poniedziałek, 28 września 2015

Rozdział 38

Jace:
Nataly niedawno się położyła spać. Byłem w salonie z Isabel i Alec'iem, jedliśmy pizze. Gadaliśmy i się śmialiśmy. Naglę usłyszałem krzyk Nataly. Pobiegłem do naszego pokoju. Zobaczyłem ją płaczącą i patrzyła pod kołdrę. Podeszłem do niej i pomiędzy nogami miała poronione dziecko. Nasze dziecko... mojego syna...
-Alec dzwoń po Magnusa szybko! Iz zabierz dziecko!- nagle zapadła głucha cisza nie słyszałem jej... nie słyszałem Nataly. Popatrzyłem na nią,nie oddychała, była strasznie blada. Zacząłem robić jej masaż serca. Do pokoju wszedł Magnus.
-Zostaw ją.- powiedział. Posłuchałem go i przestałem odsunąłem się kawałek. On powiedział jakieś słowa w innym dla mnie języku. Nataly zaczęła oddychać ale spała.
- Co z dzieckiem?
-Próbowałem je ratować ono jest już martwe.
-Co za problem dla ciebie je wskrzesić?!
-Jakbym je wskrzesił wcześniej by się nic nie stało. Teraz jego dusza jest w niebie.- usiadłem na fotelu obok łóżeczka dla dziecka. Załapmałem się.- Nataly się za łamie.
-Wiem że to jest straszny ból, ale musicie żyć dalej.
-Mogłem mieć syna.- po chwili ciszy usłyszeliśmy płacz dziecka. Wstałem nerwowo z fotelu i pobiegłem w stronę płaczu. Zobaczyłem otwarty pokój. Weszłem do środka. Dziecko leżało na łóżku. Płakało ,wziąłem je na ręce.
-Cichutko tatuś jest z tobą.
-Nic nie rozumiem. -odezwał się Magnus.
-Ja tym bardziej.
Izabel wzięła mojego syna ja siedziałem obok łóżka gdzie leżała Nataly.
-Kochanie obudź się proszę.
Miesiąc później:
James już był mniej więcej w wieku 5 lat. Nie wiem jak to możliwe że tak szybko rośnie.  Nataly jeszcze się nie obudziła. James podbiegł do mnie byłem w salonie.
-Tatuś kto to jest?
Po patrzyłem do okoła nikogo nie było. 
-James o co ci chodzi?
-O tą panią co siedzi w fotelu i powtarza twoje imię.
-James nikogo tu nie ma.
-Powiedziała żebym powiedział Nataly.
-Co?
-Mówi że to ja Nataly.
-Nataly?-Wyszeptałem. James mówił za Nataly.
-Tak to ja.
-Nie żyjesz?
-Nie jestem w śpiączce.
-Jak mam Cię uratować?
-Być cierpliwy.
-Jak to się stało?
-Aby uratować Jamesa musiałam oddać swoją siłę. -James teraz mówił. -Tato to moja mama?
-Tak to ona- poczułem jak łza poleciała mi na policzku.-James zobacz co ciocia Iz robi i niech zadzwoni po wujka Magnusa.
-Dobrze tatusiu. Mamo pójdziesz ze mną? -Potem James szedł z ustawieniem ręki jakby kogoś trzymał. Po chwili wyszedł
-Nataly Proszę obudzi się. -Wyszeptałem sam do siebie.
Nagle Magnus wszedł do salonu.
-Jace wczoraj Diana do mnie dzwoniła.  Chciałaby się spotkać.
-Nie mam czasu muszę opiekować się Jamsem.
-Do prawdy?  Moim zdaniem czekasz aż Nataly się obudzi. Nic się jej nie stanie jak na parę godzin nie będziesz w Instytucie. Popadasz w paranoję.
-Może masz rację.
Następnego ranka:
Byłem już w kawiarni czekałem na Diane. Minęła godzina  a Diana się nie pojawiła, więc wróciłem do Instytutu.
- Alec! Iz! James!-nikt się nie odezwał. Poszedłem do salonu i siedzieli na kanapach przy kominku rozmawiając z kimś.-Hej... co się dzieje?
Gość wstał i odwrócił się do mnie.... Nataly.



Udało się! Napisałam kolejny rozdział. Wakacje nie miałam czasu a jak się zaczęła szkoła to nie mam czasu spać. Postaram się napisać następny rozdział za nie długo.

wtorek, 10 marca 2015

Rozdział 37

Panie i Panowie następny rozdział !!! Nie ukrywam za chuja nie chciało mi się sprawdzać błędów. Mam nadzieje że wam się podoba. Proszę was dajcie chociaż jeden komentarz bo mam wrażenie że przypadkiem wychodzicie na mojego bloga.  Pozdrawiam Natinek :)



Isabel:
Poszłam do kuchni zaczęłam gotować. Po chwili chłopaki przyszli.
-Dla kogo gotujesz?- zapytał się Jace
-Dla Nataly.
-Nie szalej jeszcze pogorszysz jej stan-powiedział Alec.
-Przecież aż tak źle nie gotuje.
-To prawda ty gotujesz obrzydliwie.-powiedział Jace. Jak oni mnie wkurzają.
-To sam jej coś ugotuj.
-Z wielką przyjemnością.
-Ja pójdę zobaczyć czy się obudziła.- po chwili wyszłam z kuchni i skierowałam się w stronę mojego pokoju. Usiadłam w fotelu. Siedziałam jakieś pięć minut, potem Nataly się obudziła.
-Co się stało?
-Zemdlałaś. Magnus powiedział że  ciąża zabiera ci dużo siły i jeszcze runy.
-Coś jeszcze mówił?
-Że możesz następnego ataku nie przeżyć
-No to nieźle.
-Teraz zrobię ci wykład o zabezpieczaniu się.
-O nie, nie zrobisz mi tego.- mówiła śmiejąc się.
-Właśnie że tak-uśmiechnęłam się złowieszczo.
-To był tylko raz.
-Mnie nie o szukasz.-obie się śmiałyśmy. Nagle drzwi się otworzyły i wszedł Jace z tacą. Postawił ją na łóżku i patrzył na Nataly.
-Dzięki Jace możesz już iść.-powiedziałam. Jace wyszedł bez słowa.
-Dzięki.-powiedziała.
-Wiem że musisz sobie wszystko ułożyć. Mam nadzieję że podejmiesz słuszną decyzję.
-Ja też.
-Zostawię cię samą.
-Nie, posiedzi ze mną.
-Okey.
-Kiedy mu powiesz o dziecku?
-Napewno nie teraz.
-Wież  że brzucha nie zakryjesz?
-Wiem. Przeniosę się do innego pokoju i będę tam siedziała a Jace nie będzie tam wchodził.
-Szanuję twoją decyzje.
-Poproszę  Magnusa żeby  założył blokadę na drzwi żeby Jace nie wchodził.
-Zjedź zupę.- Nataly wzięła łyżkę i zaczęła jeść. Ja wyjęłam telefon i pisałam z Alec'iem.
-Z kim tak piszesz?
-Z Alec'iem.
-Spoko.
-Piszę że jest z Jace'm w resturacji. Jace robi to co zwykle...
-Czyli?
-Nic takiego.
-Isabel nie urodziłam się wczoraj możesz mi powiedzieć co robi.
-Wiesz jak Jace reaguję na kelnerki.
-Nie, nie wiem.
-Te jego głupie teksty.
-Typu: "Czy jesteś z Alalski [...]"
-Taaa...
-Nie przjmuje się bo nie wyrwie żadnej dziewczyny na ten tekst.- zaczęłyśmy się śmiać.
40min później Nataly:
Wyszłam z pokoju i z Izabel byłam przy wyjściu z Instytu. Drzwi się otwierają i do środka wchodzi Alec a zanim Jace... z jakąś dziwką. Patrzę na niego i mam ochotę go zabić. Nie wytrzymałam i krzyknęłam:
-Historia lubi się powtarzać Jace! Robisz dziewczynie dziecko i znajdujesz sobie nową!- Pobiegłam do oranżeri. Usiadłam przy jakiejś do tanie. Usłyszłam jak ktoś się zbliża.
-Jace nie mam ochoty z tobą rozmawiać.
-To ja Will.- serce biło mi szybciej odwróciłam się. Był ubrany w czarne dżinsy i czarną koszulkę.
-Długo cię nie widziałam.
-Wiem trochę się ukrywałem.
-Co zrobiłeś z listem?
-Z jakim listem?
-Z tym co zabrałeś z mojego pokoju bez słowa.
-Nie wiem o co ci chodzi.-ze smutku powstała złość. Wstałam i pomyślałam żeby sobie przypomniał tamten dzień. 
-Jak ty to zrobiłaś ?
-Ty już wiesz jak Jonathan.
-Skąd  ty?
-Myślałeś że jestem za głupia żeby się zorientować?
-Wiesz że nie robię tego z własnego wyboru
-Alec pomóż błagam!-zaczęłam wołać, po chwili Alec i Izabel weszli do środka.
-Zabierzcie go stąd. Najlepiej do lochów. On jest zdrajcą .- Alec i Izabel zabrali go do lochów trochę się szarpał ale dali radę. Poszłam do swojego pokoju. Na łóżku siedział Jace. Nie miałam ochoty z nim się kłócić. Położyłam się na łóżku nie wracając na niego uwagi.
-Nataly możesz ze mną porozmawiać?-siedziałam cicho.
-Co miałaś na myśli że robię dziewczyną dzieci a potem znajduje sobie nowe- siedziałam cicho.
-Tamta dziewczyna była tylko moją przyjaciółką.
-Jace... Czemu wszystko się popsuło?
-Bo nie dorosłem do związku.
-Chcesz ode mnie odejść?
-Nie, nawet tak nie mów jesteś dla mnie ważna.
-Udowodnij.- wstał i klekną przed mną. Wyjął czerwone małe pudełeczko.
-Nataly Fray czy chcesz zostać moją żoną?
-Jace nie wiem co powiedzieć .... -Byłam w szoku. Jeżeli on mnie zostawi jak się dowie że jestem w ciąży? Raz się żyje.
-Tak- rzuciłam się mu na szyję. Spadając przy tym z łóżka. On objął mnie w pasie. Otworzył  pudełko i moim oczom ukazał się pierścionek z zielonym szafirem. Włożył mi go na palec. Wstałam z ziemi Jace to samo uczynił. Poszliśmy do kuchni trzymając się za ręce. Jak się spodziewałam. Byli tam Alec i Iz.
-Chciałbym wam coś ogłosić. Jesteśmy zaręczeni. - odezwał się Jace. Isabel zaczęła piszczeć. Podbiegła do mnie i  się przytuliła.
-Gratuluję -piskneła. Potem Alec podszedł do mnie i mi pogratulował.
-Jace muszę ci coś ogłosić... Jestem w ciąży.-Jace się ucieszył. Wziął mnie na ręce i zaczął obracać. Zaczęłam się śmiać. Kiedy Jace się zatrzymał , namiętnie mnie pocałował.
-Dobrze już dobrze postaw mnie warjacie.-zrobił to co mu kazałam. Kiedy stanęłam na własnych nogach Jace mnie objął. Iz popatrzyła na mnie.
-Nie powiem mu że ciąża  mnie zabije.-powiedziałam do niej w myślach. - Wiem że powinnam ale on jest nad opiekuńczy.
-Co się dzieje dziewczyny? Powinniśmy świętować.
-Jace ja nie mogę.
-Nie chodzi mi o to może pójdziemy do restauracji?
-Tam gdzie wyrywałeś kelnerki?- zapytałam zła.
-Nataly ja nie wiem skąd masz takie informację ale ja nie podrywam kelnerek.
-A ja jestem Elżbieta 1 .
-Mówię prawdę.
-Ok udajmy że tego nigdy nie robiłeś. Do jakiej restauracji idziemy.
-Kto jest za chińszczyzną?-Zapytał się Alec. Wszyscy podnieśli ręce. - Ok to idziemy.
Po chwili wyszliśmy z Instytutu.  Iz i Alec szli przed nami. Jace obejmował mnie.
-Jak myślisz chłopiec czy dziewczynka?
-Moim zdaniem dziewczynka. Nie ważne jak to będzie płeć i tak będę je kochała.
-Ja tak samo.
Jak myślę że tylko 3 miesiące życia mi zostały i to w mękach.
-Jace muszę ci coś powiedzieć... Nie będę używała run podczas ciąży i nie będę też za często wychodzić  z Instytutu.
-Dobrze, szanuje twoją decyzję. - w brzuchu poczułam wielki ból, aż się zgiełam.
-Jace... Wracam do Instytutu.
- Jesteś pewna?
-Tak.
-Pójdę z tobą.
-Nie,Iz ze mną pójdzie. Ty się zabaw  z Alec'iem
-Dobrze jakby co dzwoń.
-Dobrze.-Jace mnie pocałował potem zawołałam Izabela.
-Do jutra chłopaki.- krzyknęłam do nich. Odeszłyśmy kawałek od nich.
-Nataly co się dzieję?
-Brzuch, strasznie boli.- nagle przed oczami zrobiło mi się ciemno. - Iz nie widzę...
-Poczekaj zadzwonię do Magnusa.
-Szybko. - nic już nie pamiętam co dalej było. Chyba zemdlałam. Obudziłam się w obcym mi pokoju. Przy łóżku stał Magnus i Isabel.
-Co się stało? Gdzie  jesteśmy?
-Brzuch cię rozbolał i zemdlałaś. Jesteśmy u Magnusa.
-Ile ja tak leżę?
-Z tydzień.
-Ile?!-po patrzyłam na swój brzuch był dwa razy większy niż pamiętam. -Mój brzuch wygląda jak bym była w 2 miesiącu.
-Wiem przeciez ci mówiłem że szybciej będzie się rozwijać.
-Ale nie wiedziałam że aż tak.- byłam w szoku.-Jace... Co z nim?
-Nic nie wie o ciąży.
-To  dobrze.
-Cały czas dzwoni i się pyta gdzie jesteśmy.-wtrąciła sie Iz.
-Nie mów mu. Zadzwonię do niego i z nim pogadam.
-Dobrze.
-Gdzie telefon?- zapytałam Iz. Ona wyjęła do z kieszeni  i mi go podała.-Dzięki. Mogę zostać sama?
-Jasne.- Magnus i Iz wyszli. Wybrałam numer do Jasa. Odebrał po pierwszym sygnale.
-Hej kochanie.- zaczęłam spokojnie.
-Nataly? Boże jak się martwiłem. Gdzie jesteś? Wszystko z tobą w porządku?
-Tak, jest dobrze. Jestem w ośrodku.
-W jakim ośrodku?
-Zdrowotnym.
-Z dzieckiem wszystko dobrze?
-Tak jest  dobrze.
-Ile będziesz  w tym ośrodku?
-Trzy miesiące.
- Dlaczego jesteś w ośrodku zdrowotnym?
-Miałam tu zajęte miejsce i nie mogłam zrezygnować.
-Nataly czy ty coś kryjesz?
-Nie. Jak tam w instytucie?
-Dobrze. Jakaś nocna lowczyni przybyła powiem że niczego jej nie brakuję.- już się zdenerwowałam.
-To baw się dobrze mam nadzieję że mnie nie zdradzisz do ślubu.
-Nataly ja sobie żartuje-Powiedział  śmiejąc się.
-To nie było śmieszne
-Może dla ciebie.- nie wytrzymałam i zaczęłam się śmiać  .
2 i pół miesięcy później.
Byłam osłabiona. Mój brzuch był ogromny. Tylko skóra i kości. Przed porodem chciałam wrócić do Intytutu.Magnus dał mi jakieś witaminki po których trochę się lepiej. Zrobił portal i z Isabel przeszlysmy przez niego. Znalezłyśmy się w salonie i tam był Jace i Alec. Jace patrzył na mnie jakbym miała się rozpruć.
-Hej.-zaczęłam.
-Część Ntaly jak tam dziecko?-spytał się Alec.
-Dobrze kopie, jak jego ojciec.- uśmiechnełam się. Jace tak samo.
-Wcześniej wróciłyście co się stało?
-Iż się przeziebiła , a ja chciałam już wrócić.-Jace podszedł do mnie i przytulił. Brakowało mi tego .
Przez 2 miesiące nie wystarczyło mi rozmawianie z nim prze telefon. Jak tęskniłam za jego ciepłem, dotykiem, zapachem. Za całym moim narzeczonym. 
 -Wiecie ze stoicie tak 5 min?• Alec wyrwał mnie zamysleń
-Steknilem sie za moja narzeczoną.- Jace powiedział patrząc sie mi sie w oczy. Potem mnie pocalowal.
-Jace zaprowadz mnie do pokoju.
-Dobrze.-wziął mnie za reke i poszlisnmy. Cała drogę się nie odzywaliśmy. Jace zaprowadził mnie do jakiegoś innego pokoju gdzie było podwujne łóżko, pokoj był przepieknie ozdobiony.
- To ty wszystko zrobiłeś ? -Dopiero zobaczylam kołyske przy łóżku podeszłam bliżej do niej byl tam misiek i malutka grzechotka.
-Tak. Nie znam sie na ciąży ale nie powinnaś mieć tak dużego brzycha. Chyba ze jesteś z bliźniakami. 
-Nie to nie blizniaki. Jace czegoś ci nie powiedziałam  ... Dziecko sie szybciej rośnie niż inne. Porud będzie za jakieś dwa tygodnie. 
  - Ale to bezpieczne.- spuściłam wzrok na podloge i pokiwała głową przecząco.-Czemu odrazu nie powiedziałaś? 
-Bałam sie twojej reakcji.- podszedł do mnie i przytulił. To był dla mnie ciężki okres. 

piątek, 6 marca 2015

Rozdział 36

-Po co?
-Chcę z tobą porozmawiać.
-Niech będzie.
-Prosze za mną.- odwrócił się do mnie plecami i ruszył. Po chwili znalazłam się przy wielkich złotych drzwiach. Kiedy wrota się przed de mną otworzyły.  Zobaczyłam wielki tron a na nim siedziała bardzo ładna kobieta. Podeszłam do niej sam, Alaric został za drzwiami.
-Witaj Nataly.
-Witam wasza wysokość. Mogę wiedzieć czemu pani mnie wzywa?
-Chciałam się dowiedzieć co tam u ciebie? Dużo się działo w twoim życiu.
-Dobrze trochę było nie przyjemnych sytuacji ale nie można się poddawać.
-Racja, chciałabym  żebyś rozważyła decyzję nad testem ciążowym - W tym momencie mnie zatkało. Co ja niby w ciąży  z Jacem? To nie możliwe , nie teraz.
-Dobrze rozważę  to dziękuję za podpowiedź.
-Możesz już się oddalić.
-Dziękuję.-Od wróciłam się i wyszłam. Kiedy wyszłam ze świata Ferie. Pobiegłam do apteki, szybko kupiłam testy i wyszłam. Wróciłam do Instytutu. Nikogo nie spotkałam i poszłam do jakiegoś wolnego pokoju. Zrobiłam test.
10min później:
Wynik pozytywny. Chciałabym się nigdy nie obudzić. Położyłam się na łóżku i nawet niewiem kiedy zasnęłam.
Jace:
Obudziłem się z ogromnym kacem. Jak się ogarnołem poszedłem do kuchni. Przy blacie siedział Alec.
-Hej co tam bracie?-odezwał się Alec, myślałem że głowa mi pęknie.
-Ciszej. Mam mega kaca.
-Widać. Gdzie Nataly?
-Myślałem że z tobą jest.
-Jak widać gdzieś zniknęła.
-O Jezu pewnie coś znowu zrobiłem.
-No....
-Coś wiesz?
-Kłuciliście się tak głośno że myślałem że obudziliscie umarłych w Mieście Kości.
-Bardzo zabawne. O co się kłuciliśmy?
-Nie mam pojęcia. Tylko było słychać Nataly krzyk : Jace puść mnie!- zatkało mnie co mi Alec powiedział nie wiedziałem mogę posunąć się do takiej rzeczy.Musze jak najszybciej ją znaleźć.
Nataly:
Obudziłam się i chwyciłam za telefon:
20 Nie odebranych połączeń od Misia
 Chyba go posrało że będę z nim rozmawiać.Wstałam  z łóżka i podeszłam do drzwi. Powoli je otworzyłam  rozejrzałam się  po korytarzu. Nikogo nie widziałam. Wyszłam i poszłam jak najciszej   byłam już przy wyjściu kiedy Alec szedł w moją stronę. Odrazu przyłożyłam palec do ust żeby dać mu znak żeby się  nie odzywał. Wyszłam przed Instytut, a Alec za mną.
-Nataly, Jace cię szuka.
-Jago niechce go widzieć .
-O co wczoraj poszło?
-O to że się upił.
-Nataly nie kłam było słychać was na cały Instytut.
-Jace próbował mnie zgwałcić.- w oczasz zbierały mi się łzy. Alex mnie przytulił. - Potrzebuje pomocy Izabelli.
-Już do niej dzwonie.- Alec odsunął się odde mnie i wyjął się telefon. Po chwili wyszła Izabel z Instytutu.
-Alec możesz nas zostawić  same?
-Jasne.- Alec wrócił do środka.
-Izabel mam problem pomożesz mi?
-Oczywiście.
-Pójdziesz ze mną do ginekologa?
-Nocne Łowczynie nie chodzą do ginekologów tylko do czarowników.
-O tym nie wiedziałam.
-Jasne idziemy?
-Tak.
Po jakieś 15 minut szłyśmy przy okazji opowiedziałam Izabel wszystko co się stało. Isabel zapukała do drzwi. Otworzył na wysoki facet o kocich oczach.
-Hej Magnus.-powiedziała do niego Izabel.
-Czego Izabel?
-Milutki jak zawszę. Musisz ją zbadać podobno jest w ciąży. Nie ma pewności do testów ciążowych przyziemnych.
-Ok zajmę się nią ty poczekaj w kuchni.
-Jane. Powodzenia- wzróciła się do mnie.
-Nataly chodzi ze mną.- Skąd zna moje imię?
Zaprowadził mnie do pokoju z łóżkiem.
-Połóż się. -Zrobiłam co mi kazał. Zawiesił dłoń nad de mną i zamknął oczy olpo chwili otworzył oczy i powiedział:
-Jesteś w niebezpiecznej ciąży.
-Jak to nie bezpieczniej?!
-Twoje dziecko będzie się szybciej rozwijać niż inne. Porud możesz mieć nawet za 3 miesiące.-
Co?! Jak to możliwe.
-Ja już chyba pójdę.- powoli zeszłam z łóżka i wyszłam z pokoju.- Izabel wychodzimy !- chciałam jak najszybciej stamtąd wyjść. Isabel przybiegła, potem wyszłam na dwór. Nie chciałam o tym myśleć.
-Nataly czego się dowiedziałaś?
-Mogę umrzeć przez to dziecko.
-Co?! Jak?
-Zaszybko się rozwija nawet za 3 miesiące może być poród. Mogę być za słaba i umrzeć.
-Nataly nic ci nie będzie z Alec'iem damy sobie rade.
-Dziękuję.- przytuliłam ją.
-Chodź wracamy do Instytutu.
-A Jace...
-Nałorzysz sobie rune.
-Dobrze.- Kiedy doszłyśmy do Instytutu. Przed drzwiami nałożyłam sobie rune niewidzialności.
Weszłyśmy do środka. Przed nami znalazł się Jace. Serce zaczęło mi szybciej bić.
-Izabel widziałaś gdzieś Nataly.
-Nie od wczoraj jej nie widziałam.
-Zwaliłem akcje po całości.
-Co ona ci zrobiła że cały czas ją ranisz?
-Co kolejek zrobię jest źle.
-Tak już jest u facetów. Nigdy nie wiedzą jak nie rozłościć .
-Izabel pomóż mi ją odzyskac.
-Jak?
-Nie wiem. Może jakaś kolacja albo romantyczny spacer.
-W pierwsz ją znajdź.-Isabel odeszła od niego ja nadal stałam i na niego patrzyłam. W jego oczach widziałam smutek i rozpacz. Chciałabym żeby mnie usłyszał w myślach.
-Muszę sobie wszystko po układać wybacz.
-Nataly ja chcę cię przeprosić. Nie wiem co we mnie wstąpiło. Chciałbym ci to jakoś wy ogrodzić.
-Słysz...-przerwałam bo nie mógł wiedzieć że tu jestem.
-Nataly jesteś tu? Chciałem cię przeprosić za wczoraj.
-Daj mi wszystko przemyśleć.
-Nataly, ja się zmienię.
-Jace później.-I odeszłam od niego i poszłam. Było słychać tupot moich obcasów. Cholerne buty-pomyślałam.
-Słyszałem.-Jace zaczął się śmiać. Faktycznie nadal nie anulowałam zaklęcia. Poszłam do pokoju Izabale ona się wystraszyła od twierajacych się drzwi.
-Nataly anuluj rune. Czyli opowiadałam ci coś od trzydziestu minut a ciebie tu nie było?
-Sorrki gadałam z Jace.
-Co?
-Wcześniej do niego w myślach mówiłam potem zorientował się że tu jestem.
-Czyli możesz chodzić po Instytucie bez runy?
-Tak mogę.-potem anulowalam rune.
-Wole jak ciebie widzę.
-Mi tam...-nagle zakręciło mi się w głowie i upadłam. Ostatnie co słyszałam to jak Isabel woła Aleca. Potem ciemność.
Isabel:
Alex szybko przybiegł.
-Co jej jest?
-Nie wiem dzwoń po Magnusa.-położyłam Nataly na moim łóżku. Po chwili do pokoju wszedł Magnus,Alec i.... Jace.
-Dobra zostawcie ją. -powiedział Magnus.
Wypchnęłam chłopaków z mojego pokoju.
-Co jej jest?-zapytał się Jace
-Nie wiem.
-Co się stało?
-Normalnie rozmawiałyśmy i potem upadła.
Po chwili Magnus mnie zawołał. Weszłam do pokoju Nataly była nadal nie przytomna.
-Co z nią?
-Ona nie może urzywać run. Dziecko i tak zabiera jej dużo siły i jeszcze runy. Martwię się bo następnego takiego ataku nie przeżyje.
-Dobrze ja już ją przypilnuje.
-Musi odespać to wszystko jak się obudzi dopilnuj żeby coś zjadła.
-Dobrze
-Będę przychodził co tydzień i sprawdzał jej stan.
-Dobrze dzięki Magnus że to robisz.
-Nie ma sprawy ja już pójdę.
-Jace nie może się dowiedzieć że ona jest w ciąży. Niech ona mu powie jak będzie gotowa.
-Dobrze.Do zobaczenia.
-Pa Magnus wyszedł z pokoju. Potem ja, przed drzwiami stali chłopaki.
-I co z nią?- Zapytał Jace.
-Jest osłabiona teraz śpi dajmy jej spokój.


Wiem że nie było długo rozdziału ale wiecie jak to jest szkoła, rodzina truje ci dupe. Ten rozdział pisałam  6 razy bo zawsze się rozmyślałam. Mam nadzieję że się spodobał rozdział

sobota, 29 listopada 2014

Rozdział 35

Już 35 rozdział WOW. Mam nadzieje że się spodoba. Pozdrawiam Natinek :)


Jace:
Siedziałem długi czas w swoim pokoju czekałem aż Nataly da mi odpowiedź ale to na marne. Więc postanowiłem pójść na patrol dzielnicy.
Dwie godziny później:
Wróciłem już z patrolu. Żadnych demonów. Spotkałem Alceta  w holu. Powiedziałem do niego :
-Nataly się odzywała ?
-Szukała ciebie z trzy godziny temu a teraz zamknęła się w swoim pokoju i śpi.
-Dzięki- powiedziałem odchodząc od niego. Poszedłem d swojego pokoju po klucz (w Instytucie każdy pokój ma taki sam zamek w drzwiach). Wyszedłem z pokoju i poszedłem do drzwi obok. Otworzyłem je kluczem i wszedłem do środka. Było ciemno, zamknąłem za sobą drzwi i zacząłem ściągać buty, podszedłem do łóżka i szybko się do niego położyłem, przytuliłem się do niej. Jak za nią tęskniłem . Bardzo chciałem przy niej być, miała takie straszne chwile. Ja nigdy nie byłem torturowany w sposób fizyczny, ale wiem jaki to musiał być. Ona nic nie zrobiła żeby ją w taki sposób traktować, ja chcę tylko wspierać ją w trudnych decyzjach . Nie mogę się doczekać jutra. Wyznam jej jak ja ją kocham. Jaka ona jest delikatna jak porcelana. Zasnąłem przytulając się do mojej Nataly.
Nataly:
Podjęłam już decyzję, chcę żeby jace mnie nie zostawiał. Po pierwsze nie możliwe żeby Jace był zdrajcą, cały czas mi pomagał, nie spuszczał z oka. Wyszłam z pokoju żeby powiedzieć Jace'owi swoją decyzję. Obeszłam cały Instytut ale go nie znalazłam. Weszłam do biblioteki , tylko tam zastałam Alceta. Podeszłam do fotelu w którym siedział Alec.
-Hej widziałeś Jace?
-Nie przez cały dzień go nie widziałem myślałem że jest z tobą.
-Skąd taki pomysł on miał z tobą i z resztą rozmawiać.
-Nie codziennie czyjaś ukochana wraca do życia.
-A no tak zapomniałam- Alec wstał i mnie przytulił
-Cieszę się że żyjesz, Jace by się załamał bez ciebie.
-Dzięki ale muszę iść poszukać Jace, do zobaczenia.
Zostawiłam Alec'ta i poszłam dalej szukaj Jace. Już godzinę go szukałam, poddaje się. Skierowałam się do pokoju. Byłam zmęczona więc się położyłam na łóżku i zasnęłam. Obudziło mnie otwieranie drzwi, nie odwróciłam się bo byłam pewna że to Jace. Położył się obok i się do mnie przytulił. Bardzo za tym tęskniłam. Przy nim czuje się bezpiecznie. Nie mogę doczekać się aby z nim porozmawiać. Zasnęłam w jego objęciach.
Rano obudziłam się przy Jace.  Jak zawsze pięknie wygląda. Zobaczyłam na zegarek, który był na szafce nocnej przy łóżku. Już była 10 powinniśmy coś zjeść.  Wstałam powoli z łóżka, podeszłam do Jace od tyłu i zaczęłam go szturchać.
-Jace wstawaj - odwrócił się w moją stronę i popatrzył na mnie zaspanymi oczami.
-Co jest?
-Już dziesiąta.
-Tak długo spałem?
-Ja przed chwilą wstałam.
-Nie chcę mi się nic robić.
-Ale musimy pogadać.-Jace popatrzył ma mnie z radością w oczach.
-To jaką decyzje podjęłaś?
-Wycieram ciebie- Jace złapał moją rękę i pociągną do siebie. Upadłam na niego, potem przewrócił mnie na plecy. On był nade mną. Popatrzyłam na niego, a on z uśmiechem na twarzy zaczął mnie całować. Ja odwzajemniłam pocałunki. Ale cały czas myślę o tym liście do jakiegoś Jonathana. Nie mam pojęcia do kogo on ( znaczy Valentain) to pisał. Will on też mnie zaniepokoił swoim zachowaniem. Przestałam całować Jace, wstałam i poszłam do łazienki. Jace poszedł za mną. Cały czas byłam go niego plecami, on załapał mnie za rękę i odwrócił w swoją stronę. Popatrzył na mnie zmartwionym wzrokiem. Powiedział:
-Co się dzieje?
-Ja nie wiem co myśleć, jeżeli Valentain do ciebie tego nie napisał, to do kogo?
-Nie mam pojęcia ale no wiesz miałaś ciężki wtedy dzień i może to wszystko ze stresu.
-Czyli sugerujesz że mi się to wszystko wydaję?
-Szczerze... tak.
- Nie wiem czy jest jeszcze sens prowadzić tą rozmowę, teraz wyjdź bo chcę się umyć.
-Nataly...
-Wyjdź!- wskazałam ręką drzwi.
-Dobra już wychodzę- puścił moją rękę i skierował się w stronę drzwi potem wyszedł i zamkną za sobą drzwi. Napełniłam wannę wodą i zaczęłam się kompać. Nie chciało mi się wychodzić ale zaczęło mi się nudzić. Pomyślałam o lewitujących kroplach wody i skupiłam się na tym,zamknęłam oczy i sobie wyobraziłam łazienkę z taki lewicującymi kroplami wody. Otworzyłam oczy i zobaczyłam to co  sobie wyobraziłam nie mogłam w to uwierzyć. Zaczęłam się śmiać i wyskoczyłam z wanny i ubrałam w krótkie spodenki i czarną koszulę. Woda nadal lewitowała zaczęłam się z tego śmiać. To niesamowite. Jak wszystko ogarnęłam w łazience, wyszłam i zobaczyłam Jace siedzącego na fotelu i wyglądał dziwnie. Wstał i podszedł do mnie położył mi ręce na tali i przyciągając mnie bardziej do siebie. A ja poczułam od niego alkohol.
-Przepraszam cię za to co powiedziałem.
-Jace puść mnie.
-Co boisz się mnie?
-Jace puść mnie!
-Nie skrzywdzę cię- on posuną prawą rękę na moje udo.
-Powiedziałam puść!- rzucił mnie na łóżko. Ja nie mogłam go powstrzymać był za silny. Przy gwoździł mnie do łóżka i zaczął całować po szyi.
-Jace nie dotykaj mnie- pomyślałam że się odczepi odde mnie.- Ostrzegałam cię- odepchnęłam go mocą, on stał nie ruchomo przy ścianie. Ja wstałam z łóżka. Trzymałam dystans między nami i do niego powiedziałam:
-Nie spodziewałam się tego po tobie, w ten sposób mnie straciłeś- Anulowałam czar i wyszłam jak najszybciej z pokoju. Skierowałam się do wyjścia z Instytutu. Nie mogę uwierzyć że Jace chciał mnie zgwałcić, nie mogę w to uwierzyć. Mam dość tego życia. Wyszłam już z Instytutu, wybrałam się do parku na przeciwko. Usiadłam na ławce przy fontannie. Nie wiem ile tam siedziałam ale było już ciemno. Postanowiłam pójść do swojego mieszkami. Szłam przy drzewach i nagle wpadłam do strasznie głębokiej dziury. Jak wstałam na równe nogi zobaczyłam mnustwo tuneli i mężczyznę.
-Witaj Nocno Łowczyni. Jestem Alaric. Królowa chcę z tobą mówić.
-Kto? Gdzie ja jestem?
-Jesteś w świecie Faerie. Królowa cię oczekuję.

środa, 19 listopada 2014

Rozdział 34

Kolejny rozdział! Przepraszam za błędy. Mam nadzieje że się spodoba.




Jace wyszedł z pokoju a ja podeszłam do okna w pokoju i popatrzyłam się na park na przeciwko Instytutu. Nigdy nie miałam okazji ta pójść pomyślałam już sobie. Na parapecie zauważyłam jakiś list podniosłam go i przeczytałam. Było tam napisane:



Drogi Jonathanie może w przyszłości będziesz moim synem. Muszę cie ostrzec przed Nataly ona nie jest normalną Nocną Łowczynią ona ma też cząstkę czarodzieja. Ona jest moim życiowym eksperymentem przez cały czas wiedziałem jak będzie ale to nie zmienia faktu że jest moją córką. I dopełnij swoją misję i pilnuj jej.


                                                                          Valentain 




Na to wynika że Jace wiedział znacznie więcej niż ja. On jest zdrajcą! Nie możliwe mój Jace zdrajcą. Pomyślałam. Złapałam się za głowę. Usiadłam na łóżko i nie wiedziałam co robić miałam mętlik w głowie czyli jestem jeszcze czarownicą?!
Ja nie mam pojęcia co zrobić jeżeli ucieknę i tak mnie znajdą nie mam zielonego pojęcia co robić. Zaczęłam płakać przez bezsilności. Ale to nie trzymało się kupy Jace jeżeli by od początku wiedział kim jestem to by mi powiedział. Nagle drzwi od pokoju sie otworzył a w progu stał Will. I popatrzył na mnie ja, w jego oczach było widać że się ciesz na mój widok. Kiedy zauważył że płakałam od razu wszedł i zamkną za sobą drzwi. Will usiadł kolo mnie. I zapytał:
-Co się stało?
Ja tylko wskazałam na list leżący na parapecie. Will  podszedł do okna i wziął kartkę.  Nie przeczytał jej tylko szybko wybiegł z pokoju. Byłam zszokowana jego zachowaniem ale nie przejęłam się tym- właśnie nie wiem dlaczego. Zamknęłam drzwi na klucz i się położyłam na łóżko. Poprostu leżałam i patrzyłam się w sufit. Nagle ktoś próbował otworzyć drzwi. O nie to pewnie on-pomyślałam. Rozległo się pukanie do drzwi, ale nie ruszyłam się z miejsca .
-Nataly otwórz drzwi - usłyszałam głos Jace . Chciałabym mówić w myślach- zażyczyłam sobie. A potem sobie pomyślałam: Wiedziałeś wszystko od samego początku . Jace się nie odzywał tylko zaczął nawalać w drzwi a potem krzykną:
-Nataly! Nic ci nie jest?!... Słyszem w głowie twój głos. Co się dzieję !?
Udało się! Mogę do niego mówić w myślach. Powiedziałam do niego w myślach:
-Bo chciałam.
-Nataly nie rozumiem. Jak to zrobiłaś?
-Ty już wiesz jak zdrajco!
-Nataly co ty wygadujesz?!
-Jesteś zdrajcą !
-Jak miałbym być zdrajcą jak cały czas jestem z wami- no miał trochę racji
-Pisałeś listy z Valentinem .
-Nataly na Anioła czy byś mogła do mnie mówić, to już mnie przeraża- faktycznie przesadziłam z gadaniem do niego myślami - I odtwórz te drzwi.
-Nie, jesteś zdrajcą. Cały czas mnie pilnowałeś bo Valentain ci kazał.
-Nie widzisz jakie głupoty gadasz ? To po co bym ryzykował życie jakbym wiedział że Valetain za tym stoi?
-To kto ma jeszcze na imię Jonathan ?
-Nie znam nikogo.
-To dlaczego znalazłam list napisany do Jonathana?
-Ja żadnego listu nie dostałem
-Ale ja go czytałam
-Nataly to nie możliwe. Valentain próbuje nas skłócić.- Łzy zebrały mi się w oczach i powiedziałam mu:
-Już to zrobił.
-Nataly otwórz drzwi proszę.
-Nie mam tyle zaufania do ciebie co kiedyś.
-Nataly jak mam cię przekonać że to nie ja.
-Nie da się
-Nataly...
-Daj spokój, chcę zostać sama
-Nie zostawiaj mnie kolejny raz.
-Nie teraz Jace porozmawiamy później.

sobota, 8 listopada 2014

Rozdział 33

Tak wiem rzadko wstawiam rozdziały i do tego są krótkie ale nie mam czasu ich pisać i nie mam weny 

Will podszedł do Jace i powiedział:
-Szczere kondolencje.
-Zostaw mnie w spokoju wszystko to twoja wina
-To nie moja wina ja jej nie skrzywdziłem
-Ale to przez ciebie Nataly mnie zdradziła.
-Skąd...
-Isabele mi powiedziała.
-A powiedziała cie że to był przypadek.
-Tak.
-To nie powinieneś mnie obwiniać. -Jace na to nic nie odpowiedział. Nagle Alec przybiegł do holu i powiedział:
-Jace szybko Nataly jakimś cudem żyje! -Jace bez zastanowienia pobiegł do swojej ukochanej. Alec powiedział żeby wszedł do pokoju sam. Otworzył powoli drzwi. Nataly leżała na łóżku,  Jace nie dowierzał że ona naprawdę żyje. Jej lecialy łzy Jace rzucił się jej na szyję i nadal nie mógł uwierzyć że ona żyje. Odsunła sie trochę od niego i go pocałowała a on oddał pocałunek. Potem znowu się przytulili.  Jace wyszeptał:
-Nigdy więcej tego nie rób nie wytrzymam następnym razem.
-Ja też Cię Kocham - Uśmiechnął się
-Boże jak to się stało?
-Izabel dała mi stelle i zapomniałam oddać i jak Stefan zabrał mnie do samochodu to zobaczyłam Sebastian i po kryjomu narysowałam znak i byłam pewna że on jest trwały ale sie pomyliłam.
-Dlaczego chciałaś mnie zostawić w tym piepszonym świecie.
-Chcialam zeby był bezpieczny w tym piepszonym świecie
-Chodź odpocznij miałaś ciężki dzień.
-Ty jeszcze gorszy.
-Ja dam rade...
-Ta już to widzę.
-Ja przyniosę ci coś do jedzenia, a ty odpocznij.
-Nie jestem głodna chce z tobą się położyć.
-Ja muszę pójść porozmawiać z innymi później przyjdę.
-No dobrze, cieszę się że cie widzę.-uśmiechnęła się do niego.
-Ja też i to bardzo.

piątek, 10 października 2014

Rozdział 32

Jace nie chciał dopuścić do siebie myśli że Nataly nie żyje. Will nie zdołał walczyć z łzami. Jace też nie zdołał. Wziął telefon i zadzwonił do Stefana.
/-Halo?
-Co z Nataly?
/-Jace... wiem ile dla ciebie znaczyła ale... nie żyje.
-Przywieź ją do Instytutu.
/-Dobrze...nie chciałem żeby to tak się skończyło.
-Co się miało tak nie skończyć?!
/-Valentain kazał mi ją zabrać i zawieźć a Sebastian...
-Kto to Sebastian?!
/-Przybrany brat Nataly. On ją zabił to wszystko jego wina, jakby jej nie torturował żyła by...
-Ty wiedziałeś że ją torturował i nic nie...-Jace przemyślał resztę i się odezwał- ty jesteś zdrajcą chciałeś ją oddać w ręce Valentaina wcześniej, prawie jej tym zabiłeś co zrobiłeś jest nie wybaczalne.-Jace się rozłączył.
I rzucił telefonem o ścianę naprzeciwko, zakrył rękami twarz i nie potrzymał płaczu. Do sali weszła i Isabel a za nią Alce. Popatrzyli na nich ze zupełną dezorientacją.
-Co się stało?-Zapytała Isabel i podeszli bliżej Willa i Jaca.
-Nataly... już jej niema... nie żyję.-Isabel była w szoku zasłoniła ręką usta i powoli siadła na wolnym łóżku. Alce wyglądał jakby świat mu się załamał w końcu ona mu się zwierzała, byli jak przyjaciele. Usiadł obok Isabel. Jace wstał z łóżka walnął pięścią w ścianę. Nie obchodził go ból ręki tylko śmierć Nataly. Najbliższej osoby jaką miał, nikt mu nie został. Słyszał Isabel płacz,  i do drzwi Instytutu zadzwonił dzwonek. Jace szybkim tempie ruszył żeby odtworzyć, kiedy otworzył, Stefan trzymał na rękach Nataly. Jace wziął ją od niego i odwrócił się patrzył cały czas na Nataly, zamknął drzwi kopniakiem. Przytulił się do niej była taka blada, taka zimna. Nogi pod Jace'm same się ugięły. Do Jace przybiegł Alec i złapał go za ramiona i powiedział z bólem:
-Zostaw ją nie przywrócisz jej życia. 
-Nie potrafię bez niej żyć. 
-Musisz się uspokoić idź do swojego pokoju. 
-Nie zadzwoń po czarownika.
-Nie mam pojęcia gdzie znaleźć czasownika. 
-Magnus Bane...
-Ale On nie przywróci jej życia, tylko Bóg mógł by to zrobić. 
-Razjel on mógłby ją wskrzesić. 
-Nie mamy wszystkich darów anioła... to nie wyjdzie. 
-Ale muszę ją jakoś odzyskać - przytulił ją do siebie. 
-Jace zostaw,  zaniose ją do pokoju. Isabel ją przygotuje na jutrzejszą ceremonię.- Jace podał ją Alec zaniósł, wtedy przyszedł Will.