Jace dogonił ciężarówkę i wskoczył na nią wbijając noże w ściankę pojazdu i podciągną się na dach, ale tam długo nie pobył. Demon wskoczył na dach i zepchną chlopaka na ulicę. Jace ledwo przytomny patrzył jak ciężarówkaAV z jego ukochaną odjeżdża. Przed tym zanim zapadł w ciemność zadzwonił do Alceta.
/-Jace gdzie ty jesteś?
-Przy naszej kawiarni pomóż.
-Jace, Jace....- Jace już zemdlał - Cholera.
Jace obudził się w izbie chorych. Próbował wstać ale ból brzucha nie pozwolił na to. Potem zobaczył Aceta i Iz . Odrazu odezwał się Alcet.
/-Jace gdzie ty jesteś?
-Przy naszej kawiarni pomóż.
-Jace, Jace....- Jace już zemdlał - Cholera.
Jace obudził się w izbie chorych. Próbował wstać ale ból brzucha nie pozwolił na to. Potem zobaczył Aceta i Iz . Odrazu odezwał się Alcet.
-Jace co się stało?
-Nataly....muszę ją znaleźć.
-Nie ty musisz siedzieć w łóżku. - odezwała się Isabel.
-Ale ona jest w niebezpieczeństwie.
-Nie jest trochę poszperaliśmy i po pytaliśmy, wychodzi na to że Valentian ją porwał. -Wyjaśnił Alec.
-Ale Valentino to wariat.
-Valentain to ojciec Nataly, myślałeś że się nie dowiem?
-Miałem wam powiedzieć, ale ja tak nie mogę siedzieć.
-Możesz, jeszcze parę tygodni przed tobą.
-Co!? Chyba żartujesz.
-Nie Twój brzuch jest przeciętny w pół.
-Jak to?
-Znaleźliśmy cie w takim stanie.
-Ja tylko pamiętam jak porwali Nataly.
-Nie denerwuj się o nią, Valentian jej nie skrzywdzi.
-Obyś miała rację.
~~~Nataly
Obudziła się w jakimś pokoju. Był czarno-biały, nic wielkiego w tym pokoju szafa, stolik, fotel i szafka nocna. Wstała z łóżka i próbowała się wykonać. Otworzyła delikatnie drzwi i popatrzyła za mi stał jakiś strażnik, otworzyła delikatnie drzwi, podeszła do strażnika i skręciła mu kark, martwy upadł na ziemię. Pobiegła w stronę schodów i kiedy miała zejść na dół usłyszała czyjś głos i bez myślenia weszła do czyjegoś pokoju. Zamknęła za sobą drzwi i w pomieszczeniu był chłopak w jej wieku. Miał czarne włosy i był ubrany cały na czarno. Pomyślała sobie. Ale się w kopałam.
Była pewna że odrazu mnie wyda.
-Jesteś Nataly tak?
-Skąd znasz moje imię?
-Valentian wszystkim powiedział.
-Valentain mnie porwał?
-Ja bym bardziej to ujął przyprowadził.
-A ty masz na imię...
-Will
-Ładnie, bardzo rzadkie
-Dziękuję
-Jesteś za tym żebym została tu czy pomożesz mi stąd uciec?
-Nie radzę Ci uciekać, tu jest masa strażników.
-Jest o jednego mniej. -powiedziała z uśmiechem.
-Co takiego?
-Nic za niedługo się dowiesz, a wyjaśnisz mi gdzie jest wyjście?
-Kiedy zejdzie po schodach to prosto i jest wyjście.
-Dziękuję. -Otworzyła drzwi.
-Mam nadzieje że się jeszcze spotkamy.
-Ja też.
Wyszła z pokoju i się rozejrzał, nikogo nie było. Pobiegła do schodów i zobaczyła że po nich wchodzi Valentian.
-Ku*wa....
-Nataly tak nie wypada mówić kobiecie.
-A podobno ojcowie nie porywają córek.
-Ja tylko sprowadziłem cie do domu.
-Ja nawet nie wiem gdzie jestem.
-Jak udało ci się wydostać z pokoju?
-Muszę odpowiadać ?- pokiwał głową- Skręciłam facetowi kark.
-Nataly tak nie wypada robić pomocnikom.
-Pomocnikom?! Chcę ci przy pamięć że mnie porwał i nie wiem co mi by zrobili.
-To był mój błąd on powinien siedzieć w środku.
-Mogę już iść?
-Co ty robisz?
-Wymykam się.
-Nigdzie nie idziesz to jest twój nowy dom.
-Japier...
-Natalia!-Przerwał jej "ojciec".
-Co nie znasz mnie i nie wiesz jak ja się zachowuje.
-Wiem o tobie wszystko.
-Co naprzykrzyła?
-Wiem że nie przeklinasz, wiem że opłakiwałaś przybrać rodzinę, wiem....-Teraz ona mu przerwała
-Opłakiwałam prawdziwą rodzinę, ty nie jesteś moim ojcem- Była pod presją i weszła do pokoju Will'a on siedział na łóżku i czytał książkę. Zatrzasnąwszy za sobą drzwi i oparła się o nie. Próbowała nie płakać ale uczucia wzięły w górę. Powoli osiem na podłogę i usiadła Will do niej szybko podszedł i klekną.
-Co się dzieje?-po tym usłyszeli pukanie do drzwi.
-Nataly, Nataly. ...-Valentian zaczynał ją coraz ostrzej wołać.
-Panie Valentian ją się nią zajmę.
-Dobrze Williamie zajmij się nią i wszystko jej wytłumacz. -Słyszeli jak Valentian odchodzi od drzwi. Dziewczyna nie daje sobie rady z tym wszystkim. Will usiadł obok niej i ją przytulił.
-Co się stało?
-Mam wszystkiego dość, to mnie przerasta.
-Dasz radę wyglądasz za na twardą dziewczynę.
-Dlaczego tu jesteś? W tym wariatkowie.
-Nie mam gdzie się podziać.
-Też jesteś nocnym łowcą?
-Tak
-To ucieknij zemną.
-A może ty zostań zemną. Przez pewien czas może miesiąc.
-Tak długo?
-Zleci szybko, może lepiej się poznamy.
-Co chcesz o mnie wiedzieć?
-Skąd jesteś?
-Z Polski.
-Tak samo jak ja.
-Jaki zbieg okoliczności.
-Ile masz lat?
-18
-Ja też.
-Jak tu się znalazłeś?
-Byłem bezdomny i Valentian mnie znalazł i mnie tu zaprowadził.
-A jak jest twoja historia?
-Moi rodzice umarli kiedy byłem mały przez większość życia mieszałem na ulicy, a twoja?
-Jestem z zdrady, moja matka na mnie się wyżywała, zeszłym roku zabiła całą rodziną, Valentian ją zabił bo wiedział że jest chora psychicznie, a mnie wtedy w domu nie było, powinam tam zginąć, było by łatwiej.
-Pomysł o tym że Bóg nie chciał żebyś umierała.
-Wierzysz w Boga?
-Tak, a ty w co wierzysz.
-Ja wieże w siebie.- Will się zaśmiał.-Z czego się śmiejesz?
-Z tego że znam cie tak krótko a ty jesteś moją idealną dziewczną.
-Ty też jesteś niezły.
-Dziękuję.
-Mieszkają tutaj inni w naszym wieku?
-Nie tylko ty i ja.
-Trochę dziwne, nic nie pamiętam z ostatniech trzech miesięcy pamiętam tylko jak wróciłam do domu z urodzin tylko to.
-Może sobie przypomnisz.
-Trochę dziwne, nic nie pamiętam z ostatniech trzech miesięcy pamiętam tylko jak wróciłam do domu z urodzin tylko to.
-Może sobie przypomnisz.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz