poniedziałek, 29 września 2014

Rozdział 31

Sefan wyszedł z walizką . Nataly zaczęła pisać sms'a:
Hej, chcę ci powiedzieć żebyś do mnie nie pisał nie dzwonił, nie jestem dla ciebie odpowiednią partią i nie pozwolę żebyś cierpiał przez zemnie i mam dość tego że nie umiem nic zrobić w tym świecie Nocnych Łowców, wiem że będziesz mnie szukał ale nigdy nie znajdziesz. Jeśli znajdę sposób żeby być z tobą to wrócę ale wątpię w to.
Nataly wysłała wiadomość i do pokoju wszedł Stefan. Staną przed nią i popatrzył na nią a ona twarz schowała w ręce. Kucną przed nią.
-Wiesz że tak będzie lepiej dla wszystkich.
-Wiem, to jest straszne jak znajdę szczęście muszę je stracić.
-Każdy ma swoje wzloty i upadki.
-Ja mam więcej upadków niż  wzlotów.
-Tak ci się tylko wydaję nie mogłabyś cały czas upadać.
-Nie mam siły wstać, czy mógł byś...
-Jasne.-Wstał i ją podniósł na rękach. Z szybkością wampira znaleźli się przy samochodzie.
-Wolisz z przodu czy z tyłu?
-Z tyłu.- Na tylnym siedzeniu był Sebastian. Stefan zajął miejsce kierowcy, a Nataly popatrzyła na Sebastiana bez słowa, a on na nią. potem popatrzyła przed siebie. Łapiąc się ręką za głowę powiedziała. 
-Serio... Stefan naprawdę jesteś zdrajcą? -On nic nie powiedział tylko ruszył. 
-Ztęskniłaś się siostrzyczko?
-Tak że zaraz umrę na twój widok.
-Stefan co jej jest? Jest blada jak trup. 
-Niewiem ale czuję krew.
Sebastian popatrzył na Nataly jeszcze raz powoli zamykała oczy jego wzrok powędrował niżej, aż na jej siedzenie było całe we krwi. Sebastian chwycił swoją stelle i narysowała jej znak. Nataly coś niewyraźnie wysapała:
-Zapomniałeś tego nie da się wyleczyć Runą.
-Cholera... Stefan szybko musimy ją dowieść zanim odpłynie.
-Już za późno. -Nataly Zamknęła oczy i już nic nie słyszała ani samochodów,  ani krzyków brata, nic tylko ona i cisza.
~~~~Will
Poszedłem do izby chorych aby powiedzieć wszystko Jace'owi.
-Jace obudź się!
-Co jest?
-Posłuchaj Nataly odeszła jakiś Stefan jej powiedział że jej dar zabiera życie innym. I ona znim poszła, ale zanim wstała nakreśliłem jej Rune parabaita.
-Czyli jesteście parabaitami?
-Tak, czuje że jeszcze żyje. Kiedy odchodziła wyglądała jak trup.
-Rany na plecach mogły się otworzyć. Kto jej pozwolił żeby stąd poszła?
-Ona sama.-Will się skrzywił i położył rękę na sercu i zaczął ciężko oddychać.
-Will co jest?
-Nie czuję Nataly... ona już nie jest moim parabaitem...
-Ale on nie może złamać tego przymierza, musiała by...-Te słowo nie przechodziło Jace przez gardło.
-Tak mi przykro.-Will'owi zebrało się na płacz.



Rozdział 30

Sorry że rzadko wstawiam posty ale no wiecie szkoła itd... Sorka za błędy. Jutro postaram się wstawić następny :) Pozdrawiam Natinek



-To co mam zrobić?
-Wyjechać do tej rodziny.
-Ale nie mogę ich wszystkich zostawić.
-Wiem że to ciężkie ale zrób to dla nich i dla siebie.
-Zrobię to ale nie mam siły nawet chodzić.
-To nie problem. -Uśmiechnął się.
-Ale nie możesz mnie uśpić.
-Zmieniłem się.
-Wątpię,  musimy poczekać Isabel ma mi przynieść moje rzeczy, schowaj się. -poszedł do łazienki.
-Nataly mam twoje rzecz i telefon. -Weszła do pokoju Iz.
-Dziękuję postaw ją pod ścianą. -Isabel zrobiła to. I podeszła do Nataly i dała jej telefon.
-Musisz być ostrożna z tymi ranami na plecach.
-A no właśnie kto mnie przebrał w nowe ciuchy?
-Jace.
-Dzięki Bogu że to on.
-Nie wybrzydzaj twój parabait jest słodki.
-Daj spokój, on jest natarczywy. Mówię mu że jestem z Jace a on dalej, przez ten pocałunek.
-Jaki pocałunek?
-Nie możesz powiedzieć Jacowi.
-Nataly ty powinnaś mu powiedzieć,  Jacowi.
-Zdrady nigdy nie wybaczy.
-Nataly gorzej będzie jak się dowie od kogoś innego.
-Will wiem że podsłuchujesz chodź tu. -Will wszedł do pokoju z uśmiechem.
-Jakich rzeczy się dowiaduje o mnie - popatrzył na Isabele,  a ona sie zaczerwieniła na polikach .
-Wyjaśnij jej jak to było prosze.
-Od początku?
-Tak
-Najpierw Nataly zabiła strażnika i chciała uciec ale zobaczyła strażników i schowała się do mojego pokoju, chwile po rozmawialiśmy, wyszła z pokoju spotkała Valentain a potem znowu do mojego pokoju. Zaprowadziłem ją do Valentain'a kiedy schodzilismy po schodach Nataly się podtkneła i ja ją złapałem i jakoś wyszło, ale to nie jej wina ona by nie zdradziła Jace tylko cos jej wstrzykneli kiedy tu jechała i to jej zaszkodziło, nie pamiętała nic związane z Jacem i z wami.
-Dobra to co innego.  Jestem z ciebie dumna że zabiłaś strażnika.
-Takiej reakcji się nie spodziewałam.  Isabele zostawisz nas samych?
-Oczywiście. -wyszła z pokoju i zamknęła drzwi za sobą.
-Od którego fragmentu podsłuchiwałeś?
-Od tego momentu kiedy ten Stefan przyszedł i ukrył się w łazience.
-Wiesz ze nie możesz im tego powiedzieć?
-Zdałem sprawę kiedy nie wspominałaś o tym Isabel.
-Nie możesz powiedzieć nawet kiedy będą cie torturować.
-Nie będę miał kontaktu z nimi bo jadę z tobą - Uśmiechnął się
-Wiesz że nie możesz.
-Za ryzykuje
-Stefan wyjdź z łazienki.-Drzwi się powoli otworzyły i pojawił się Stefan. -Powiedz mu prosze ja nei mam siły.
-Nataly wszystko dobrze?-podszedł bliżej Will.
-Tak nie przejmuj się.
-Ona sobie nie życzy żebyś z nią jechał.-powiedział Stefan
-A ty z nią pojedziesz?
-Nie tylko człowiek rodziny która ją przyjmie.
-Daj spokój, jesteśmy parabajtami tam gdzie ty tam i ja.- zwrócił sie do Nataly.
-Chce ci przypomnieć że nie mamy Run tylko, cię o to poprosiłam żebyś nas nie zdradził.
-Ale ja chcę być twoim parabajtem.
-Ale ja nie chce być twoim.-Powiedziała ostro Nataly.- Stefan weź go stąd nie mam siły na wszystko, chce umrzeć.
-Nataly co ty wygadujesz?- popatrzył na nią z troską ale Stefan podszedł żeby go wyrzucić. Will wyszedł na korytarz a Stefan powoli zamykał drzwi. Will krzykną - Znajdę cię nawet na końcu świata.- Nataly zaczęła płakać z bezsilności.
-Proszę weź najpierw moje rzeczy, a potem pomnie przyjdź.
-Jak sobie życzysz.

czwartek, 18 września 2014

Rozdział 29

Wielkie sorki za brak rozdziału szkoła się zaczęła i miałam parę własnych problemów. Mam nadziej że się spodoba.



Nataly obudziła się, i rozejrzała sie do o koła przy niej siedziała Isabel.
-Gdzie Jace?
-Śpi na łóżku obok cały czas siedział przy tobie czekał aż sie o budzisz.
-Nie doczekał się - Nataly uśmiechnęła się.-Gdzie Will?
-Alec zaprowdził do pokoju obok twoje. Alce go pilnuje.
-O będzie moim parabajtem.
-To świetnie,  ale wiesz że nie będziecie mogli być razem?
-Przecież wiem po pierwsze mam Jasa.
-Wiem ale widziałam jak Will na ciebie patrzy.
-On wie że jesteśmy tylko przyjaciółmi. Kiedy Jace będzie mógł stąd wyjść?
-Najprawdopodobniej jutro.
-To dobrze, od prowadzisz mnie do pokoju?
-Oczywiście. -Nataly usiadła na łóżku i powoli wstała. Isabele pomogła jej wejść po schodach, bo winda nie działała, to szły do pokoju Nataly. 
-Iz zapomniałam wszystko mam w pokoju Jace.
-Nie denerwuj się przyniosę je do twojego pokoju.
-Nie musisz dam rade.
-Ty ledwo chodzisz, zaraz przyjdę.
-Okej - Nataly otworzyła drzwi do pokoju i powoli do niego weszła. Było tak jak myślała: łóżko nie pościele, zakurzona podłoga. Usiadła na fotelu. Usłyszała otwierające się drzwi. Nie odwróciła się,  tylko siedziała cicho.
-Wiem że tu jesteś- to był głos Stefana. -Słyszę bicie twojego serca.-Nataly odwróciła głowę.
-Hej Stefan - zrobiło się jej słabo.
-Cześć, wyglądasz jakbyś miała umrzeć.
-I tak się czyje.
-Chciałem z tobą porozmawiać.
-Dopiero teraz? Dzwoniłam a ty nie odbierałeś.
-Nie chodzi o to co ci zrobiłem, to jest nie wybaczalne. Chodzi o to że musisz opuścić wszystkich których kochasz.
-Dlaczego?
-Bo znam twój dar spotkałem się z człowiekiem, dwa tysiąc lat temu. Opowiedział mi że ten dar ciągnie za sobą konsekwencje.
-Jakie?
-Siła na ten dar bierze się z osób wokół ciebie , kolejna runa odbierał siły witalne innej osoby.
-Oni mają Runy  wzmacniające.
-Nataly ty tego nie rozumiesz, ty odbierasz życie, a tego nieda się wyleczyć. Jest taka rodzina na której dar nie działa mogą żyć z twoim darem a nic się im nie dzieje. 

poniedziałek, 1 września 2014

Rozdział 28

Will po treningu wrócił do swojego pokoju. Nie mógł się skupić na treningu,  cały czas myślał o Nataly. Przemyślała całą rozmowę z Valentain'em. Dlaczego się zdenerwował kiedy odpowiedział w piwnicy pomyślał. Will podładował telefon i go schował do kieszeni. Valentain i Sebastian miał dziś spotkanie z kręgiem. Więc dom będzie cały pusty, tylko musi poczekać do obiadu. Pora obiadowa była za godzinę więc Will zaczął czytać książkę. Godzina szybko mu z leciała i poszedł na dół i jak się spodziewał, przy stole nikogo nie było. Pobiegł szybko do drzwi które prowadziły do piwnicy. Otworzył je swoją stellą i poszedł powoli po schodach zamykając za sobą drzwi. Kiedy zszedł na dół zobaczył różne noże, bicze, siekiery, stoły, krzesła pod napięciem, kiedy zobaczył łańcuch i czyjeś ręce w nich, ale nie widział kto bo stół zasłaniał cały tułów podszedł bliżej i zobaczył Nataly z ogromnymi ranami na plecach które krwawiły podbiegł do niej i wyją jej ręce z łańcuchów. A ona opadła na podłogę blada jak trup i bezsilna. Will ją na ręce a ona, syknęła z bólu otworzyła oczy. I wyszeptała:
-Nie mam żadnego daru. Zabij mnie odrazu, proszę.
-Co ty wygadujesz? Nataly to ja Will, ja bym cię nigdy nie skrzywdził.
-Nie narażaj się bo oni będą cię torturować.
-Kto?
-Valentain i Sebastian.
-Chcieli mój dar, ale ja do nie mogę pokazać.  A ty jesteś z nimi z mowie słyszałam twoja rozmowę z Sebastian'em.
-Ale ja bym cię nigdy nie skrzywdził. -I zaczął iść w stronę schodów.
-Dla celu można poświęcić wszystko.
-Ale na pewno nie ciebie.
-Kłamiesz dlatego chciałeś żebym została.
-Bo nie chciałem żebyś obchodziła.
-Wiesz że mam chłopaka.
-Ale uczucie się nie zmienia
-A powinno...-Nataly usłyszała czyjeś kroki.-Daj mi stelle musimy szybko sie stąd wydostać i mnie postaw.-Will podał jej stelle i ją postawił przy ścianie. Ona opadła na podłogę i skreśliła Rune. Kiedy skończyła otworzyła sie brama. Nie miała siły wstać, Will to zauważył i wziął ją na ręce.
-Nie myśl o niczym. -Powiedziała Nataly, Will był w szoku i tylko przytakną- idź
Will przeszedł przez bramę i znaleźli się w Instytucie w sali szpitalnej. Jace leżał na jednym z licznych łóżek, patrzył z niedowierzaniem na nich. Wstał i podbiegł do nich
-Połóż ją na łóżku obok.  -Will zrobił to od razu, podszedł do łóżka i położył Nataly na brzuchu. Jace zrobił jej iratze, po czekał chwile ale nie działały.
-Czym on jej to zrobił?
-Sądzę że to demoniczny metal.-Odezwała sie Will. Jace poszedł do niego i powiedział mu :
-Dziękuję ci że ją uratowałeś ona dla mnie jest wszystkim.
-Jest przyjacielska,  pomogłem jej, ona stała się mi bliską przyjaciółką jakiej nie miałem.
-Tak Nataly jest bardzo sympatyczna, łatwo się zaprzyjaźnia.
-Jest też konkretna i spontaniczna.
-Tak i to bardzo.  Mam nadzieje że nie robiła problemów.
-Zabiła jednego strażnika, i miała kłopot z pamięcią, ale już wszystko dobrze.
-Jace...-usłyszeli za sobą Nataly głos. Jace podszedł do niej a ona odwróciła głowę w jego stronę. -Nic im nie powiedziałam nie martw się.
-Nie chodzi o dar tylko o twoje bezpieczeństwo
-Ale on by mi kazali robić złe rzeczy .
-Nie zaprzątaj sobie tym głowy. -Odwrócił się w stronę Willa. - Zadzwonię do Alceta żeby ci pokazał pokoju. -podszedł do pustego łóżka obok i wyjął telefon. Odszedł od nich.
-Will nie możesz mnie sprzedać Valentain'owi.
-Nie denerwuj się nie pozwolę żeby stała krzywda.
-Jesteś podobny do Jace. Mówisz jedno a robisz drugie.
-Jak mam Cię przekonać.
-Zostań , moim parabaitem.
-Zrobię to.
-To dobrze. Spotkamy się jutro kiedy będę zdrowa.
- Nie, jutro to ja tu przyjdę, bo ty łatwo nie wyzdrowiejesz.
-Niech ci będzie,  Isabel mnie wyleczy pewnie. Możesz im ufać oni są dobrzy. -Zamknęły sie jej oczy i zasnęła.