poniedziałek, 28 września 2015

Rozdział 38

Jace:
Nataly niedawno się położyła spać. Byłem w salonie z Isabel i Alec'iem, jedliśmy pizze. Gadaliśmy i się śmialiśmy. Naglę usłyszałem krzyk Nataly. Pobiegłem do naszego pokoju. Zobaczyłem ją płaczącą i patrzyła pod kołdrę. Podeszłem do niej i pomiędzy nogami miała poronione dziecko. Nasze dziecko... mojego syna...
-Alec dzwoń po Magnusa szybko! Iz zabierz dziecko!- nagle zapadła głucha cisza nie słyszałem jej... nie słyszałem Nataly. Popatrzyłem na nią,nie oddychała, była strasznie blada. Zacząłem robić jej masaż serca. Do pokoju wszedł Magnus.
-Zostaw ją.- powiedział. Posłuchałem go i przestałem odsunąłem się kawałek. On powiedział jakieś słowa w innym dla mnie języku. Nataly zaczęła oddychać ale spała.
- Co z dzieckiem?
-Próbowałem je ratować ono jest już martwe.
-Co za problem dla ciebie je wskrzesić?!
-Jakbym je wskrzesił wcześniej by się nic nie stało. Teraz jego dusza jest w niebie.- usiadłem na fotelu obok łóżeczka dla dziecka. Załapmałem się.- Nataly się za łamie.
-Wiem że to jest straszny ból, ale musicie żyć dalej.
-Mogłem mieć syna.- po chwili ciszy usłyszeliśmy płacz dziecka. Wstałem nerwowo z fotelu i pobiegłem w stronę płaczu. Zobaczyłem otwarty pokój. Weszłem do środka. Dziecko leżało na łóżku. Płakało ,wziąłem je na ręce.
-Cichutko tatuś jest z tobą.
-Nic nie rozumiem. -odezwał się Magnus.
-Ja tym bardziej.
Izabel wzięła mojego syna ja siedziałem obok łóżka gdzie leżała Nataly.
-Kochanie obudź się proszę.
Miesiąc później:
James już był mniej więcej w wieku 5 lat. Nie wiem jak to możliwe że tak szybko rośnie.  Nataly jeszcze się nie obudziła. James podbiegł do mnie byłem w salonie.
-Tatuś kto to jest?
Po patrzyłem do okoła nikogo nie było. 
-James o co ci chodzi?
-O tą panią co siedzi w fotelu i powtarza twoje imię.
-James nikogo tu nie ma.
-Powiedziała żebym powiedział Nataly.
-Co?
-Mówi że to ja Nataly.
-Nataly?-Wyszeptałem. James mówił za Nataly.
-Tak to ja.
-Nie żyjesz?
-Nie jestem w śpiączce.
-Jak mam Cię uratować?
-Być cierpliwy.
-Jak to się stało?
-Aby uratować Jamesa musiałam oddać swoją siłę. -James teraz mówił. -Tato to moja mama?
-Tak to ona- poczułem jak łza poleciała mi na policzku.-James zobacz co ciocia Iz robi i niech zadzwoni po wujka Magnusa.
-Dobrze tatusiu. Mamo pójdziesz ze mną? -Potem James szedł z ustawieniem ręki jakby kogoś trzymał. Po chwili wyszedł
-Nataly Proszę obudzi się. -Wyszeptałem sam do siebie.
Nagle Magnus wszedł do salonu.
-Jace wczoraj Diana do mnie dzwoniła.  Chciałaby się spotkać.
-Nie mam czasu muszę opiekować się Jamsem.
-Do prawdy?  Moim zdaniem czekasz aż Nataly się obudzi. Nic się jej nie stanie jak na parę godzin nie będziesz w Instytucie. Popadasz w paranoję.
-Może masz rację.
Następnego ranka:
Byłem już w kawiarni czekałem na Diane. Minęła godzina  a Diana się nie pojawiła, więc wróciłem do Instytutu.
- Alec! Iz! James!-nikt się nie odezwał. Poszedłem do salonu i siedzieli na kanapach przy kominku rozmawiając z kimś.-Hej... co się dzieje?
Gość wstał i odwrócił się do mnie.... Nataly.



Udało się! Napisałam kolejny rozdział. Wakacje nie miałam czasu a jak się zaczęła szkoła to nie mam czasu spać. Postaram się napisać następny rozdział za nie długo.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz