sobota, 29 listopada 2014

Rozdział 35

Już 35 rozdział WOW. Mam nadzieje że się spodoba. Pozdrawiam Natinek :)


Jace:
Siedziałem długi czas w swoim pokoju czekałem aż Nataly da mi odpowiedź ale to na marne. Więc postanowiłem pójść na patrol dzielnicy.
Dwie godziny później:
Wróciłem już z patrolu. Żadnych demonów. Spotkałem Alceta  w holu. Powiedziałem do niego :
-Nataly się odzywała ?
-Szukała ciebie z trzy godziny temu a teraz zamknęła się w swoim pokoju i śpi.
-Dzięki- powiedziałem odchodząc od niego. Poszedłem d swojego pokoju po klucz (w Instytucie każdy pokój ma taki sam zamek w drzwiach). Wyszedłem z pokoju i poszedłem do drzwi obok. Otworzyłem je kluczem i wszedłem do środka. Było ciemno, zamknąłem za sobą drzwi i zacząłem ściągać buty, podszedłem do łóżka i szybko się do niego położyłem, przytuliłem się do niej. Jak za nią tęskniłem . Bardzo chciałem przy niej być, miała takie straszne chwile. Ja nigdy nie byłem torturowany w sposób fizyczny, ale wiem jaki to musiał być. Ona nic nie zrobiła żeby ją w taki sposób traktować, ja chcę tylko wspierać ją w trudnych decyzjach . Nie mogę się doczekać jutra. Wyznam jej jak ja ją kocham. Jaka ona jest delikatna jak porcelana. Zasnąłem przytulając się do mojej Nataly.
Nataly:
Podjęłam już decyzję, chcę żeby jace mnie nie zostawiał. Po pierwsze nie możliwe żeby Jace był zdrajcą, cały czas mi pomagał, nie spuszczał z oka. Wyszłam z pokoju żeby powiedzieć Jace'owi swoją decyzję. Obeszłam cały Instytut ale go nie znalazłam. Weszłam do biblioteki , tylko tam zastałam Alceta. Podeszłam do fotelu w którym siedział Alec.
-Hej widziałeś Jace?
-Nie przez cały dzień go nie widziałem myślałem że jest z tobą.
-Skąd taki pomysł on miał z tobą i z resztą rozmawiać.
-Nie codziennie czyjaś ukochana wraca do życia.
-A no tak zapomniałam- Alec wstał i mnie przytulił
-Cieszę się że żyjesz, Jace by się załamał bez ciebie.
-Dzięki ale muszę iść poszukać Jace, do zobaczenia.
Zostawiłam Alec'ta i poszłam dalej szukaj Jace. Już godzinę go szukałam, poddaje się. Skierowałam się do pokoju. Byłam zmęczona więc się położyłam na łóżku i zasnęłam. Obudziło mnie otwieranie drzwi, nie odwróciłam się bo byłam pewna że to Jace. Położył się obok i się do mnie przytulił. Bardzo za tym tęskniłam. Przy nim czuje się bezpiecznie. Nie mogę doczekać się aby z nim porozmawiać. Zasnęłam w jego objęciach.
Rano obudziłam się przy Jace.  Jak zawsze pięknie wygląda. Zobaczyłam na zegarek, który był na szafce nocnej przy łóżku. Już była 10 powinniśmy coś zjeść.  Wstałam powoli z łóżka, podeszłam do Jace od tyłu i zaczęłam go szturchać.
-Jace wstawaj - odwrócił się w moją stronę i popatrzył na mnie zaspanymi oczami.
-Co jest?
-Już dziesiąta.
-Tak długo spałem?
-Ja przed chwilą wstałam.
-Nie chcę mi się nic robić.
-Ale musimy pogadać.-Jace popatrzył ma mnie z radością w oczach.
-To jaką decyzje podjęłaś?
-Wycieram ciebie- Jace złapał moją rękę i pociągną do siebie. Upadłam na niego, potem przewrócił mnie na plecy. On był nade mną. Popatrzyłam na niego, a on z uśmiechem na twarzy zaczął mnie całować. Ja odwzajemniłam pocałunki. Ale cały czas myślę o tym liście do jakiegoś Jonathana. Nie mam pojęcia do kogo on ( znaczy Valentain) to pisał. Will on też mnie zaniepokoił swoim zachowaniem. Przestałam całować Jace, wstałam i poszłam do łazienki. Jace poszedł za mną. Cały czas byłam go niego plecami, on załapał mnie za rękę i odwrócił w swoją stronę. Popatrzył na mnie zmartwionym wzrokiem. Powiedział:
-Co się dzieje?
-Ja nie wiem co myśleć, jeżeli Valentain do ciebie tego nie napisał, to do kogo?
-Nie mam pojęcia ale no wiesz miałaś ciężki wtedy dzień i może to wszystko ze stresu.
-Czyli sugerujesz że mi się to wszystko wydaję?
-Szczerze... tak.
- Nie wiem czy jest jeszcze sens prowadzić tą rozmowę, teraz wyjdź bo chcę się umyć.
-Nataly...
-Wyjdź!- wskazałam ręką drzwi.
-Dobra już wychodzę- puścił moją rękę i skierował się w stronę drzwi potem wyszedł i zamkną za sobą drzwi. Napełniłam wannę wodą i zaczęłam się kompać. Nie chciało mi się wychodzić ale zaczęło mi się nudzić. Pomyślałam o lewitujących kroplach wody i skupiłam się na tym,zamknęłam oczy i sobie wyobraziłam łazienkę z taki lewicującymi kroplami wody. Otworzyłam oczy i zobaczyłam to co  sobie wyobraziłam nie mogłam w to uwierzyć. Zaczęłam się śmiać i wyskoczyłam z wanny i ubrałam w krótkie spodenki i czarną koszulę. Woda nadal lewitowała zaczęłam się z tego śmiać. To niesamowite. Jak wszystko ogarnęłam w łazience, wyszłam i zobaczyłam Jace siedzącego na fotelu i wyglądał dziwnie. Wstał i podszedł do mnie położył mi ręce na tali i przyciągając mnie bardziej do siebie. A ja poczułam od niego alkohol.
-Przepraszam cię za to co powiedziałem.
-Jace puść mnie.
-Co boisz się mnie?
-Jace puść mnie!
-Nie skrzywdzę cię- on posuną prawą rękę na moje udo.
-Powiedziałam puść!- rzucił mnie na łóżko. Ja nie mogłam go powstrzymać był za silny. Przy gwoździł mnie do łóżka i zaczął całować po szyi.
-Jace nie dotykaj mnie- pomyślałam że się odczepi odde mnie.- Ostrzegałam cię- odepchnęłam go mocą, on stał nie ruchomo przy ścianie. Ja wstałam z łóżka. Trzymałam dystans między nami i do niego powiedziałam:
-Nie spodziewałam się tego po tobie, w ten sposób mnie straciłeś- Anulowałam czar i wyszłam jak najszybciej z pokoju. Skierowałam się do wyjścia z Instytutu. Nie mogę uwierzyć że Jace chciał mnie zgwałcić, nie mogę w to uwierzyć. Mam dość tego życia. Wyszłam już z Instytutu, wybrałam się do parku na przeciwko. Usiadłam na ławce przy fontannie. Nie wiem ile tam siedziałam ale było już ciemno. Postanowiłam pójść do swojego mieszkami. Szłam przy drzewach i nagle wpadłam do strasznie głębokiej dziury. Jak wstałam na równe nogi zobaczyłam mnustwo tuneli i mężczyznę.
-Witaj Nocno Łowczyni. Jestem Alaric. Królowa chcę z tobą mówić.
-Kto? Gdzie ja jestem?
-Jesteś w świecie Faerie. Królowa cię oczekuję.

środa, 19 listopada 2014

Rozdział 34

Kolejny rozdział! Przepraszam za błędy. Mam nadzieje że się spodoba.




Jace wyszedł z pokoju a ja podeszłam do okna w pokoju i popatrzyłam się na park na przeciwko Instytutu. Nigdy nie miałam okazji ta pójść pomyślałam już sobie. Na parapecie zauważyłam jakiś list podniosłam go i przeczytałam. Było tam napisane:



Drogi Jonathanie może w przyszłości będziesz moim synem. Muszę cie ostrzec przed Nataly ona nie jest normalną Nocną Łowczynią ona ma też cząstkę czarodzieja. Ona jest moim życiowym eksperymentem przez cały czas wiedziałem jak będzie ale to nie zmienia faktu że jest moją córką. I dopełnij swoją misję i pilnuj jej.


                                                                          Valentain 




Na to wynika że Jace wiedział znacznie więcej niż ja. On jest zdrajcą! Nie możliwe mój Jace zdrajcą. Pomyślałam. Złapałam się za głowę. Usiadłam na łóżko i nie wiedziałam co robić miałam mętlik w głowie czyli jestem jeszcze czarownicą?!
Ja nie mam pojęcia co zrobić jeżeli ucieknę i tak mnie znajdą nie mam zielonego pojęcia co robić. Zaczęłam płakać przez bezsilności. Ale to nie trzymało się kupy Jace jeżeli by od początku wiedział kim jestem to by mi powiedział. Nagle drzwi od pokoju sie otworzył a w progu stał Will. I popatrzył na mnie ja, w jego oczach było widać że się ciesz na mój widok. Kiedy zauważył że płakałam od razu wszedł i zamkną za sobą drzwi. Will usiadł kolo mnie. I zapytał:
-Co się stało?
Ja tylko wskazałam na list leżący na parapecie. Will  podszedł do okna i wziął kartkę.  Nie przeczytał jej tylko szybko wybiegł z pokoju. Byłam zszokowana jego zachowaniem ale nie przejęłam się tym- właśnie nie wiem dlaczego. Zamknęłam drzwi na klucz i się położyłam na łóżko. Poprostu leżałam i patrzyłam się w sufit. Nagle ktoś próbował otworzyć drzwi. O nie to pewnie on-pomyślałam. Rozległo się pukanie do drzwi, ale nie ruszyłam się z miejsca .
-Nataly otwórz drzwi - usłyszałam głos Jace . Chciałabym mówić w myślach- zażyczyłam sobie. A potem sobie pomyślałam: Wiedziałeś wszystko od samego początku . Jace się nie odzywał tylko zaczął nawalać w drzwi a potem krzykną:
-Nataly! Nic ci nie jest?!... Słyszem w głowie twój głos. Co się dzieję !?
Udało się! Mogę do niego mówić w myślach. Powiedziałam do niego w myślach:
-Bo chciałam.
-Nataly nie rozumiem. Jak to zrobiłaś?
-Ty już wiesz jak zdrajco!
-Nataly co ty wygadujesz?!
-Jesteś zdrajcą !
-Jak miałbym być zdrajcą jak cały czas jestem z wami- no miał trochę racji
-Pisałeś listy z Valentinem .
-Nataly na Anioła czy byś mogła do mnie mówić, to już mnie przeraża- faktycznie przesadziłam z gadaniem do niego myślami - I odtwórz te drzwi.
-Nie, jesteś zdrajcą. Cały czas mnie pilnowałeś bo Valentain ci kazał.
-Nie widzisz jakie głupoty gadasz ? To po co bym ryzykował życie jakbym wiedział że Valetain za tym stoi?
-To kto ma jeszcze na imię Jonathan ?
-Nie znam nikogo.
-To dlaczego znalazłam list napisany do Jonathana?
-Ja żadnego listu nie dostałem
-Ale ja go czytałam
-Nataly to nie możliwe. Valentain próbuje nas skłócić.- Łzy zebrały mi się w oczach i powiedziałam mu:
-Już to zrobił.
-Nataly otwórz drzwi proszę.
-Nie mam tyle zaufania do ciebie co kiedyś.
-Nataly jak mam cię przekonać że to nie ja.
-Nie da się
-Nataly...
-Daj spokój, chcę zostać sama
-Nie zostawiaj mnie kolejny raz.
-Nie teraz Jace porozmawiamy później.

sobota, 8 listopada 2014

Rozdział 33

Tak wiem rzadko wstawiam rozdziały i do tego są krótkie ale nie mam czasu ich pisać i nie mam weny 

Will podszedł do Jace i powiedział:
-Szczere kondolencje.
-Zostaw mnie w spokoju wszystko to twoja wina
-To nie moja wina ja jej nie skrzywdziłem
-Ale to przez ciebie Nataly mnie zdradziła.
-Skąd...
-Isabele mi powiedziała.
-A powiedziała cie że to był przypadek.
-Tak.
-To nie powinieneś mnie obwiniać. -Jace na to nic nie odpowiedział. Nagle Alec przybiegł do holu i powiedział:
-Jace szybko Nataly jakimś cudem żyje! -Jace bez zastanowienia pobiegł do swojej ukochanej. Alec powiedział żeby wszedł do pokoju sam. Otworzył powoli drzwi. Nataly leżała na łóżku,  Jace nie dowierzał że ona naprawdę żyje. Jej lecialy łzy Jace rzucił się jej na szyję i nadal nie mógł uwierzyć że ona żyje. Odsunła sie trochę od niego i go pocałowała a on oddał pocałunek. Potem znowu się przytulili.  Jace wyszeptał:
-Nigdy więcej tego nie rób nie wytrzymam następnym razem.
-Ja też Cię Kocham - Uśmiechnął się
-Boże jak to się stało?
-Izabel dała mi stelle i zapomniałam oddać i jak Stefan zabrał mnie do samochodu to zobaczyłam Sebastian i po kryjomu narysowałam znak i byłam pewna że on jest trwały ale sie pomyliłam.
-Dlaczego chciałaś mnie zostawić w tym piepszonym świecie.
-Chcialam zeby był bezpieczny w tym piepszonym świecie
-Chodź odpocznij miałaś ciężki dzień.
-Ty jeszcze gorszy.
-Ja dam rade...
-Ta już to widzę.
-Ja przyniosę ci coś do jedzenia, a ty odpocznij.
-Nie jestem głodna chce z tobą się położyć.
-Ja muszę pójść porozmawiać z innymi później przyjdę.
-No dobrze, cieszę się że cie widzę.-uśmiechnęła się do niego.
-Ja też i to bardzo.