.
-Ciekawe ile będzie spała?
-Za 3 godziny będzie przytomna chodź do kuchni przygotujemy wywar z bzu. I poszli. Zostawiając Nataly w pokoju po jakiś pięciu minutach się obudziła rozejrzała się po pokoju. Przy łóżku stał jakiś mężczyzna.
-Tatuś ty żyjesz naprawdę żyjesz.
-Natalko córciu- jak dawno nie słyszałam Mojego polskiego imienia i podeszłam i go przytuliłam- ja cie odwiedzam.
-Nie możesz zostać?
-Nie ale ty możesz dołączyć do nas do całej rodziny .
-Jak?
-Musisz wejść przez to okno.
-Ale wtedy spadnę na ziemi.
-Chcesz zobaczyć rodzinę?
-Chce, a czemu oni nie przyszli
-Bo czekają na ciebie w domu.
-Jak u Karoliny, Kamila?
-Wszystko dobrze.
-Już idę rodzinko.-Podeszła do okna.

poniedziałek, 4 sierpnia 2014

Rozdział 10

Nie będę cenzurować wpisów i mam nadzieje że się wam spodoba. Proszę komentujcie.

Oboje zasnęli w oddzielnych pokojach a Diana wróciła do domu Salvatore
Następnego dnia Jace wstał wziął prysznic i poszedł do pokoju obok. Nataly spała w bieliźnie, Jace zbliżył się do łóżka i usiadła na nim.  Popatrzył na nią.
-Nataly...
-Jace jeszcze pięć minut jak chcesz Połóż się obok.
-Nie musisz się spakować.
-Ja nigdzie nie jadę w tym tygodniu
-Nawet do polski?
-Nawet do polski.
-Źle się czujesz?
-Nie mam ochoty na wszystko.
-Co się stało?
-Nic jest super moja przyjaciółka nie żyje a pojawia mi się w pokoju i chodzi z gościem co chciał mnie zabić nie to jest zarąbiste.
-Chciałem cię przeprosić za to że Cię okłamałem i za to że zapomniałem o twoich urodzinach.
-Mówiłam ci już że nic się nie stało każdemu się to zdarza.
-Czy każdemu się zdarza powiedzieć swojej dziewczynie ze jej najlepsza przyjaciółka nie żyje i przychodzi do niej.
-No jak mówię każdemu się zdarza.
-Jak zdołałaś mi wybaczyć?
-Bo cie kocham najbardziej na świecie jak istnieje to wszechświacie
-Ja też Cię Kocham
-Będziesz tak tu siedział czy położysz się obok mnie?
-Ja muszę coś załatwić.
-Co takiego?
-yyy...
-Jak nie chcesz się ze mną widywać to powiedz.
-Nie czasami mógłbym patrzeć na ciebie godzinami
-Ale nie życzę sobie żadnych imprezy, niespodzianek .
-To w takim razie położę się obok ciebie.
-Pamiętaj ja nie chce imprez. -Jace zdjął buty i położył się obok Nataly.  Przytulił ją mocno do siebie.
On chciał ją tulić ale Nataly chciała czegoś więcej niż przytulanie albo całowanie. Powiem jedno dobrze w korzystali godzinę w łóżku. Nataly zadzwoniła po Dianą żeby przyszła do Instytutu. Ja z Jacem zeszliśmy na dół do kuchni zrobili sobie śniadanie. Zadzwonił dzwonek do Instytutu.
-Ja otworze to Diana. -Nataly pobiegła do drzwi i otworzyła.  Diana nie była sama przyszli bracia Salvatore.
-Cześć Stefana,  Witaj Damon
-Hej.
-Jace chodź tu szybko.
-Co się dzieje Nataly nie wpuścisz starych znajomych? -Odezwała się Damon
-Damon przestań- Wtrącił się Stefan.
-A ty jeszcze nie lepszy!-Krzyknęła na niego Nataly. -Okłamałeś mnie..
-Możemy o tym porozmawiać na osobiści .
-Okej. -Podszed do nich Jace. - Jace zaprowadzi Dianę i Damona do biblioteki.
-A co z Stefanem?
-Muszę z nim porozmawiać.
-Dobrze. Zapraszam za mną.
Damon I Diana szli za Jace'm trzymając się za ręce. A Stefan staną obok Nataly. Patrzyła na niego jak by miała go zabić.
-Chodź pogadamy w pokoju.
I poszli do pokoju gdzie Nataly spędziła ostatnią noc.
-Czemu mnie Okłamałeś?
-Bo damon
-Nie mów ze Damon to zrobił żeby mnie zabić.
-Ty to mówisz.
-Pozwoliłeś swojemu bratu aby zabił osobę która kochałeś ?
-Nadal Kocham. - podszedł i ją pocałował a ona go odepchnęła.
-Przestań -On do miej podszedł i wziął ją za rami-Stefan postaw mnie.
-Nie
-Alcet! Isabel!  Pomocy!
-Nie ma ich w Instytucie.
-Kurwa mać Stefan.
-Uspokuj się bo będę musiał cię ogłoszyć
- Jace!
***
Obydwoje usiedli a Jace stał.
-Wiec dlaczego chciałeś zabić moją dziewczynę?
-Chciałem odzyskać Diane.
-Mogłeś powiedzieć bo Diany u nas nie było
-Wiem powiedziała mi i strasznie tego żałuję- Diana przez ich całą konwersację siedziała cicho.  Próbowała posłuchać rozmowę Nataly i Stefana. Usłyszała tylko jak Nataly woła o pomoc. Szybko wstała.
-Jace Nataly ma kłopoty jest na piętrze z sypialniami -Jace pobiegł. -Obiecaliście ze nic nie zrobicie. -W zruciła się do Damona
-Ja tu siedzę....-zaśmiał się arogancko- ach ta miłość można dla niej zwariować jak Stefan.
Diana pobiegła do Jace. Pobiegli schodami bo winda jest za wolna. Kiedy dotarł do Stefana i Nataly zobaczyli jak Nataly leży na podłodze a Stefan przy niej stał
-Stefan wynocha z stąd.- Diana do niego podeszła Jace podszedł do Nataly.
- Co jej zrobiłeś!?
-Wstrzyknąłem jej środek uspakajający będzie spała a jak się obudzi może mieć halucynacje i coś sobie zrobić. Pilnuj jej.
-A co mam zrobić z tymi halucynacjami?
-Dawaj jej wywar bzu.
-Wynosi sie stąd!
Poszedł na dol. Diana powiedziała zwyklym głosem
-Damon wiem że podsłuchujesz , wracaj z Stefanem do domu ja później przyjdę.
-Dobrze-Usłyszała Damona.
-Pomogę ci ją zanieść

niedziela, 3 sierpnia 2014

Rozdział 9

-O Nataly ciesze się że cię widzę.-Nataly osunęła  się o ścianę i usiadła na podłodze.
-To się dzieje tylko w mojej głowie. -Zaczęłam mówić do siebie. -Diana nie żyje to tylko wytwór mojej wyobraźni.
-Nataly...-Do pokoju wtedy wszedł Jace i przerwał Dianie.Diana popatrzyła na niego i powiedziała-Co ty jej zrobiłeś!
-Wyjdź zaraz ci to wytłumaczę. -Diana wyszła z pokoju. -Nataly co się dzieje?
-Nie wiem znów widziałam Diane musiałam zemdleć nic nie jadłam. Ja położę się spać.
-Ja muszę coś załatwić za niedługo będę.
-Dobrze.-Jace szybko wyszedł z pokoju a na korytarzu stała Diana.
-Co ty jej na gadałeś ona się teraz mnie boi.
-Powiedziałem jej że nie żyjesz.
-Co?!
-Musiałem ją chronić zrozum to ktoś próbuje ją zabić.
-Ona zeświruje tutaj mogłeś wcześniej powiedzieć to ze nie żyje.
-Jak powiem jej prawdę to ją z ranie ona przez tydzień płakała za tobą.
-Jutro jej powiesz a jak nie to ja to zrobię.
-Zgoda mogę jej teraz to powiedzieć jak chcesz
-Zgoda.-Jace wszedł do środka i dzięki Bogu Nataly nie spał.
-Nataly muszę ci się do czegoś przyznać i wiem ze mnie za to...-Dopiero w tedy popatrzył na jej oczy miała rozszerzone źrenice brała jakieś leki opakowanie leżało na biurku to były leki  uspakajające a ona nic nie jadła-Diana leć po Isabel szybko. Niech przyniesie apteczkę szybko.- Diana już dotarła z Izabela.
-Iz wzięła leki na pusty żołądek i ma rozszerzone źrenice.
-Musi to wszystko wymiotować zanim będzie za późno.
Isabel ściskała Nataly żołądka a Jace podstawił miskę pod jej twarz.
I zaczęła wymiotować. Kiedy już wszystko wymiotowała była pół przytomna.
Jace odgarną jej włosy z twarzy i powiedział:
-Nataly wszystko będzie dobrze
-Co co się stało?
-Wziełaś leki na pusty żołądek.
-Ale ja nie brałam żadnych leków tylko napiłam się wody.
-To czemu te opakowanie po lekach jest puste?
-Nie mam pojęcia.
-Później pogadamy.
-Jace znowu mam omamy przy tobie stoi Diana
-To nie omamy ona żyje i stoi tu
-Mówiłeś ze nie żyje.
-Wiem zrobiłem to żeby cię chronić
-Przed moją przyjaciółką?!- Wstała i podeszła do drzwi. - Zrobiłeś najgorszą rzecz na świecie-I wyszła
Jace usiadł  na łóżku i złapał się za ręce
-Pójdź za nią- powiedział do Diany-I pilnuj jej żeby nie zrobiła sobie krzywdy.
I Diana wyszła. Isabele usiadła na fotelu.
-Co teraz powiesz ,,a nie mówiłam,,
-Nie nie powiem za bardzo ci współczuję.
-Jestem idiotą.
-Wiem, mówiliśmy ci że sie dowie
-Ja wiem że źle to zrobiłem,  chcesz coś powiedzieć?
-Myliliśmy sie z Alcet em ze ją stracisz. Zabardzo się kochacie
***
-Nataly poczekaj- Słyszałam głos Diany
-Ja mam dość.
-Też się zatęskniłam
-Przepraszam...-Podeszłam do niej i ją przytuliłam -...nadal jestem w szoku i zła.
-Nataly, ja wiem i ty wiesz ze Jace to świetny facet ale nie biorę jego strony. On niedobrze się zachował ze cię okłamał w tak ważnej sprawie ale może miał swoje powody.
-Np jakie?
-Na przykład to ze jestem wampirem i mogę cię zabić przez głód.
-Jesteś wampirem?
-Tak i jak się nad tym zastanowić to Jace powiedział ci nie pełną prawdę.
-Wiedział ze jesteś moją jedyną osobą jak rodzina.
-Daj spokój Nie możesz się na niego gniewać zabardzo go kochasz, a on za bardzo tego żałuję.
-Ja wiem dzięki że mnie wspierasz jak sie cieszę ze tu jesteś.
-A i wszystkiego najlepszego z okazji urodzin.
-Dziękuję cie
-Pewnie już duzo razy słyszałaś te słowa.
-Dzisiaj drugi raz pierwszy od Stefana...
-Od twojego byłego usłyszałaś życzenia a od aktualnego nic
-Tak i nie mów Jace'owi ze chodziłam z wampirem ok
-Ok a ja chodzę z jego bratem który chciał cie zabić.
-Ah te miłości- i zaczęły sie śmiać
-Chodz wejdziemy do jakiegoś pokoju i wszystko mi opowiesz
Zaczęły się pogaduszy o chłopakach. A potem otworzyły wino, upiły się
-Teraz idziesz do Jace i pogadasz z nim.
-Już ide
Nataly doszła normalnie do pokoju nez żadnego chwiania się.
Otworzyła drzwi i weszła do środka.
-Jace
Siedział na łóżku
-Przepraszam Niepowiem popełniłem wielki błąd
-Jace ja sie niegniewam ale mogłamś poczekać z tym do jutra bo dziś nie wypada  psuć mi nastroju.
-Dlaczego?
-Bo dokładnie 19 lat temu się urodziłam.
-Co za idiota ze mnie masz dziś urodziny.
-Nie przejmuj się już jestem nawalona.
-Tak mi głupio.
-Dobranoc. -otworzyła drzwi
-Gdzie ty idziesz ?
-Do pokoju swojego.
-Ale wiesz że ty tu mieszkasz.
-Ide na noc do innego pokoju żebym nie chuhala wódką w twarz.
-Dobra idź do pokoju obok
-Ja wiem gdzie iść, nie musisz  mi tego mówić.
-Do jutra.
-Pa
Oboje zasneli w oddzielnych pokojach a Diana wróciła do domu Salvatore

Rozdział 8

Potem poszłam z Jace'm do jego pokoju. Usiadłam na końcu łóżka a Jace usiadł obok mnie i objął ręką i popatrzył mi w oczy.
-Dlaczego mi nie powiedziałaś?
-Bałam się.
-Możesz mi ufać
-Ja się bałam o ciebie.
-Jestem wyszkolony dam sobie z każdym zagrożeniem.
-Też się bałam że zamkniesz mnie w pokoju .
-Ja bym niczego takiego nie zrobił. Nie bój się mnie ja ci krzywdy nigdy nie zrobię.  Zabardzo Cię Kocham.
-Ja Ciebie też i to najbardziej na świecie.-Wtedy drzwi się otworzyły i do pokoju wszedł Alec.
-Proszę to twoje rzecz Nataly.
-Dziękuję ci bardzo
-Niema za co, ja was zostawię.
-Do zobaczenia. -I Alec wyszedł.
-Chcesz się położyć?
-Nie,nie jestem zmęczona spałam w bibliotece.
-To co chcesz robić?
-A może to....-i Nataly pocałowała Jace'go powoli i namiętnie. Jace położył się na Nataly nadal się całując po czym zadzwonił telefon komórkowy Nataly. Ale Jace odebrał jej telefon.
/-Halo?
-Kto mówi?
/-Śmierć która zabierze twoją dziewczynę-I się rozłączył
-Kto to był -Zapytała Nataly.
-Nikt ważny
-Jace nie kłam
-Operator
-Aha
-To na czym skończyliśmy ?-Uśmiechnął się i podszedł do mnie i zaczął całować po szyi.
-Jace odejdź! -Odepchnęła go a on zrobił zaskoczoną minę. Nataly pobiegła do łazienki i zaczęła wymiotować Jace poszedł do Nataly i zaczął głaskać ja po plecach
Po trzydziestu minutach w toalecie Nataly i Jace wyszli. Jace miał Nataly na rękach bo nie miała siły chodzić. Położył ją na łóżku była pół przytomna wziął jej telefon i zadzwonił do tego co przedstawił się "Śmierć".
-Zaczęło się?
-Co jej zrobiłeś!
-Radzę spokojnie bo mam odtrudkę.
-Czego chcesz?
-Mojej dziewczyny znasz ją ma na imię Diana
-Damon....
-Diana ma być za dwie godziny cała i zdrowa.
-Dobrze oddam ją za odtrudkę
-Radze się pospieszyć Nataly zostało mało czasu inaczej zginie a ty będziesz patrzył jak ukochana osoba umiera .
-Przy Instytucie za dwie godziny-Jace rzucił telefon o łóżko i łza poleciała mu po policzku. Usłyszał szept i podszedł do Nataly
-Jace.... co mi .... jest
-Za chwile będziesz zdrowa nie bój się
-Diana...-I pokazała palcem osobę stojącą za mną
-Diana?-Popatrzyłem na dziewczynę za mną z niedowierzaniem.
-Co z nią?
-Damon wstrzykną jej truciznę musisz mi pomóc.
-Jak?
-Kochasz Damona?
-Tak najbardziej.
-On przyjdzie po ciebie i wtedy da odtrutkę dla Nataly. Proszę pomóż on za chwile umrze.
-Zadzwoń do niego i powiedz żeby teraz był z odtrutką.
-Dziękuję ci bardzo. Jestem twoim dłużnikiem.
Spotkaliśmy się z Damon em przy Instytucie Diana podeszła do niego i wzięła odtrutkę i dała ją mnie. Ja bezzwłocznie podbiegłem do pokoju Nataly.  I dałem jej żeby wypiła po czym odezwała się do mnie :
-Widziałam Diane.
-Musiałaś mieć omamy bo jej tu nie było.
-Pewnie to był tylko sen.
-Odpocznij miałaś ciężki dzień.
-Dziękuję za wszystko.
-Nie musisz ja dla ciebie zrobię wszystko.
-Przytulisz mnie?
-Oczywiście.
Jace i Nataly zasnęli. Następnego dnia rankiem Nataly zerwała się ze strachu aż obudziła Jace .
-Co jest?
-Który dzisiaj?
-1 czerwca
-O nie.
-A co?-Nataly zrobiła zaskoczoną minę. Czyż by zapomniał o moich urodzinach.
-Nic nie przejmuj się
-Wiesz że możesz mi wszystko powiedzieć.
-Wiem ale ja nie chcę o tym mówić, przepraszam że Cię obudziłam śpij dalej.
-Nic nie szkodzi, jak się czujesz?
-Dobrze idę pod prysznic.
-Zmykaj bo ja też chcę wziąć prysznic.
Nataly wyszła z łazienki i popatrzyła na Jace , siedział na łóżku i patrzył w swój telefon .
-Wow, wygląda przepięknie,-podszedł do niej i położył ręce na jej tali i ją pocałował.
-Dziękuję , jesteś bardzo miły. -pocałowała go
-Zapraszam cie na śniadanie
-Okej to idź się szykuj ja będę tu siedzieć.
-Zaraz wracam- kiedy upewniłam się że Jace się myje to zadzwoniłam do Stefana
/-Halo
-Stefana to ja Nataly.
/-Co się dzieje?
-Chciałam porozmawiać o twoim bracie.
/-Co chcesz wiedzieć?
-Czy nadal chodzi z Dianą?
/-Ale Diana nie żyje.
-Chciałam się upewnić że nie zwariowałam bo myślałam że widzę Dianą.
/-Nic się nie stało aaa chce ci teraz złożyć życzenia urodzinowe.
-Dziękuję ci. Ty jedyny pamiętasz. Ja muszę kończyć pa
-Do usłyszenia.
Jace wyszedł z łazienki i poszliśmy do restauracji.
-Z jakiej okazji to?
-Bez okazji
Jedzenie było tam dobre po posiłku wróciliśmy do Instytutu w korytarzu spotkaliśmy Alec a i kazał Jace'owi iść na trening a ja poszłam do pokoju.  Położyłam się na łóżku i zaczęłam płakać to wszystko ją przerosło. Wzięła leki uspokajające i poszła spać. Jace przyszedł po ciężkim treningu nie chciał budzić Nataly wiec poszedł od razu pod prysznic. Po pewnym czasie wyszedł z łazienki to co zrobił od razu położył się obok niej i przytulił i poszedł spać. Obudzili się około godziny piętnastej w dobrych humorach popatrzyli na siebie bez słowa. Nataly złamała ciszę i powiedziała:
-Hej kochanie.
-Cześć skarbie
-Jak ci się spało ?
-Dobrze a tobie?
-Też dobrze.
-Mówił ci ktoś że jesteś piękna?
-Nie
-Jesteś piękna
A Nataly nie odpowiedziała tylko go pocałowała, poczym Zapytała:
-Co będziemy robić?
-A na co masz ochotę ?
-Nie wiem chciałbym żebyś zabrał mnie daleko stąd.
-Na przykład gdzie?
-Tam gdzie się wychowaliśmy.
-Do Polski nie możemy tam być.
-Dlaczego?
-Bo Nocni Łowcy mają zakaz tam być kiedy sobie chcą.
-Co? Czyli już nigdy nie zobaczę ojczyzny?
-Tak.
-Ja się z tym podziałem 2 lata temu i dlatego też wyjechałem.
-Obiecasz mi coś?
-Co takiego?
-Że nigdy mnie nie zostawisz.
-Obiecuje ci to prze nigdy cię nie zostawię.-I zaczęli się całować.
-Kocham Cię nad życie
-Ja Ciebie jeszcze bardziej.
-Poczekaj.-I przestałam go całować
-Co jest?
-Mam trening z Alec'em muszę lecieć
-Pójdę z tobą popatrzę jak trenujesz
-Jak chcesz .
-Chodź bo się spóźnisz
-To możemy ze mnie zejdź
-Mi się podoba ta pozycja
-Mi też ale muszę już iść
Jace wstał z Nataly i zaczął zakładać buty . A wyszli z pokoju a Jace objął Nataly ręką i poszli do sali treningowej Alec siedział na ławce i robił coś na telefonie ja mu przerwałam
-Możemy już zacząć?
-Tak, Jace co ty tu robisz ty już miałeś trening.
-Chcę powspierać Nataly.
-Nataly dziesięć rundek wokół sali
-ok
Alec podszedł do Jace i spytał
-Jak tam między wami?
-Lepiej być nie mogło.
-A coś się dzieje?
-Pamiętasz ja mi mówiłeś że ktoś ją usypiał.
-Pamiętam
-To ktoś jeszcze wstrzykną truciznę, a potem zadzwonił telefon i odebrałem i ktoś powiedział ze Nataly umrze i zażądał Diane za odtrutkę...
-Ale Diana zniknęła
-Przyszła a potem dostałem odtrutkę a Diana poszła z Damon em jej chłopakiem
-No to nie źle
Wtedy pobiegła Nataly i zapytała
-Co dalej?
-100 pompek
-Już się robi. -Nataly poszła na 2 koniec sali
-Jak tam noc ?
-Jeśli o to ci chodzi to do niczego nie doszło.
-A dlaczego,  po kłóci liście się?
-Nie nie mógł bym jej tak wykorzystać po tym co dzieje i za długo się znamy
-Ale się kochacie nie liczy się to że długo ją znasz
-Wiesz co Nawet poprosiłem ją żeby za mnie wyszła a ona na to że jak wszystko się uspokoi to na pewno.
-To Gratuluję
-Dzięki. Zajmij się nią bo widzę ze się nudzi.
-Okej Nataly teraz praktyka weź miecz i walcz ze mną.
-Nie zrób mi krzywdy.
-Spokojnie
Walka była za żarta kiedy skończyliśmy trening było około dziewietnastej. Poszłam do pokoju bez Jesa trochę byłam zdziwiona Może organizuje przyjęcie na moje urodziny albo prezent szukuje. Zobaczymy wieczorem.
Poszłam pod prysznic po czym usłyszałam trzask drzwi powiedziałam sobie że to Jace wyszłam w samym ręczniku z łazienki ale Jace nie było tylko jakaś dziewczyna stała plecami do mnie nie poznałam jej
-Czy mogę....-A ta dziewczyna się odwróciła-... Diana?

Rozdział 7

*Jace
Po prysznicu położyłem się i zacząłem słuchać muzyki. Po głowie chodziło spotkanie w bibliotece z Nataly. Ona się czegoś albo kogoś boi. Ale na pewno mi nie powie. Nie wiem co zrobić.
*Nataly
Wzięłam prysznic i poszłam do Alceta. Zapukałam do drzwi a poczym usłyszałam ``Proszę``
-Hej Alec.
-O Nataly dobrze że jesteś, musimy pogadać o tym.
-Wiem dlatego przyszłam.
-Podejrzewasz  kogoś?
-Nie , ja nie mam wrogów.
-No to nie mamy żadnego tropu
-Mam prośbę do ciebie .
-Pewnie co to takiego ?
-Mówiłam że Jace nie może wiedzieć też Isabel, chce zapytać o Diane...
-To nie najlepszy pomysł na teraz.
-Okej spotkamy się na treningu?
-O 19 jest
-Do zobaczenia
-Pa.
Nataly poszła do pokoju Jace weszła bez pukania i położył a się obok niego na łóżku i się do niego wtuliła. Jace popatrzył na nią i spytał.
-Co się dzieje?
-Nic ale chciałam z tobą tak poleżeć. -Podniosła głowę i pochyliła się nad Jace'm i zaczęli się całować. Namiętnie i powoli , po chwili Jace znalazł się na Nataly na chwile przestali i Nataly popatrzyła na piękne niebieskie oczy Jace i powiedziała:
-Kocham cie.
-Ja też Cię Kocham ...- zaczął całować Nataly po szyi a po czym dodał-... Wyjdź za mnie.
-Nie rozumiem
-Czy wyjdziesz za mnie?
-Na pewno ale nie teraz kiedy dzieją się te różne rzeczy.
-Dobrze.
- Ja już chyba pójdę.
-Jak chcesz ale było naprawdę miło - pocałował mnie w usta. Wstałam i poszłam na korytarz zakręciło mi się w głowie i osunęłam się na podłogę a potem dopadła mnie ciemność. Kiedy obudziłam  się byłam w swoim pokoju i rozejrzałam się po nim ale nikogo przy mnie  nie było nawet Jace aż się zdziwiłam ale też zaniepokoiłam , nagle poczułam ukucie igły i zapadłam w ciemność. Po długim śnie obudziłam się ale natychmiast zerwałam się z łóżka i wybiegłam z swojego pokoju i pobiegłam do biblioteki i ukryłam się w alejce z książkami. Bałam się tak strasznie. Starałam się nie płakać . Siedziałam całą noc w kryjówce.
*Jace
Znalazłem Nataly leżącą na podłodze i zaniosłem ja do jej łóżka. Poczułem wibracje telefonu i odebrałem.
/-Jace?
-Tak Alec
/-Mamy duży problem Diana zniknęła.
-Już idę.
Jace szybko wybiegł z pokoju i szukał jej po całym mieście przez całą noc. Kiedy wrócił z Isabel i Alec do Instytutu poszedł do swojego pokoju i się przebrał i postanowił pójść do Nataly. Kiedy przyszedł do jej pokoju pukał z pięć minut a potem wszedł do jej pokoju ale nie było jej tam. Gdzie ona jest? Czy Diana ją porwała?  O nie. Wybiegł z pokoju i na korytarzu spotkał Alec
-Alec..
-Co się dzieje?
-Nataly zniknęła nie wiem gdzie jest.
-Dramatyzujesz pewnie może jest w kuchni a może w bibliotece zasneła.
-A pomożesz mi jej poszukać?
-Pomogę ty pójdź do kuchni ja do biblioteki.
-Okey.
* Alec
Poszedłem do biblioteki nie było jej przy kominku ani przy stole . Ale usłyszałem szybki oddech i poszedłem popatrzyć na alejki i zobaczyłem ją skuloną na podłodzę podbiegłem do niej usiadłem obok.
-Co się dzieje?
-Jak wyszłam od Jace z pokoju nagle zemdlałam a potem znalazłam się w swoim pokoju i ktoś wstrzykną ni jakiś środek z znów widziałam ciemność. Po obudzeni wybiegłam i tu się ukryłam bałam się.
-Już spokojnie- i ja przytuliłem na pocieszenie.
-Ale Jace nie może wiedzieć.
-Ja mu powiem przecież ty trzęsiesz się cała.
-To mi obojętne i tak umrę
-Nie mów tak przeniesiesz się obok pokoju Jaca albo Isabel i wrazi czego przyjdą do ciebie.
-Ale jak tak osoba jest w Instytucie to i tak nic się nie zmieni .
-Może na razie zamieszkasz u Jaca albo u Isabel a potem coś się wymyśli.
-Dobrze , a czemu nie mieliśmy treningu?
-Wypadło mi coś. Chodź do Jace strasznie się denerwuje.
-Dobrze.
Wyszliśmy z biblioteki i poszliśmy do kuchni przy stole siedział i zobaczył Nataly to mu ulżyło. Ja nie miałam odwagi zacząć więc Alec zaczął.
-Jace chcemy ci powiedzieć że Nataly ktoś grozi i dziś ktoś ją usypiał...-Jak Alec mówi o tym oczy piekły mnie od łez, a potem zaczęłam płakać. A Jace wstał i wyciągną ręce a Nataly podeszła do niego i go przytuliła- I wpadłem na pomysł aby Nataly zamieszkała z tobą do puki się nie dowiemy kto jej to robi.
-Oczywiście możesz mieszkać u mnie jak długo chcesz.
-Idzi cie do pokoju a ja przyniosę rzeczy Nataly. -Odeszła od Jace i podeszła Alec'a przytuliła go i powiedziała:
-Dziękuję za wszystko .
-Nie ma za co.

Rozdział 6

Isabele weszła do pokoju Nataly po wielokrotnym pukaniu. Weszła do środka i na łóżku leżała kartka. Isabele wzięła do ręki i przeczytała. Od razu pobiegła na dół do piwnicy. Kiedy znalazłam Jace, od razu zaczęła mówić
-Jak to jej niema?
-Znalazłam ten list.
Jace wziął kartkę i przeczytał. Zdenerwowany podbiegł do celi Diany.
-Nataly zna Damona?
-Nie miałam go dziś przedstawić.
-Isabel odpalaj portal.
Isabele pobiegła na górę do biblioteki włączyła portal, po chwili Jace przyszedł do biblioteki z bronią dał Isabel miecz i razem przeszli przez bramę, znaleźli się na lotnisku.
-Isabel rozdzielamy się i szukamy Nataly z dwoma wampirami.
-Ja idę w tą stronę
Szukanie Nataly nie zajęło długo bo Jace od razu zauważył jej jasno brązowe włosy podbiegł do niej i złapał ją za rękę Ona szybko odwróciła się do niego.
-Jak to tak szybko tu jesteś?
-To wyższa szkoła nauki.
-Puść mnie.
-Nie wrócisz z nami do Instytutu.
-Nie! Ja nigdzie nie idę jadę do Polski z przyjaciółmi.
-A wierz że twoi przyjaciele to wampiry i jeden z nich zabił Diane .
-Oni by tego nie zrobili.
-Jak uważasz teraz zabieram cię do Instytutu.
-Ja nigdzie nie idę, Stefan...- Jace pocałował Nataly a ona się rozpłynęła się w jego ramionach , po chwili puścił ją i odszedł od niej Nataly nie wiedziała co myśleć.  Czy to było pożegnanie? Czy ostatnia chwila spędzona razem? Nie widziałam co zrobić więc pobiegła za nim.
-Zostanę tu z wami. - Objęła jego twarz rękami, ale on się odsuną i powiedział:
-Nie zostawaj ze względu na mnie tylko na siebie. Zadaj sobie pytanie czy dasz rade na to co się dzieje?
-Dla ciebie dam rade ze wszystkim.- Jace po usłyszeniu tej odpowiedzi pocałował Nataly.
- Musimy znaleźć Isabel , i wampirów.
-Ale obiecasz że im nic nie zrobisz.
-Obiecuje.
-Kocham Cię
-Ja Ciebie też. -I się przytulili.
-Może zadzwonię do Stefana i Damona
-A ja do Isabel.
***
-Halo, Stefan.
/-Nataly gdzie jesteś szukamy cię po całym lotnisku.
-Bardzo was przepraszam ale nie pojadę z wami do polski.
/-Dlaczego?
-Mam tu kogoś ważnego i nie chce go zostawiać.
/-Ale ty jesteś dla mnie ważna, i nie chce być tylko przyjacielem.
-Nie mam zamiaru o tym znowu rozmawiać ja już wyraziłam moje zdanie o naszym BYŁYM związku.
/-Pos...- Nataly się rozłączyła. Do Nataly podszedł Jace i powiedział:
-Isabel czeka na
Chwili później Jace i Nataly spotkali się z Isabel przy głównych drzwiach.
-Jak widać dobrze poszło -Zapytała się Isabel.
-Skąd wiesz?
-Bo lotnisko jeszcze stoi.
Wszyscy się zaśmiali.
-możemy już iść do Instytutu? -Zapytała Nataly.
-Już idziemy kochanie
-Macie auto ?
-Nie coś znacznie szybszego, zamknij oczy i trzymaj się mnie.
Zamknęła oczy potem zrobili parę kroków do przodu i po chwili Jace pocałował mnie w policzek
-Możesz już otworzyć oczy.
Znalazłam się w moim pokoju w Instytucie
-Jak to możliwe?
-Pod koniec nauki się dowiesz .
-Poczekam,  położę się bo padam
-Dobrze, dobranoc
-Przyjdziesz później?
-Za trzy godziny przyjdę.
-Okej Papa
Zasnęła nic jej się nie śniło pierwszy raz odkąd jej rodzina zginęła zawsze jej się śniły koszmary.
-----------------------------------------------------------------------------------------------
Jace poszedł do swojego pokoju i postanowił pójść pod prysznic. Z leciało mu te trzy godziny i poszedł do pokoju Nataly wszedł bez pukania i zobaczył ze Nataly jeszcze śpi, po cichu poszedł do łóżka i powoli położył się obok niej objął ją w tali i przytulił się  do niej i pocałował ją w policzek, a ona się obudziła spokojnie odwróciła głowę i popatrzyła na niego i powiedziała:
-Już wstaje.
-Nie musisz,  możemy tak poleżeć.
-Przez chwilę bo chce wyjść z Instytutu
-Gdzie?
-Zobaczysz.
-Jutro zrobimy pogrzeb.
-Alec zajmie się tym.
-Dobrze.
Nataly wstała z łóżka i podeszła do szafy.  Jace patrzył na nią uważnie z łóżka.
-Co robisz?
-Idę wziąć prysznic
-Mogę się przyłączyć
-Nie, ja sama
-Szkoda
-Możesz się rozgościć- Powiedziała zamykając drzwi.
Jace zauważył leżący na szafce nocnej zeszyt, sięgną po niego i otworzył go zobaczył bardzo piękne rysunki był podwrarzeniem jak ładnie rysuje. Nataly po chwili wyszła z łazienki i i zaniepokoiła się to co widziała bo nigdy nie pozwalała dotykać swojego szkicownika rzuciła się na niego i wyrwała szkicownik.
-Nie dotykaj mojego zeszytu.
-Dlaczego ?
-Bo to jest jak mój pamiętnik
-Rozumiem, naprawdę dobrze rysujesz
-To tylko szkice nic więcej
-Nieprawda ty masz prawdziwy talent
-Dzięki
-Tooo Gdzie idziemy?
-Ja idę ty nie
-Ty nigdzie nie wyjedziesz bez ze mnie.
-Sama nie idę
-A z kim?
-Isabel na zakupy
-Z Isabel możesz iść.
-To teraz mam cię pytać o pozwolenie bo nic nie mogę robić bez twojej zgody.
-Nie odbieraj tego tak
-Dobra Nie mam ochoty z tobą rozmawiać. - I wyszła z pokoju
-Nieźle Jace nieźle. -Powiedział sam do siebie po czym wyszedł z pokoju Nataly i poszedł do Alceta.

------------------------
Mam nadzieje że się podobało

Rozdział 5

Kiedy Alec dojechał do domu Nataly nikogo tam nie było. Wyszedł z samochodu i oparł się o niego. Rozglądał się ale nikogo nie było usłyszał ciężki oddech.  Poszedł do uliczki obok. Leżała tam dziewczyna wykrwawiała się , Alec podbiegł do niej i kiedy popatrzył na nią to przestała oddychać.
Jace zapukał do drzwi pokoju Isabelle.
-Iz...-popatrzył na pokój nikogo nie zastał, zamkną drzwi i pobiegł do czytelni, ale też jej tam nie było pomyślał Pewnie jest w kuchni. Pobiegł do windy i zjechał na dół. Kiedy drzwi się otworzyły zobaczył Isabelle. Po patrzył na nią z ulgą.
- wszędzie cie szukałem
- Coś się stało?
-Tak Nataly potrzebuje pomocy.
-Co się stało ?
-Chodź szybko- i wyciągną ją do windy. Winda ruszyła.
-Co się stało ?
-Nataly ma chyba złamała nogę.
-Narysuję jej Rune.
-Ok.
-Czemu jej nie narysowałeś?
-Bo powiedziała że woła zginąć niż zostać Nocnym Łowcą.
- Może się wystraszyła?
-Nie, ona się nie boi  nowych wyzwań, tylko dziwi mnie to że demony ją atakują.
-Dowiem się tego.
-Nie ja powinienem się dowiedzieć kto jej grozi
-ja to zrobię i tak ona potrzebuje ochrony dopóki nie dowiemy się kto to robi.
- Dziękuję .
-Jaka ona jest nie miałyśmy okazji się poznać .
-Jest miła dzielna zabawna i pogodna.
-Wydaje się niezła
-Tak wychowywałem się z nią 16 lat znam ją na wylot.-winda się zatrzymała wyszli z niej i usłyszeli krzyk.
-To Nataly-Jace zaczął biec w stronę pokoju. Isabele biegła za nim.
Alce wybrał numer do Jace. Nie odbierał podniósł ciało i zaniósł do samochodu.
W drodze do Instytutu Alce próbował dodzwonić się do Jace ale na marne, odłożył telefon. Odwrócił się i przyjrzał się dziewczynie, zobaczył ze ona zaczyna oddycha . Alec dodał gazu i chciał jak najszybciej dojechać do Instytutu.
Kiedy Jace otworzył drzwi pokoju zobaczył Nataly pół przytomną na łóżku z nożem wbitym w brzuch.
-O mój Boże Nataly.- Podbiegł do niej i zobaczył puls było nitkowate.- Narysuj jej znak.- Isabele podbiegła i wyjęła stelę i narysowała znak na jej prawej ręce. Popatrzyła na Jace zachowywał się jakby się wahał czy wyjąć nóż Isabele chwyciła rękojeść i wyjęła szybkim ruchem miecz. Puls był wyczuwalny Jace spojrzał z ulgą. Zadzwonił dzwonek do Instytutu, Isabele spojrzała na Jace i powiedziała :
- idź to pewnie Alce i Diana-On patrzył na Nataly- Ja z nią zostanę.
Wyszedł z pokoju bez słowa
-Co tu się stało ? - Isabele powiedziała sama do siebie.
Jace wszedł do windy i zjechał na dół podbiegł do drzwi i otworzył je po drugiej stronie stał Alce, trzymał na rękach dziewczynę pół przytomną. Jace z niedowierzaniem patrzył na Alce.
-Znalazłem ją na ulicy, wiesz kto to?
-To Diana.
-Jest jeszcze coś..
-Zanieś ją na razie do izby chorych.- Przerwał mu.
Alce położył ją na jednym z łóżek w izbie chorych.
-Co się stało ? Zapytał Jace stojący z nim.
-Znalazłem ją nieżywą w uliczcę..
-Nie żywą?
-Potem zaczęła oddychać.
- Zmieniła się wampira?
- Na to wygląda co z nią zrobisz?
-Będę musiał ją zabić
-Zabijesz najlepszą przyjaciółkę Nataly?
-Chce dla niej dobrze i dla Nataly
-Dla Nataly?- popatrzył na niego z niedowierzaniem- One wychowywały się przez  18 lat razem one są dla siebie jak siostry.
-Nie wiem co robić.
-Potem wrócimy do tego tematu, co z Natali?
-Sam bym chciał wiedzieć .
***
Isabele siedziała na krześle pod ścianą, do pokoju wszedł Jace. Nie zauważył Isabele, siedziała cicho bo była ciekawa co zrobi. Jace wyjął nóż. Izabele odruchowo wstała i skoczyła na niego. Wyrwała mu nóż leżąc na nim i powiedziała:
-Co ty robisz?!
Nie odpowiedział, patrzył na nią złym wzrokiem, ona patrzyła na jego oczy i zmieniły kolor z niebieskiego na brązowy.
-Wampir..
Demon zerwał się na Isabele, po chwili on leżał na niej. Nie wiedziała co zrobić nie miała broni nic, nagle coś przebiło serce Wampira, opadł bezwładnie na Isabele odepchnęła go od siebie i zobaczyła płaczącą Nataly nad sobą.
***
-Poszedłem po Isabele jak wróciłem Nataly miała nóż w brzuchu.
Do izby chorych przybiegła Isabele. Alce i Jace popatrzyli na nią. Jace się zapytał:
-Co jest?
-Szybko, Nataly się załamała.
- Obudziła się ?
-Tak i przyszedł wampir wyglądający jak ty i ona myśli że cie zabiła.
-Zabiła wampira?
-Tak, rzucił się na mnie a ona mu wbiła sztylet w serce.
-Dobrze chodźmy .
Poszli do pokoju Nataly. Siedziała na łóżku i patrzyła przez okno i płakała Alce i Iz poszli do izby chorych. Jace wszedł do pokoju i powoli zbliżył się do Nataly i klęknoł przed nią . Ona odsunła się od niego z przerażeniem.
- Ja cie przebiłam nożem widziałam jak umierałeś.
-Nie bój się to nie byłem ja wampiry mogą zmieniać postać .
-Ja nie mogę - Zatrzymała się i pomyślała - Diana co z Dianą?
-Nataly ona..
- Co się stało do cholery?!
-...nie żyję
-Nie, nie to nie prawda ona..- Jace wstał i ją przytulił - Nie, nie. Gdzie ona jest ?
-W izbie chorych Alce przywiózł ja umierającą.
-Musze do niej iść - próbowała się wyrwać ale za mocno ją trzymał.
-Ona nie żyje nie możesz .
-Ona nie może nie żyć ona..- Nataly opadła bezwładnie na łóżku.
-Tak mi przykro.
-Nie mogę nie mogę , nie chce już żyć to wszystko mnie przerosło.
-Musisz żyć dla rodziców dla rodzeństwa dla mnie.
-Moja całą rodzina nie żyje ojciec, matka , siostra, brat i Diana, przez krótką chwile ty też.
- Ja żyję oddycham jestem przy tobie.
- Już wiem ale nie wiem co mam robić nie chce mi się żyć
- Proszę nie rób sobie krzywdy dla mnie.
-Dobrze.
-Widziałaś kto ci wbił nóż w brzuch?
-Tak...
-Jak wyglądał?
-Jak ja.
 Isabele i Alec zeszli na do do izby, żeby zobaczyli co się dzieje z Dianą, leżała na jednym z licznych łóżek
-Ciekawe co Jace z nią zrobi?
-Mówił wcześniej że ją zabije ale teraz nie wiem.
-Ciekawe co powie Nataly?
-Jak twoja rodzina zginęła?- zapytał Jace
- Poszłam do Diany i kiedy wróciłam wszyscy nie żyli
-Jezu.
-Dostałam ubezpieczenie i zaczęłam wszystko od nowa z Dianą. A teraz jej niema nie mogę.- I znowu zaczęła płakać
-Ciii, proszę nie płacz- Przytulił ją do siebie.
-Planowaliśmy za rok pójść na studia, planowaliśmy razem zamieszkać. Aa teraz to niemożliwe. Obiecaj ze mnie nigdy nie zostawisz.
-Obiecuje- Pocałował ją w głowę- Odpocznij to był ciężki dzień , ja pójdę do Iz i Alce.
-Dobrze ale zaraz wrócisz?
-Tak- Przytulił ją do siebie i wyszedł z pokoju.
Jace dotarł do izby chorych przy łóżku Diany stali Alec i Isabele. Alec podszedł do niego i zapytał:
-Co jej powiedziałeś?
-że nie żyje
-I co zabijesz ją?- Wtrąciła się Isabele.
-Nie tylko zabierzemy ją w jakieś miejsce i będziemy ją trenować.
- Są jeszcze dwa ,,Ale".-Powiedziała Isabele- Po pierwsze jak nie będzie chciała być trenowana, po drugie jak Nataly się dowie że żyje.
- Nie dowie się.
-Skąd to wiesz?
-Bo teraz będą ją trenować i cały czas będę z nią wiec.
-A masz plan B
-Nie mam planu B
-Jak to się wyda to ją stracisz.
-Zobaczymy
-Przez wieczność nie możesz jej okłamywać.
- Już zacząłem- odszedł od nich kierując się do windy.
 Kiedy Jace dojechał na piętro mieszkalne powoli szedł do pokoju Nataly zobaczył że jej niema, wszedł do pokoju otworzył drzwi od łazienki Była szaro złota udekorowana złotymi liśćmi. Na podłodze pod ścianą siedziała Nataly, na jej widok ulżyło mu. Bez słowa podszedł do niej i usiadł obok niej przytulił ją do siebie.
-Czemu teraz?
-Ale co czemu?
-Czemu teraz życie robi mi test zabierając tych na których mi zależy
-Nie wiem, choć powinnaś położyć się spać uspokoić.
-Dobrze ale na chwilkę nie chce żebyś siedział przy mnie przez cały dzień , masz tez własne sprawy a nie chronienie przez cały dzień .
-Pójdę za chwile jak obiecasz mi że się zdrzemniesz.
-Obiecuje.
Wstali i wyszli z łazienki trzymając się za ręce , stanęli i popatrzyli na siebie. Nataly położyła ręce na jego szyj i pocałowała go. A on przytulił ją na pożegnanie. Wyszedł z pokoju i zamkną drzwi za sobą. Nataly wzięła swój laptop i weszła na stronę internetową i kupiła bilety na lot do Polski. Spakowała laptop do torby i wzięła walizkę i wyszła z pokoju zostawiając liścik na łóżku:

Wyjeżdżam z Stefanem i Damonem za granicę. Mam nadzieję że zrobicie piękny pogrzeb dla Diany. Będę tęsknić za wami. Nataly.

Jace pobiegł do izby chorych zobaczył że Isabel i Alec tak też Diany. Popatrzył na puste łóżko i powiedział do siebie:
-O nie..-załapał się za głowę i usłyszał dźwięk tluczacego się szkła a potem krzyk-...Nataly
Pobiegł na korytarz ale to niebyła Nataly tylko Diana.
-Co się ze mną dzieje?!- Zaczęła krzyczeć z bólu
-Nie wiem.- Zainformował ją Jace.
Nataly po cichu wyszła z windy i kierowała się do głównych drzwi. Kiedy doszła do nich i otworzyła drzwi stał przed nimi Stefan dobry przyjaciel Nataly i Diany. Był ubrany w białą koszulkę i czarną skurzaną kurtkę i w granatowe dżinsy
-Chodzmy już niechce tu zostać ani chwili dłużej
-Daj wezmę- wzioł od niej walizkę i zaniósł do samochodu, Nataly szybko weszła do samochodu i ruszyli na lotnisko.
Jace zabrał Diane i zamkną w lochach dla jej bezpieczeństwa.
- Więc powiedz co się stało .
-Po rozmowie z tobą, spotkałam się z moim chłopakiem i kazał mi wypić swoją krew a reszty nie pamiętam
-Jak się nazywa twój chłopak?
-Damon Slavatore
-Nie znam wampira.
-Wampira?
-Tak, on cie zmienił w wampira.
-Co...jestem wampirem?
-Tak dlatego cie tu trzymam.
- A gdzie Nataly?
-Pewnie na górze.
---------------
Przepraszam za błędy i jeżeli chodzi o Salvatore przyjaciółka mnie zmusiła :D Mam nadzieje że się podobało.

sobota, 2 sierpnia 2014

Rozdział 4

Nataly weszła do salonu i powiedziała do Diany:
- Możesz zamieszkać w Instytucie aż skończę szkolenie, będę wtedy pewna że ci nic nie jest.
-Dobrze mogę tam zamieszkać
-To idź do domu spakuj się i wróć tutaj będziemy na ciebie czekać
- możecie iść do Instytutu.
-Nie i tak musze tu po ogarniać
-Okej, do zobaczenia.
-Pa
Jace w czasie rozmowy z Nataly i Diany poszedł do kuchni i napił się wody.
Usłyszał rozbicie szkła i pobiegł do salony. Zobaczył lezącą na podłodze Nataly. Podbiegł do niej i oparł jej głowę o jego kolana. Oddychała, zaniepokojony powiedział:
-Nataly, Nataly.-Wyciągnął telefon i zadzwonił .
-Halo Alce?
/-Jace? Co się stało ?
-Nataly zemdlała i nie mogę jej obudzić przyjedz tu, ulica Word Strid 17
/-Ok juz tam jedziemy.
- Proszę szybko
Jace się rozłączył i położył telefon obok siebie. Usłyszał jak ktoś jest w pokoju. Położył Nataly głowę na poduszce. Wstał i wyciągną nóż z spodni. Szedł w stronę pokoju Nataly. Otworzył drzwi i ujrzał Demona Snu który szukał coś w pokoju. Jace rzucił się na bestie i wbił nóż w jej serce, demon wyparował w powietrzu. Usłyszał dźwięk zamykających się drzwi, po pewnym czasie Alceta
-Jace?-Jace wyszedł z pokoju i kierował się w stronę Nataly i popatrzył na Alceta i Iz.
-Dobrze że już jesteście
-Wiesz co jej jest?
-Niestety ale tak-Zatrzymał się żeby odetchnąć-Demon Snu
-O nie.- Powiedziała Izabel.
-Zależy ile dawki wstrzykną, lepiej weźmy ją do Instytutu.
-Dobrze.
Znieśli śpiącą Nataly do samochodu i dojechali do instytutu, Alec i Jace zanieśli ją do pokoju którym ma mieszkać . Jace usiadł obok niej na krześle. Usłyszał dzwonek telefonu Nataly. Wyciągną telefon z kieszeni dżinsów Nataly i odebrał :
-Halo kto mówi?
/-Diana.
-Co jest?
/-Nic czekam na was.
-Jak to czekasz?
/-Nataly powiedziała żebym się spakowała a wy tu będziecie czekać
- Aha Mogę po ciebie wysłać przyjaciela?
/-Tak żaden problem, a w ogóle co z Nataly?
- Mogę ci wytłumaczyć jak tu będziesz?
/-To coś złego
-Tak
/-Dobra niech ten kolega szybko po mnie przyjdzie - Rozłączyła się .
Jace wstał i wyszedł z pokoju Nataly i poszedł do pokoju Alce, zapukał
- Proszę - Powiedział Alce
Jace otworzył i zapytał:
-Zrobisz coś dla mnie?
-Tak
-Pójdziesz po przyjaciół Nataly i ją tu przywieźć.
-Przyziemną do Instytutu?
-Tak
-Jace..
-Nie ma nic napisane w księdze.
-Dobrze, gdzie jest?
-Pod domem Nataly, dzięki
-Niema za co.
Jace i Alec wyszli z pokoju.
Jace poszedł do pokoju tam gdzie spała Nataly. Wszedł do pokoju. Zamkną drzwi i oparł się o ścianę i patrzył na nią w głowie przechodziły mu tysiące myśli: Ile będzie spała? Czemu jej nie chroniłem? Dlaczego dzieją się jej takie rzeczy? Kiedy tak pomyślałem Nataly otworzyła oczy. Podbiegł do niej. Podniosła głowę i popatrzyła na niego a potem wzrok skierowała na nogę.
-Au.. -złapała się za miną
-Co się dzieje?
-Chyba złamana.
-Pójdę po Isabelle.
-Ok.
Wybiegł z pokoju.