Will i Nataly siedzieli na łóżku i patrzyli na siebie. Will złamał tą ciszę.
-Nasz piękne niespotykane oczy.
-One są zwykłe.
-Nie widziałem nigdy takich.
-Ty masz piękne niebieskie, jak morze.
-Dziękuję.
-Jesteś taki przystoiny.
-A ty tak piękna.
-Trochę dziwne bo ja nigdy nie byłam taka otwarta nigdy nawet do faceta bym się nie odezwała.
-Ja też tak mam przy tobie dobrze się czuję.
-Przepraszam Cię.
-Za co?
-Nie chce cię zranić
-Nie zranisz, ja to wiem.
-Przepraszam ale musze iść porozmawiać z Valentian'em, zaprowadzisz mnie tam?
-Oczywiscie ale nie uciekaj.
-Zostanę miesiąc, a potem uciekniemy.
-Dobrze, chodźmy. -Will wstał i otworzył drzwi, Nataly była zanim. Kiedy doszli do schodów Will zszedł i patrzył na Nataly czy idzie. Nataly przy ostatnich schodkach podknełą się a Will ją złapał ich usta był dość blisko siebie, w końcu ich usta się spotkały. Całowali się namiętnie, ale przerwał im w tym Valentian. Odsuneli się od siebie Valentian patrzył na Nataly jakby dokonała się zdrady.
-Dziękuję Will że się nią zajołeś.
-To wyszło przypadkiem. -Wybrania się Will-Do niczego nie doszło.
-Nataly zapraszam cię do mojego gabinetu-Spojrzał na dziewczynę, a potem znowu na chłopaka-Will za piętnaście minut ją odbierz i zaprowadź do jej pokoju.
-Dobrze- Will sobie poszedł.
-Zapraszam-pokazał ręką na drzwi koło schodów. Weszli do środka i usiedli przy wielkim stole na przeciwko siebie.
-Oczym chciałeś porozmawiać? -Pierwsza odezwała się Nataly.
-Wierz że zdrada jest karana u nocnych łowców?- Nataly zrobiła zdziwioną minę niewiedziała o co mu chodzi.
-O tobie i o Will'u.
-To był tylko pocałunek.
-Tym pocałunkiem zdradziłaś Jace.
-Kogo przecież Jace znikną jakieś dwa lata temu. I go wogule nie widziałam. -Na te słowa Valentian się zdziwił.
-Nie pamiętasz ostatniego tygodnia przecież ty z Jace byliście parą.
-Tylko pamiętam twoją i moją rozmowę w parku.
-Tylko?-przytaknęła głową
-Jeszcze jakieś pytania?
-Nie, możesz iść.
Nataly wyszła a Will czekał siedząc na schodach.
-Zaprowadzisz mnie do pokoju?
-A nie wolisz pogadać u mnie?
-Możemy pogadać.
-A więc chodźmy.
Doszli do pokój, Nataly usiadła na łóżku, Will się na nim położył.
-o czym chciałeś porozmawiać?
-O tym co się wydarzyło na schodach.
-To był przypadek.
-A dla mnie przeznaczenie.
-Jak zwał, tak zawał.
-I co teraz zrobimy?
-Możemy być przyjaciółmi.
-Może więcej niż przyjaciele.
-Dla mnie obiecująco.-On się podniósł i ją pocałował w usta.
-Dobrze całujesz.
-Ty też.
-Co będę tu robić?
-Trenować, będziesz miała osobiste zajęcia z Valentian'em.
-Serio... nie tylko on
-Dlaczego?
-Nieważne nie chce się złościć.
-Masz jakieś plany na przyszłość?
-Mieć dziecko i wyprowadzić się z instytutu. -Powiedziała nawet nie zastawając. Zrobiła przerażoną minę. -Coś jest nie, tak.
-Co jest? -złapała się za głowę, Will nie wiedział co się dzieje.
-Boli mnie głowa-Zaczęła krzyczeć. Potem na Nataly spadła ciemność. Zobaczyła Jace i każdą chwilę spędzoną z nim. Otworzyła oczy i zobaczyła przed sobą Will a był przerażony.
-Nataly obudź się.
-Jestem cała, tylko zemdlałam.
-Już lepiej?
-Tak, ból ustał. I jest jeszcze coś wszystko pamiętam.
-To chyba dobrze.
-Dla mnie tak, ale nie wiem jak dla twoich uczuć.
-A co jest?
-Mam chłopaka.
-No zeczywiscie zabolało.
-Przepraszam, przez pewien czas możemy być przyjaciółmi.
-Okej.
-Ja pójdę do pokoju.
-Jak chcesz, u mnie zawsze jest mile widziana.
-Dzięki-Pocałowała go w policzek i zeszła z łóżka, podeszła do drzwi a wtedy usłyszała Will'a.
-Skąd rozpoznasz swój pokoju?-odwróciła się i odpowiedziała:
-Po zwłokach.-Will wybuch śmiechem, a Nataly wyszła z jego pokoju.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz