wtorek, 10 marca 2015

Rozdział 37

Panie i Panowie następny rozdział !!! Nie ukrywam za chuja nie chciało mi się sprawdzać błędów. Mam nadzieje że wam się podoba. Proszę was dajcie chociaż jeden komentarz bo mam wrażenie że przypadkiem wychodzicie na mojego bloga.  Pozdrawiam Natinek :)



Isabel:
Poszłam do kuchni zaczęłam gotować. Po chwili chłopaki przyszli.
-Dla kogo gotujesz?- zapytał się Jace
-Dla Nataly.
-Nie szalej jeszcze pogorszysz jej stan-powiedział Alec.
-Przecież aż tak źle nie gotuje.
-To prawda ty gotujesz obrzydliwie.-powiedział Jace. Jak oni mnie wkurzają.
-To sam jej coś ugotuj.
-Z wielką przyjemnością.
-Ja pójdę zobaczyć czy się obudziła.- po chwili wyszłam z kuchni i skierowałam się w stronę mojego pokoju. Usiadłam w fotelu. Siedziałam jakieś pięć minut, potem Nataly się obudziła.
-Co się stało?
-Zemdlałaś. Magnus powiedział że  ciąża zabiera ci dużo siły i jeszcze runy.
-Coś jeszcze mówił?
-Że możesz następnego ataku nie przeżyć
-No to nieźle.
-Teraz zrobię ci wykład o zabezpieczaniu się.
-O nie, nie zrobisz mi tego.- mówiła śmiejąc się.
-Właśnie że tak-uśmiechnęłam się złowieszczo.
-To był tylko raz.
-Mnie nie o szukasz.-obie się śmiałyśmy. Nagle drzwi się otworzyły i wszedł Jace z tacą. Postawił ją na łóżku i patrzył na Nataly.
-Dzięki Jace możesz już iść.-powiedziałam. Jace wyszedł bez słowa.
-Dzięki.-powiedziała.
-Wiem że musisz sobie wszystko ułożyć. Mam nadzieję że podejmiesz słuszną decyzję.
-Ja też.
-Zostawię cię samą.
-Nie, posiedzi ze mną.
-Okey.
-Kiedy mu powiesz o dziecku?
-Napewno nie teraz.
-Wież  że brzucha nie zakryjesz?
-Wiem. Przeniosę się do innego pokoju i będę tam siedziała a Jace nie będzie tam wchodził.
-Szanuję twoją decyzje.
-Poproszę  Magnusa żeby  założył blokadę na drzwi żeby Jace nie wchodził.
-Zjedź zupę.- Nataly wzięła łyżkę i zaczęła jeść. Ja wyjęłam telefon i pisałam z Alec'iem.
-Z kim tak piszesz?
-Z Alec'iem.
-Spoko.
-Piszę że jest z Jace'm w resturacji. Jace robi to co zwykle...
-Czyli?
-Nic takiego.
-Isabel nie urodziłam się wczoraj możesz mi powiedzieć co robi.
-Wiesz jak Jace reaguję na kelnerki.
-Nie, nie wiem.
-Te jego głupie teksty.
-Typu: "Czy jesteś z Alalski [...]"
-Taaa...
-Nie przjmuje się bo nie wyrwie żadnej dziewczyny na ten tekst.- zaczęłyśmy się śmiać.
40min później Nataly:
Wyszłam z pokoju i z Izabel byłam przy wyjściu z Instytu. Drzwi się otwierają i do środka wchodzi Alec a zanim Jace... z jakąś dziwką. Patrzę na niego i mam ochotę go zabić. Nie wytrzymałam i krzyknęłam:
-Historia lubi się powtarzać Jace! Robisz dziewczynie dziecko i znajdujesz sobie nową!- Pobiegłam do oranżeri. Usiadłam przy jakiejś do tanie. Usłyszłam jak ktoś się zbliża.
-Jace nie mam ochoty z tobą rozmawiać.
-To ja Will.- serce biło mi szybciej odwróciłam się. Był ubrany w czarne dżinsy i czarną koszulkę.
-Długo cię nie widziałam.
-Wiem trochę się ukrywałem.
-Co zrobiłeś z listem?
-Z jakim listem?
-Z tym co zabrałeś z mojego pokoju bez słowa.
-Nie wiem o co ci chodzi.-ze smutku powstała złość. Wstałam i pomyślałam żeby sobie przypomniał tamten dzień. 
-Jak ty to zrobiłaś ?
-Ty już wiesz jak Jonathan.
-Skąd  ty?
-Myślałeś że jestem za głupia żeby się zorientować?
-Wiesz że nie robię tego z własnego wyboru
-Alec pomóż błagam!-zaczęłam wołać, po chwili Alec i Izabel weszli do środka.
-Zabierzcie go stąd. Najlepiej do lochów. On jest zdrajcą .- Alec i Izabel zabrali go do lochów trochę się szarpał ale dali radę. Poszłam do swojego pokoju. Na łóżku siedział Jace. Nie miałam ochoty z nim się kłócić. Położyłam się na łóżku nie wracając na niego uwagi.
-Nataly możesz ze mną porozmawiać?-siedziałam cicho.
-Co miałaś na myśli że robię dziewczyną dzieci a potem znajduje sobie nowe- siedziałam cicho.
-Tamta dziewczyna była tylko moją przyjaciółką.
-Jace... Czemu wszystko się popsuło?
-Bo nie dorosłem do związku.
-Chcesz ode mnie odejść?
-Nie, nawet tak nie mów jesteś dla mnie ważna.
-Udowodnij.- wstał i klekną przed mną. Wyjął czerwone małe pudełeczko.
-Nataly Fray czy chcesz zostać moją żoną?
-Jace nie wiem co powiedzieć .... -Byłam w szoku. Jeżeli on mnie zostawi jak się dowie że jestem w ciąży? Raz się żyje.
-Tak- rzuciłam się mu na szyję. Spadając przy tym z łóżka. On objął mnie w pasie. Otworzył  pudełko i moim oczom ukazał się pierścionek z zielonym szafirem. Włożył mi go na palec. Wstałam z ziemi Jace to samo uczynił. Poszliśmy do kuchni trzymając się za ręce. Jak się spodziewałam. Byli tam Alec i Iz.
-Chciałbym wam coś ogłosić. Jesteśmy zaręczeni. - odezwał się Jace. Isabel zaczęła piszczeć. Podbiegła do mnie i  się przytuliła.
-Gratuluję -piskneła. Potem Alec podszedł do mnie i mi pogratulował.
-Jace muszę ci coś ogłosić... Jestem w ciąży.-Jace się ucieszył. Wziął mnie na ręce i zaczął obracać. Zaczęłam się śmiać. Kiedy Jace się zatrzymał , namiętnie mnie pocałował.
-Dobrze już dobrze postaw mnie warjacie.-zrobił to co mu kazałam. Kiedy stanęłam na własnych nogach Jace mnie objął. Iz popatrzyła na mnie.
-Nie powiem mu że ciąża  mnie zabije.-powiedziałam do niej w myślach. - Wiem że powinnam ale on jest nad opiekuńczy.
-Co się dzieje dziewczyny? Powinniśmy świętować.
-Jace ja nie mogę.
-Nie chodzi mi o to może pójdziemy do restauracji?
-Tam gdzie wyrywałeś kelnerki?- zapytałam zła.
-Nataly ja nie wiem skąd masz takie informację ale ja nie podrywam kelnerek.
-A ja jestem Elżbieta 1 .
-Mówię prawdę.
-Ok udajmy że tego nigdy nie robiłeś. Do jakiej restauracji idziemy.
-Kto jest za chińszczyzną?-Zapytał się Alec. Wszyscy podnieśli ręce. - Ok to idziemy.
Po chwili wyszliśmy z Instytutu.  Iz i Alec szli przed nami. Jace obejmował mnie.
-Jak myślisz chłopiec czy dziewczynka?
-Moim zdaniem dziewczynka. Nie ważne jak to będzie płeć i tak będę je kochała.
-Ja tak samo.
Jak myślę że tylko 3 miesiące życia mi zostały i to w mękach.
-Jace muszę ci coś powiedzieć... Nie będę używała run podczas ciąży i nie będę też za często wychodzić  z Instytutu.
-Dobrze, szanuje twoją decyzję. - w brzuchu poczułam wielki ból, aż się zgiełam.
-Jace... Wracam do Instytutu.
- Jesteś pewna?
-Tak.
-Pójdę z tobą.
-Nie,Iz ze mną pójdzie. Ty się zabaw  z Alec'iem
-Dobrze jakby co dzwoń.
-Dobrze.-Jace mnie pocałował potem zawołałam Izabela.
-Do jutra chłopaki.- krzyknęłam do nich. Odeszłyśmy kawałek od nich.
-Nataly co się dzieję?
-Brzuch, strasznie boli.- nagle przed oczami zrobiło mi się ciemno. - Iz nie widzę...
-Poczekaj zadzwonię do Magnusa.
-Szybko. - nic już nie pamiętam co dalej było. Chyba zemdlałam. Obudziłam się w obcym mi pokoju. Przy łóżku stał Magnus i Isabel.
-Co się stało? Gdzie  jesteśmy?
-Brzuch cię rozbolał i zemdlałaś. Jesteśmy u Magnusa.
-Ile ja tak leżę?
-Z tydzień.
-Ile?!-po patrzyłam na swój brzuch był dwa razy większy niż pamiętam. -Mój brzuch wygląda jak bym była w 2 miesiącu.
-Wiem przeciez ci mówiłem że szybciej będzie się rozwijać.
-Ale nie wiedziałam że aż tak.- byłam w szoku.-Jace... Co z nim?
-Nic nie wie o ciąży.
-To  dobrze.
-Cały czas dzwoni i się pyta gdzie jesteśmy.-wtrąciła sie Iz.
-Nie mów mu. Zadzwonię do niego i z nim pogadam.
-Dobrze.
-Gdzie telefon?- zapytałam Iz. Ona wyjęła do z kieszeni  i mi go podała.-Dzięki. Mogę zostać sama?
-Jasne.- Magnus i Iz wyszli. Wybrałam numer do Jasa. Odebrał po pierwszym sygnale.
-Hej kochanie.- zaczęłam spokojnie.
-Nataly? Boże jak się martwiłem. Gdzie jesteś? Wszystko z tobą w porządku?
-Tak, jest dobrze. Jestem w ośrodku.
-W jakim ośrodku?
-Zdrowotnym.
-Z dzieckiem wszystko dobrze?
-Tak jest  dobrze.
-Ile będziesz  w tym ośrodku?
-Trzy miesiące.
- Dlaczego jesteś w ośrodku zdrowotnym?
-Miałam tu zajęte miejsce i nie mogłam zrezygnować.
-Nataly czy ty coś kryjesz?
-Nie. Jak tam w instytucie?
-Dobrze. Jakaś nocna lowczyni przybyła powiem że niczego jej nie brakuję.- już się zdenerwowałam.
-To baw się dobrze mam nadzieję że mnie nie zdradzisz do ślubu.
-Nataly ja sobie żartuje-Powiedział  śmiejąc się.
-To nie było śmieszne
-Może dla ciebie.- nie wytrzymałam i zaczęłam się śmiać  .
2 i pół miesięcy później.
Byłam osłabiona. Mój brzuch był ogromny. Tylko skóra i kości. Przed porodem chciałam wrócić do Intytutu.Magnus dał mi jakieś witaminki po których trochę się lepiej. Zrobił portal i z Isabel przeszlysmy przez niego. Znalezłyśmy się w salonie i tam był Jace i Alec. Jace patrzył na mnie jakbym miała się rozpruć.
-Hej.-zaczęłam.
-Część Ntaly jak tam dziecko?-spytał się Alec.
-Dobrze kopie, jak jego ojciec.- uśmiechnełam się. Jace tak samo.
-Wcześniej wróciłyście co się stało?
-Iż się przeziebiła , a ja chciałam już wrócić.-Jace podszedł do mnie i przytulił. Brakowało mi tego .
Przez 2 miesiące nie wystarczyło mi rozmawianie z nim prze telefon. Jak tęskniłam za jego ciepłem, dotykiem, zapachem. Za całym moim narzeczonym. 
 -Wiecie ze stoicie tak 5 min?• Alec wyrwał mnie zamysleń
-Steknilem sie za moja narzeczoną.- Jace powiedział patrząc sie mi sie w oczy. Potem mnie pocalowal.
-Jace zaprowadz mnie do pokoju.
-Dobrze.-wziął mnie za reke i poszlisnmy. Cała drogę się nie odzywaliśmy. Jace zaprowadził mnie do jakiegoś innego pokoju gdzie było podwujne łóżko, pokoj był przepieknie ozdobiony.
- To ty wszystko zrobiłeś ? -Dopiero zobaczylam kołyske przy łóżku podeszłam bliżej do niej byl tam misiek i malutka grzechotka.
-Tak. Nie znam sie na ciąży ale nie powinnaś mieć tak dużego brzycha. Chyba ze jesteś z bliźniakami. 
-Nie to nie blizniaki. Jace czegoś ci nie powiedziałam  ... Dziecko sie szybciej rośnie niż inne. Porud będzie za jakieś dwa tygodnie. 
  - Ale to bezpieczne.- spuściłam wzrok na podloge i pokiwała głową przecząco.-Czemu odrazu nie powiedziałaś? 
-Bałam sie twojej reakcji.- podszedł do mnie i przytulił. To był dla mnie ciężki okres. 

piątek, 6 marca 2015

Rozdział 36

-Po co?
-Chcę z tobą porozmawiać.
-Niech będzie.
-Prosze za mną.- odwrócił się do mnie plecami i ruszył. Po chwili znalazłam się przy wielkich złotych drzwiach. Kiedy wrota się przed de mną otworzyły.  Zobaczyłam wielki tron a na nim siedziała bardzo ładna kobieta. Podeszłam do niej sam, Alaric został za drzwiami.
-Witaj Nataly.
-Witam wasza wysokość. Mogę wiedzieć czemu pani mnie wzywa?
-Chciałam się dowiedzieć co tam u ciebie? Dużo się działo w twoim życiu.
-Dobrze trochę było nie przyjemnych sytuacji ale nie można się poddawać.
-Racja, chciałabym  żebyś rozważyła decyzję nad testem ciążowym - W tym momencie mnie zatkało. Co ja niby w ciąży  z Jacem? To nie możliwe , nie teraz.
-Dobrze rozważę  to dziękuję za podpowiedź.
-Możesz już się oddalić.
-Dziękuję.-Od wróciłam się i wyszłam. Kiedy wyszłam ze świata Ferie. Pobiegłam do apteki, szybko kupiłam testy i wyszłam. Wróciłam do Instytutu. Nikogo nie spotkałam i poszłam do jakiegoś wolnego pokoju. Zrobiłam test.
10min później:
Wynik pozytywny. Chciałabym się nigdy nie obudzić. Położyłam się na łóżku i nawet niewiem kiedy zasnęłam.
Jace:
Obudziłem się z ogromnym kacem. Jak się ogarnołem poszedłem do kuchni. Przy blacie siedział Alec.
-Hej co tam bracie?-odezwał się Alec, myślałem że głowa mi pęknie.
-Ciszej. Mam mega kaca.
-Widać. Gdzie Nataly?
-Myślałem że z tobą jest.
-Jak widać gdzieś zniknęła.
-O Jezu pewnie coś znowu zrobiłem.
-No....
-Coś wiesz?
-Kłuciliście się tak głośno że myślałem że obudziliscie umarłych w Mieście Kości.
-Bardzo zabawne. O co się kłuciliśmy?
-Nie mam pojęcia. Tylko było słychać Nataly krzyk : Jace puść mnie!- zatkało mnie co mi Alec powiedział nie wiedziałem mogę posunąć się do takiej rzeczy.Musze jak najszybciej ją znaleźć.
Nataly:
Obudziłam się i chwyciłam za telefon:
20 Nie odebranych połączeń od Misia
 Chyba go posrało że będę z nim rozmawiać.Wstałam  z łóżka i podeszłam do drzwi. Powoli je otworzyłam  rozejrzałam się  po korytarzu. Nikogo nie widziałam. Wyszłam i poszłam jak najciszej   byłam już przy wyjściu kiedy Alec szedł w moją stronę. Odrazu przyłożyłam palec do ust żeby dać mu znak żeby się  nie odzywał. Wyszłam przed Instytut, a Alec za mną.
-Nataly, Jace cię szuka.
-Jago niechce go widzieć .
-O co wczoraj poszło?
-O to że się upił.
-Nataly nie kłam było słychać was na cały Instytut.
-Jace próbował mnie zgwałcić.- w oczasz zbierały mi się łzy. Alex mnie przytulił. - Potrzebuje pomocy Izabelli.
-Już do niej dzwonie.- Alec odsunął się odde mnie i wyjął się telefon. Po chwili wyszła Izabel z Instytutu.
-Alec możesz nas zostawić  same?
-Jasne.- Alec wrócił do środka.
-Izabel mam problem pomożesz mi?
-Oczywiście.
-Pójdziesz ze mną do ginekologa?
-Nocne Łowczynie nie chodzą do ginekologów tylko do czarowników.
-O tym nie wiedziałam.
-Jasne idziemy?
-Tak.
Po jakieś 15 minut szłyśmy przy okazji opowiedziałam Izabel wszystko co się stało. Isabel zapukała do drzwi. Otworzył na wysoki facet o kocich oczach.
-Hej Magnus.-powiedziała do niego Izabel.
-Czego Izabel?
-Milutki jak zawszę. Musisz ją zbadać podobno jest w ciąży. Nie ma pewności do testów ciążowych przyziemnych.
-Ok zajmę się nią ty poczekaj w kuchni.
-Jane. Powodzenia- wzróciła się do mnie.
-Nataly chodzi ze mną.- Skąd zna moje imię?
Zaprowadził mnie do pokoju z łóżkiem.
-Połóż się. -Zrobiłam co mi kazał. Zawiesił dłoń nad de mną i zamknął oczy olpo chwili otworzył oczy i powiedział:
-Jesteś w niebezpiecznej ciąży.
-Jak to nie bezpieczniej?!
-Twoje dziecko będzie się szybciej rozwijać niż inne. Porud możesz mieć nawet za 3 miesiące.-
Co?! Jak to możliwe.
-Ja już chyba pójdę.- powoli zeszłam z łóżka i wyszłam z pokoju.- Izabel wychodzimy !- chciałam jak najszybciej stamtąd wyjść. Isabel przybiegła, potem wyszłam na dwór. Nie chciałam o tym myśleć.
-Nataly czego się dowiedziałaś?
-Mogę umrzeć przez to dziecko.
-Co?! Jak?
-Zaszybko się rozwija nawet za 3 miesiące może być poród. Mogę być za słaba i umrzeć.
-Nataly nic ci nie będzie z Alec'iem damy sobie rade.
-Dziękuję.- przytuliłam ją.
-Chodź wracamy do Instytutu.
-A Jace...
-Nałorzysz sobie rune.
-Dobrze.- Kiedy doszłyśmy do Instytutu. Przed drzwiami nałożyłam sobie rune niewidzialności.
Weszłyśmy do środka. Przed nami znalazł się Jace. Serce zaczęło mi szybciej bić.
-Izabel widziałaś gdzieś Nataly.
-Nie od wczoraj jej nie widziałam.
-Zwaliłem akcje po całości.
-Co ona ci zrobiła że cały czas ją ranisz?
-Co kolejek zrobię jest źle.
-Tak już jest u facetów. Nigdy nie wiedzą jak nie rozłościć .
-Izabel pomóż mi ją odzyskac.
-Jak?
-Nie wiem. Może jakaś kolacja albo romantyczny spacer.
-W pierwsz ją znajdź.-Isabel odeszła od niego ja nadal stałam i na niego patrzyłam. W jego oczach widziałam smutek i rozpacz. Chciałabym żeby mnie usłyszał w myślach.
-Muszę sobie wszystko po układać wybacz.
-Nataly ja chcę cię przeprosić. Nie wiem co we mnie wstąpiło. Chciałbym ci to jakoś wy ogrodzić.
-Słysz...-przerwałam bo nie mógł wiedzieć że tu jestem.
-Nataly jesteś tu? Chciałem cię przeprosić za wczoraj.
-Daj mi wszystko przemyśleć.
-Nataly, ja się zmienię.
-Jace później.-I odeszłam od niego i poszłam. Było słychać tupot moich obcasów. Cholerne buty-pomyślałam.
-Słyszałem.-Jace zaczął się śmiać. Faktycznie nadal nie anulowałam zaklęcia. Poszłam do pokoju Izabale ona się wystraszyła od twierajacych się drzwi.
-Nataly anuluj rune. Czyli opowiadałam ci coś od trzydziestu minut a ciebie tu nie było?
-Sorrki gadałam z Jace.
-Co?
-Wcześniej do niego w myślach mówiłam potem zorientował się że tu jestem.
-Czyli możesz chodzić po Instytucie bez runy?
-Tak mogę.-potem anulowalam rune.
-Wole jak ciebie widzę.
-Mi tam...-nagle zakręciło mi się w głowie i upadłam. Ostatnie co słyszałam to jak Isabel woła Aleca. Potem ciemność.
Isabel:
Alex szybko przybiegł.
-Co jej jest?
-Nie wiem dzwoń po Magnusa.-położyłam Nataly na moim łóżku. Po chwili do pokoju wszedł Magnus,Alec i.... Jace.
-Dobra zostawcie ją. -powiedział Magnus.
Wypchnęłam chłopaków z mojego pokoju.
-Co jej jest?-zapytał się Jace
-Nie wiem.
-Co się stało?
-Normalnie rozmawiałyśmy i potem upadła.
Po chwili Magnus mnie zawołał. Weszłam do pokoju Nataly była nadal nie przytomna.
-Co z nią?
-Ona nie może urzywać run. Dziecko i tak zabiera jej dużo siły i jeszcze runy. Martwię się bo następnego takiego ataku nie przeżyje.
-Dobrze ja już ją przypilnuje.
-Musi odespać to wszystko jak się obudzi dopilnuj żeby coś zjadła.
-Dobrze
-Będę przychodził co tydzień i sprawdzał jej stan.
-Dobrze dzięki Magnus że to robisz.
-Nie ma sprawy ja już pójdę.
-Jace nie może się dowiedzieć że ona jest w ciąży. Niech ona mu powie jak będzie gotowa.
-Dobrze.Do zobaczenia.
-Pa Magnus wyszedł z pokoju. Potem ja, przed drzwiami stali chłopaki.
-I co z nią?- Zapytał Jace.
-Jest osłabiona teraz śpi dajmy jej spokój.


Wiem że nie było długo rozdziału ale wiecie jak to jest szkoła, rodzina truje ci dupe. Ten rozdział pisałam  6 razy bo zawsze się rozmyślałam. Mam nadzieję że się spodobał rozdział