piątek, 22 sierpnia 2014

Rozdział 21

Jace wyjął telefon i zadzwonił do Diany.
/-Halo Jace musisz mnie budzić?
-Ale ty spotykasz się z Nataly.
/-O  tej porze mnie nie z musisz żebym ją prze prosiła.
-Przepraszam że cie obudziłem. -rozłączył się. Zarzucił na siebie kurtkę miał już wychodzić kiedy do pokoju weszła Nataly.
-Co się stało? -Zobaczył że płakała
-Okłamałam cie znów nie zasługujesz na mnie. -Zaczęła płakać.
-Uspokój się, ja cie kocham i nie opuszczę cie za to że kłamiesz bo inni też kłamią.-podszedł do niej i ją mocno przytulił.
-Ale ja spotkałam się z Valentain'em
-Co? Nic ci nie zrobił?
-Fizycznie nie, ale z psychiką gorzej.
-Opowiedz wszystko, może usiądziemy?
Pokiwała głową
-Zacznij od początku.
-Wysłał mi wiadomość że kogoś zranię bez wiedzy, zadzwoniłam na ten numer i powiedział mi że moja matka zdradziła mojego ojca i ja jestem córka Valentain'a
Moja matka zabiła ich wszystkich...
-Kogo?
-Całą moją rodzinę. I dowiedziałam się że jestem od zawsze Nocnym Łowcą i twój ojciec mnie szkolił tak żeby się o tym nie dowiedziała,  i o mnie troszczył dlatego że Valentain był jego przyjacielem i go oto poprosił.
-Nie miałem pojęcia.  Jak się czujesz po tym spotkaniu?
-Że komuś na mnie zależało.
-Najlepsze jest to że wiedział że się kochamy.
-Ale nie jesteś pewna?
-A dlaczego miała bym  nie być?
-Bo to  nie możesz być tego pewna na sto procent.
-Masz rację jestem zbyt ufna.
-Może on kłamie bo przecież on robił takie straszne rzeczy przed laty.
-Masz rację,  a on może wie o ty moim darze.
-Nie mam pojęcia.
-Już wiem dlaczego byłam tak traktowana przez matkę.
-Ciiii nie płacz. To było dawno.
-On nie jest moim ojcem. Mój ojciec to Rafał i on mnie wychował a nie ten pomyleniec
-Chodź coś ci pokaże. Wstał i wyciągną do niej rękę
-Dobrze - złapała go za rękę a drugą otarła łzy.
Szli korytarzem trzymając się za rękę. Nagle Jace się zatrzymał i powiedział:
-Zamknij oczy.-Zrobiła to bez żadnych sprzeciwu.- I ich nie otwieraj. -Po ciągną ją chyba do pokoju i usłyszała zamykające się drzwi. Jace puścił jej rękę i odszedł od niej. Ona nie wiedziała co się dzieje.
-Jace mogę wiedzieć co się dzieje?
-Możesz otworzyć oczy. -Nataly otworzyła oczy i zobaczyła pusty pokój a na ścianach były zdjęcia, z dzieciństwa. Łzy szczęścia pociekły jej po policzkach Nataly w oczy, rozejrzała się po pokoju i kiedy wzrokiem natrafiła na Jace podbiegła i go przytuliła.
-Dziękuje Ci za wszystko.
-To nic takiego.
-Nic takiego?  To jest niesamowite. Skąd masz tyle zdjęć?
-Trochę mi się na zbierało i wziąłem parę z twojego mieszkania.
-O mój Boże jesteś kochany.
-Wiem
-Ah ta twoja skromności.
-Chcesz popatrzeć na zdjęcia?
-No pewnie.
Zdjęcia przypomniały Nataly parę szczęśliwych chwil spędzone z przyjaciółmi.  Znalazła zdjęcie na którym matka trzymała ją na rękach kiedy miała jeden dzień.
-Wiesz co nie mam ochoty oglądać dalej możemy wrócić do pokoju?
-Oczywiście, a nie wolisz pójść na spacer.
-To chodźmy
Wyszli z Instytutu i skierowali się w stronę parku i naglę Nataly sobie przypomniała że zapomniała swojego telefonu i też chciała wziąć swoją kurtkę bo zrobiło się zimno na dworze.
-Poczekaj tu na mnie zapomniałam kurtki wziąć.
-Dobrze ale pospiesz się.
Kiedy Nataly przechodziła przez pasy czarna furgonetka zatrzymała się przednią. Ludzie w czarnych strojach założyli jej na głowę worek i wciągnęli do furgonetki. Nataly cały czas spróbowała walczyć ale wstrzyknęli jej jakiś środek nasenny i jej powieki stawały się coraz cięższe i słyszała krzyk swojego imienia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz