Obudziła się w pokoju którym stała szafa, fotel, szafka nocna. Zerwałam się z łóżka i poczułam silny ból w głowie oparła się o ścianę w tym momencie Jace przyszedł do pokoju. Nie mogłam uwierzyć że to naprawdę on. Upadła na podłogę, bo nie miała siły stać. Jace podbiegł do niej i podniósł
-Połóż się jesteś wyczerpana- powiedział kładąc ja na łóżko.
-Co się stało?
-Zaatakował cię Wampir.
-Przecież wampiry nie istnieją.
-To długa i stresująca historia lepiej będzie jak ci powiem kiedy będziesz zdrowa
-Gdzie jestem ? - zapytałam rozglądając się po pokoju
-W Instytucie.
-To tez zamierzasz opowiedzieć później?
-Tak- Uśmiechnął się - Co tu robisz? W Nowym Jorku.
-Przeprowadziłam się tu miesiąc temu bo nie miałam gdzie tu była jedna osoba na której mi zależało, teraz dwie.-Wytłumaczyła-A jak u twojego ojca?
-Nie żyje-powiedział spuszczając wzrok na dół.
-Jezu, tak mi przykro.
-Kto tu jest że tu zamieszkałaś?
-Nasza przyjaciłka Diana
-Tak? Nie miałem pojęcia.
Nataly dała mu z liścia w twarz
-Au! Za co to?
-że nie kontaktowałeś się z nami, tyle dni płakałam bo ty jesteś więcej niż przyjaciel.
-Jak to?
Przeszkodził mu brunet. Wszedł do pokoju usiadł w fotelu i popatrzył na Nataly i powiedział
-Witaj jestem Alec, już lepiej się czujesz?
-Tak , jestem Nataly
-Wiem, Jace mi powiedział Wtedy Nataly popatrzyła na Jace.
Nie odezwała się .
- Mogę wiedzieć co tam robiłaś o takiej godzinie.
-Diana miała urodziny-popatrzyła na Jace'a- 14 luty jak byś zapomniał .
-Dobrze Prześpij się jeszcze a potem porozmawiamy, mamy parę spraw do omówienia-Powiedział Jace.
-Nie ja idę do domu.- zaprzeczyła Nataly
- zapomniałem jaka jesteś uparta
-Gdzie mój telefon?
-Ja go mam - odpowiedział Jace- Naprawdę z Dianą gadasz o wszystkim.
-Jace!!! Jak mogłeś?!-wykrzyknęła ze złością
- Możemy pogadać na prywatności- odwrócił się i popatrzył na Alceta
-Tak, do zobaczenia Nataly.
- Pa - odpowiedziała
Alec wyszedł z pokoju i zamkną za sobą drzwi.
-O czym..-reszta zdania zniknęła w ustach Jace. Pocałował ją delikatnie i namiętnie
Nataly nie wiedziała co zrobić bo nie chciała by przestał a chciała z nim porozmawiać . Odsunęła się powoli . Popatrzyła w jego niebieskie oczy zapomniała jakie one są piękne . Nie odrywając wzroku zapytałam:
-Porozmawiamy?
-Tak, ale najpierw powiem ci że musiałem wyjechać bez słowa bo jestem Nocnym Łowcą i ja to wiedziałem od 5 urodzin byłem szkolony przez ojca musiałem to zachować bo byłaś Przyziemną..-przerwał
-Jak to byłam Przyziemną?-Zapytała
-Po tym spotkaniu z Wampirem wypił ci całą krew i nie mogłem pozwolić ci umrzeć musieliśmy zrobić ci Rune ale musiałaś być wpierw Nocnym Łowcą
-A co robią Nocni łowcy?-Zapytała marszcząc brwi. Wzrok miała utkwiony w jego oczy.
- zabijają demony.
-Co!?-Była oburzona-O nie, ja w to nie wchodź, wolała bym zginąć niż zabijać niewinnych.
-Demony nie są niewinne, zabijają niewinnych ludzi. Wampiry, Wilkołaki to też są demony. Naszym celem chronić Przyziemnych.
-Ja nie mogę. Musze wracać.
-Nie jesteś w kiepskim stanie nie puszcze cię
- Proszę w domu będę siedziała
-Nie tu będziesz mieszkała przez pewien czas.
-Dlaczego?
-Bo nie mogę cię puścić bez szkolenia.
-A mogę na chwile wrócić?
-A po co?
-Po ubrania i kosmetyki ale chce sama.
-Nie. Znam cie jeżeli pójdziesz nie wrócisz a ja nie będę wiedział gdzie mieszkasz i to zbyt niebezpieczne.
-Okej, ale jeszcze spotkamy się z Dianą .
-Dobrze, przy okazji złoże jej życzenia urodzinowe.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz